Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Miami Heat 98 - 106

bulls heat

Chicago przegrali wcześniejsze trzy pojedynki w tym sezonie z Miami, a teraz kiedy stracili szansę na play offy ciężko było liczyć na to, że się przełamią. Niemniej jednak po dobrym meczu i walce przez większość spotkania nie musimy się za nich wstydzić. Licznik wskazuje dzisiaj liczbę 3.


Pierwsze minuty do słaba gra w ataku z obu stron, w której to Bulls trafili trzy razy przy jednym celnym rzucie gospodarzy. Ładny wsad zaliczył Gasol. Jednak Heat rozkręcali się wraz z upływem czasu. 5 punktów dał w minutę swojej ekipie Joe Johnson. Dragic zaś nie miał pojęcia jak radzić sobie z Derrickiem, który w połowę kwarty uzbierał 6 punktów. W siódmej minucie Gasol z Butlerem zagrali swoją klasyczną już akcję i przyjezdni z Chitown prowadzili 16-11. Jako pierwszy z rezerwowych pojawił się na parkiecie Holiday i swój pierwszy dłuższy kontakt z piłką zakończył punktami z layupu, a w 10 minucie meczu efektownie skończył ‘z góry’. Chwilę później ładnie podał do Felicio, lecz Brazylijczykowi wybiła się piłka podczas próby wsadu. Pierwszą kwartę 22-21 wygrali Bulls. Po 6 punktów zdobyli Gasol i Rose, a dla miejscowych Dragic.


Dość zaskakująco Rose wyszedł od początku drugiej kwarty. Cały czas grali też Holiday i Felicio, będąc obok Derricka, bardzo widoczni na boisku. W pierwszych minutach drugiej kwarty główną opcją w ataku gospodarzy był Lu Deng, którego gra zawsze przypomina lata, które spędził on w ‘Wietrznym mieście’. W połowie tej kwarty Rose miał 11 oczek i naprawdę miło oglądało się jego efektownej rajdy pod kosz. W tym czasie rezerwowi Byków zdobyli 14 z 35 punktów drużyny. Hoiberg zdaje się już próbować rozwiązań na przyszłość. W połowie kwarty zszedł Rose i jedynym zawodnikiem na parkiecie, jaki mógł rozgrywać był Jimmy Butler i to w jego rękach piłka była najczęściej. W drugiej połowie drugiej kwarty uaktywnił się też Wade, który zdobył swój szósty punkt, mimo że musiał zmagać się broniącym go Butlerem. Na koniec połowy wrócił jeszcze Derrick, a zakończył ją celnym jump shotem Jimmy. Bulls prowadzili 46-40, grając przyzwoite zawody. Prawie nie rzucali za trzy (0/4) i mieli tylko 9 asyst przy 43% skuteczności. 28 punktów zdobyli z pomalowanego i prawie 1/3 wszystkich zdobyczy dostarczyli rezerwowi. Miami przez całą pierwszą połowę zrobili – 3 (!?) asysty.

Lepiej drugą połowę zaczęli Heat, szybko redukując stratę do jednego posiadania. Tymczasem w pierwsze trzy minuty statystyki Gasola dobiły do poziomu 17 punktów, 10 zbiórek i 3 bloków. Straty i pudła Byków dawały szansę przeciwnikom i ci szybko z nich skorzystali, doprowadzając do remisu w 5 minucie drugiej połowy. Przez większość czasu oglądaliśmy wymianę punkt za punkt. Dobre chwile zaliczał odkurzony w Miami Studemire. Od stanu po 60, miejscowi zaliczyli run 9-3 (trójka Holidaya) trafiając 4 kolejne rzuty. Bulls odpowiedzieli ładną, choć mocno przypadkową akcją zespołową, zakończoną celną trójką Douga. W następnej akcji trafił Jimmy i po 6-0 dla Byków, wynik wrócił do stanu remisowego na 2 minuty do końca 3 kwarty. W końcówce po flagrant faul McDermotta Miami zdobyli 6 kolejnych punktów i schodzili na przerwę przed ostatnią częścią prowadząc 75-69.


Znów wariantu z Rose’em i rezerwowymi próbował Hoiberg na początku czwartej kwarty. Naprawdę imponujące jest jak rośnie pewność siebie młodego Holidaya, który z każdym spotkaniem zdaje się nie tylko grać lepiej, ale i nie boi się podejmować trudnych wyzwań. Bulls grali nie najgorzej, ale ich morale zmiażdżył monstrualnym wsadem Richardson. Nie na tyle jednak by nie próbowali walczyć i po pięciu minutach kwarty przejąć prowadzenie 82-81. Gdy gra była na styku Miami mogli liczyć na swoich liderów. Whiteside zablokował efektownie Rose’a, a później podobnie jak Wade zrobił akcję 2+1. Na 3 minuty do końca przewagi miejscowych wynosiła 5 oczek. Nagle w końcówce Whiteside urządził sobie imprezę pod koszem Byków i ci stracili wiarę w pozytywne zakończenie. Po trójce Richardsona w ostatniej minucie przewaga Miami wynosił 8 oczek i było po meczu. Jeszcze coś próbował Butler, ale mimo całkiem dobrych ponad 40 minut Byki przegrali czwarty raz z Miami.


Plusy:
- Holiday i Felicio – to oni najbardziej korzystają na całej tej sytuacji z Bulls poza Play-off.
- Całkiem udane występy Big Three z Chicago: Rose (17pt, 3zb, 3as), Butler (25pt, 6as), Gasol (21pt, 12zb, 4bl). Nie dostali jednak wsparcia.
- Fajnie walczył Portis, który lepiej czuje się jako rezerwowy – miał 10 zbiórek i pokazał dużo woli walki.
-Wybitna egzekucja wolnych – 89% (25/28 FT).
- Możemy traktować te mecze sezonu jako sprawdzenie pewnych ustawień na przyszły rok. Łatwo też stwierdzić, że Brooks, Snell i Bairstow pożegnają się z Chicago. W kontekście całego sezonu to słuszna decyzja.

Minusy:
-Irytujący jest brak stabilizacji w grze McDermotta i Miroticia. Mecze nijakie przeplatają dobrymi, a od święta grają super. Z Miami byli nijacy. Niko w 26 minut złapał 6 fauli.
- Dunleavy – nie wiem po co on w ogóle jest wpuszczany na parkiet, dla mnie to mistrz przechodzenia obok meczu.
- Trójki – 3/14. Nagle Bulls postanowili nie opierać gry na trójkach. Powie mi ktoś dlaczego? W ciągu kilku dni Hoiberg zmienił koncepcje?
- Przegrana zbiórka 41-47 i 4 zbiórki ofensywne Dragicia(!?).
- Gasol i Butler kręcili cyferki, ale to przy ich nazwiskach (odpowiednio -17, -13) mamy najniższe wskaźniki różnicy punktów.
- Trzy mecze do końca sezonu :(

Komentarze

  • Brak komentarzy