Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - New Orleans Pelicans 121 - 116

Chicago Bulls New Orleans Pelicans

Bulls wygrywają drugi mecz z rzędu na otarcie łez. Z dobrej strony pokazują się rezerwowi i to patrzenie na ich grę to jedyne co może sprowadzić fanów do oglądania meczu w nocy. W środę ostatnia szansa by zobaczyć mecz Bulls w tym składzie. Polecam skorzystać z niej, bo następny raz taka możliwość będzie dopiero pod koniec października.

Felicio i Holiday w pierwszej piątce? Czemu nie – sezon jest skończony – to zdecydowanie słuszna decyzja by dać im pokazać się w takim meczu jak ten z Pelikanami.

W pierwsze dwie minuty z dobrej strony pokazali się Dunleavy i Holiday, którzy wspólnie zdobyli 9 punktów dla Chicago. Mike do tego stopnia rozgrzany wszedł w mecz, że po 3 minutach miał 7 oczek, trafiając wszystkie próby. Młody Holiday nie chciał być mu dłużny i dopiero trafienie z wolnych Butlera przerwało ich pojedynek. Obaj zanotowali po 7 oczek (3/3 FG). Przy wszechobecnej koncentracji na ofensywie drużyny uzbierały wynik 19-17 dla gości w 6 minut gry. Byki bardzo odpuszczali grę w pomalowanym, stąd dobrze wyglądali Babbit i Asik. Strasznie nie lubiła obręcz Miroticia, któremu dwie próby z dystansu paskudnie wykręciły się z kosza. W 10 minucie na parkiecie pojawił się od dawna niewidziany Snell. Prawdopodobnie to jedna z ostatnich okazji, by zobaczyć go w trykocie Bullsów. Udało mu się nawet zdobyć jakieś punkty. Chicago jednak stracili przewagę i po pierwszej kwarcie rezerwowi miejscowych prowadzili 29-27. Chicago trafiali 52% przy 49% rywali.

W składzie Bulls nie pojawili się Rose i Gasol - widać było, że Hoiberg postanowił odpuścić im to spotkanie. Tymczasem szalenie starał się, ale jedynie dostawał czapy McDermott. Grał wręcz kompromitująco, a niektóre jego pomysły ocierały się Shaquin fools. Dzięki stratom,niecelnym rzutom i przy braku defensywy, Chicago przegrywali coraz wyraźniej. Konieczny był powrót Butlera, lecz po drugiej stronie szalał Douglas, który miał w 5 minucie drugiej kwarty 10 oczek. W połowie kwarty swoje pierwsze punkty w spotkaniu zdobył Mirotic, który od początku spotkania miał rozregulowany celownik. Za sprawą trójek Portisa i Snella, goście z Chitown podnieśli się i zmniejszyli prawie dwucyfrową stratę do 2 punktów sódmej minucie tej odsłony. Zbytnie rozluźnienie i głupie pomysły na akcje sprawiły, że przewaga z kolejnymi minutami grania niestety rosła. Bulls stanęli w ataku i to samo uczynili w obronie. Na deskach zaś nie potrafili ograniczyć Tureckiego giganta wspomaganego przez Babitta. Na koniec połowu dla osłody efektowny alley oopem popisała się para Brooks-Holiday. Justin zakończył pierwsze 24 minuty z 11 punktami (5/7 FG). W ostatniej sekundzie głupi błąd zrobił Felicio, gdy faulował rzucającego niemal z połowy rywala. Dało to drużynie z Nowego Orleanu możliwość prowadzenie 62-53 w połowie spotkania.

