Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Philadelphia 76ers - Chicago Bulls 105 - 115

Chicago Bulls Philadelphia Sixers

To już jest koniec. Przynajmniej dla fanów Chicago w tym sezonie. Na otarcie łez dostaje nam pozytywny bilans Bulls 42-40, kapitalny powrót w ostatnim meczu sezonu i fakt, że jest w tej drużynie potencjał by grać znacznie lepiej. To ostatnia relacja z meczu NBA na tej stronie... przynajmniej do października.

Początek meczu to rzadkie próby rzutowe i niemal zerowa skuteczność gospodarzy z United Center. W 6 minucie przy trzeciej próbie z dystansu w końcu trafił Mirotic. Ale 15%, jakie notowali wówczas Bulls z gry nie wyglądało zacnie. Dla Sixers 8 punktów, w tym dwie trójki, rzucił Grant – nie wiedziałem nawet, że ten gość potrafi rzucać z dystansu. To właśnie rzuty trzypunktowe (trzy z rzędu) wyprowadziły gości na prowadzenie 21-11 w 10 minucie spotkania. Nie było lepiej z kolejnymi minutami gry miejscowych. Bulls niemiłosiernie ceglili i przekroczenie bariery 30% skuteczności rzutów wydawało się niewykonalne w ich wykonaniu. Granicę 15 punktów przełamali dopiero w 11 minucie meczu. Butler-Snell-Felicio przez swój czas gry na boisku w 1Q uzbierali 1 na 10 skutecznych prób. Pierwsza kwarta zakończyła się paskudnym rezultatem 16-32. Gospodarze trafiali tylko 25% rzutów przy 52% Sixers. 6 punktów miał Niko, 5 Holiday – reszta piach. Dla gości po 9 punktów zdobyli McConnell i Grant.

Jeszcze gorzej zaczęła się druga ćwiartka. Mimo obecności Jimmy’ego na boisku Bulls trafili raz, a w odpowiedzi dostali kolejne 5-0 od rywali. Mnożyły się straty, a rywale grali chyba swój najlepszy rzutowo mecz w sezonie. Prowadzili, po kolejnej trójce (7/10 z dystansu!), 42-18 w trzeciej minucie kwarty. Niespodziewana skuteczność przyjezdnych z dystansu korespondowała ze słabą grą Butlera. Jimmy nie dostawał gwizdków, do których jest przyzwyczajony, co uważam za głupotę arbitrów, bo sędziowie pozwalali na brutalniejsze traktowanie go, a to w ostatnim meczu sezonu mogło skończyć się niepotrzebnymi urazami. O tym, jak źle grali Bulls niech świadczy fakt, że 30 punktów przekroczyli w 19 minucie meczu. W środku kwarty większość swoich punktów gospodarze zdobywali z wolnych. Sixers z trójek – 10/16 za trzy w pewnym momencie. W końcówce kwarty za trzy rozstrzelał się Nikola, a fakt lepszej obrony sprawił, że do szatni na dłuższą przerwę drużyny udawały się z wynikiem 51-60, po runie 12-0 Byków. 13 oczek miał rookie Holiday, a 14 dokładał Niko. Dla 76-tek 17 punktów zdobyłCovington, a cała drużyna gości 33 z 60 punktów zdobyła po rzutach z dystansu (11/21 z dystansu).