Jeszcze gorzej zaczęła się druga połówka spotkania. Pelicans trafili nawet za trzy. W drugiej minucie jednak Chicago się obudzili. Najpierw Butler, a potem odpuszczony na półdystansie Felicio rozpoczęli run gości. Po trójce Miroticia wyniósł on 9-0. Przerwał ją dopiero celny rzutem zza łuku (po timeoucie) niejaki Ennis (4/7 za trzy w tamtym czasie i 15 punktów na jego koncie). Byki byli jednak na fali i zmniejszali przewagę. Najlepszy mecz w sezonie rozgrywał Dunleavy, który w 5 minucie zdobył swój 13 punkt w meczu. W połowie kwarty double double uzbierał Butler – miał bowiem 11 punktów i aż 11 asyst. Wydaje się, że pomysł z przesuwaniem go na jedynkę nie jest pozbawiony sensu. Przez 8 minut drugiej połowy przyjezdni z Chicago trafili 10 z 12 rzutów. Najbardziej podobało mi się jak Felicio był zostawiany na półdystansie przez Asika i jak go za to surowo karał. Ogólnie Cristiano rządził i dzielił na boisku, w końcówce kwarty miał już 16 punktów i 6 zbiórek, a całość uwiecznił efektownym wsadem przy dobitce rzutu, przy okazji posteryzując… Portisa. Będąc na fali, spróbował nawet rzucać za trzy. Chicago zaś udało się wyjść na prowadzenie i dzięki pierwszym punktom, fatalnego w tym meczu McDermotta, prowadzili po 3 kwartach 89-88.

W ostatniej kwarcie przebudził się Doug i zdobył 4 punkty w pierwsze 90 sekund gry. Po drugiej stronie mecz życia rozgrywał Ennis - jego 26 punkt wyprowadził gospodarzy na prowadzenie w trzeciej minucie kwarty. Fakt czwartej kwarty mobilizująco podziałał na Portisa, który przypomniał o swojej waleczności i ciężko było go nie zobaczyć na parkiecie, gdy walczył po obu jego stronach. Doug McDermott także się poprawił i dobił do 8 oczek w połowie decydującej kwarty. Na najważniejsze momenty spotkania trener Hoiberg wprowadził Butlera. Ten z miejsca stał się główną bronią ofensywną Byków. Na 4 minuty do końca dzięki serii celnych rzutów z dystansu gospodarzy mieliśmy remis po 106. Jimmy uznał, że to w końcu czas by pokazał swoje umiejętności. Najpierw w ostatnich sekundach akcji rzucił za trzy, potem wywalczył wolne, trafił jump shota i znów wywalczył wolne na 50 sekund do końca regulaminowego czasu gry. Po tym co zrobił ,Chicago prowadziło 117-111. W zasadzie było po spotkaniu. Mimo kilku udanych prób rywali na niewiele się to zdało i Bulls (dzięki celnym wolnym) utrzymali prowadzenie do końca. 121-116. Jeden mecz dzieli nas od końca sezonu.

Plusy:

- Felicio i Holiday – ta para to duża szansa na solidny backup na przyszłość. Z każdym meczem jestem większym fanem Brazylijczyka, będę uważnie śledził jego występy.

- Chociaż na koniec sezon nie musimy się frustrować, że Bulls przegrywają kolejne mecze. Ogólnie dzięki temu spotkaniu nie będziemy mieć ujemnego bilansu.

- 57% z gry – bez Gasola i Rose’a – od drugiej połowu Bulls wybitnie siedziało.

- Portis – 13 punktów (5/7 FG), 8 zbiórek – jeden z pozytywów tego sezonu.

- Niesamowita skuteczność z wolnych – 23/26 (bez Rose’a i Gasola).

- Zagrał Snell i coś trafił – brawo Tony – mam nadzieję, że się chociaż godnie pożegna z UC w następnym meczu.

- 7 gości miał dwucyfrowe zdobycze i nikt z grającej dziewiątki nie miał mniej niż 6 oczek.

- Dobry mecz Mike Dunleavy’ego – też się godnie żegna.

 

Minusy:

- Słaba druga kwarta.

- Niemoc strzelecka Miroticia na początku spotkania.

- Obrony w tym meczu nie było.

 

Pamiętajcie, że w środę w nocy jest ostatnia szansa by zobaczyć Bulls w tym składzie. Liczę, że zobaczymy się na czacie (Ciaston nie Ciebie zerkam).

Komentarze

  • Brak komentarzy