Z impetem Byki z Chicago zaczęli drugą połowę, bo po minucie gry zredukowali swoje straty do 4 punktów. Chwilę później było 58-60, a run Byków wzrósł do poziomu 19-0. Nie pamiętam by Chicago w trakcie całego sezonu zaliczyli tak efektowny pozytywny run. W trzeciej minucie już był remis, bo trójkę trafił Holiday. Za chwilę wyczyn kolegi powtórzył Snell i run wyniósł 25-1. Było to pierwsze trafienie Tony’ego w tym spotkaniu (1/5 FG). Nagle to Chicago siedziało za trzy i ostrzeliwali obręcz Sixers rzutami z dystansu. Dość wyraźnie słabość Philadelphii pokazuje fakt, że pierwsze trafienie z gry w drugiej połowie zaliczyli dopiero w 5 minucie tej części. Tymczasem w 7 minucie, po kolejnej trójce, Holiday dozbierał 26 punktów. Chociaż kwartę wcześniej Byki przegrywali 24 punktami, to w trzeciej odsłonie zdarzyło się im prowadzić nawet dwunastoma (36 punktowy powrót). To Byki teraz bombardowały z dystansu – trafili 12/18 za trzy i prowadzili po 36 minutach 86-73. W tej części wygrali 35-13.

Od kolejnej trójki zaczął ostatnią ćwiartkę Mirotic. Dołożył się Snell (trójka, blok) i po 2 minutach Bulls prowadzili 92-75, zaliczając 14/20 za trzy. Grając bardziej jako asystent, w 4 minucie Jimmy uzbierał triple double: 10 punktów, 12 zbiórek, 10 asyst. Setkę gospodarze przekroczyli po kolejnej trójce Miroticia w połowie kwarty.

Wtedy jednak wyregulowali swoje celowniki goście z Pensywali i zmniejszyli straty z 19 (z początku kwarty) do 7. Na 150 sekund do końca było 109-100 dla miejscowych. Sama końcówka to postawienie na izolacje, jakieś indywidualne akcje i spowalanie gry. Bulls po największym comebacku w tym sezonie wygrali z najsłabszą drużyną ligi 115-105.

 

Plusy:

- Holiday i jego najlepszy mecz w karierze 29 punktów (9/17 FG) i 5 asyst.

- Drugie w karierze triple double Butlera: 10 punktów, 12 zbiórek, 10 asyst.

- Niesamowity comeback pod koniec drugiej i na początku trzeciej kwarty + 37 punktów.

- Dominacja na deskach 53-31.

- Trójki – 62.5% - 15/24 !!!

- Nikolaaa Mirotic – pokazał jak dobrym jest strzelcem – 32 punkty i 7/11 za trzy.

- Ostatni (mam nadzieję) nienajgorszy mecz Snella w barwach Bulls.

- Chicago pokazali, że ich młodzi gracze mogą stanowić o przyszłości drużyny.

Minusy:

- Fatalna pierwsza kwarta, o której jednak w kontekście tego pojedynku szybko zapomnimy.

- 17 strat – często bo zbyt ekwilibrystycznych zagraniach.

- Słabsza skuteczność Felicio (2/8 FG), Butlera i Snella.

 

Komentarze (1)

  • Na podsumowania będzie jeszcze czas. Trzeba jednak przyznać, że ten sezon zniszczyły nam dwie sprawy. Kontuzje ( szczególnie Jimmyego bo bez pozostałych jakoś byśmy dali rade) i Fatalna chemia w zespole. Zrobiły nam się dwa obozy co najmniej. Pierwszy to stara gwardia mająca Derricka za Alphadoga. Wielbiący nadal Thibsa. Są to imo Rose, Taj i Noah był do niedawna Kirk. To jest grupa z którą prędzej(Derrick, Jo) czy później(Taj) ale powinniśmy się rozstać. Druga mała grupka to młodzi gniewni plus Pau. Tu zaliczam Jimmyego. Chłopak ma papiery na dalszy rozwój w przeciwieństwie do Derricka. Trzymanie obu panów dalej w drużynie jest bez sensu. Fred nie potrzebuje dwóch alphadog-guardów w drużynie na raz. Ja wybieram Butlera a kogo wybierze Forman? Aż boje się myśleć. Nie uważam jednocześnie, że DRose i Jimmy się nie lubią. Mogą być nawet kumplami poza boiskiem( choć w to nie wierzę, raczej znajomi z drużyny i tyle) tulko razem w drużynie nie dają nic dobrego.