Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Memphis Grizzlies 92-108

bulls grizzlies

Ostatnie odliczanie sezonu zasadniczego 2015/2016 czas zacząć. Mecz z Memphis mógł być początkiem cudu i wspaniałej drogi Bulls do play-off. Nie tylko nie był, ale okazał pokazem bezsilności, braku wiary i niemocy, jaka towarzyszy Bykom przez niemal cały sezon. Matematyczne szanse w obliczu porażek Pistons i Pacers wciąż są. Konieczne jest jednak by Chicago, chociaż spróbowali powalczyć.

Nie śledzę na co dzień wydarzeń w Memphis, więc zdziwiło mnie, że w ich pierwszej piątce gra Chris Andersen. Myślę, że podobnie dla niektórych zaskoczeniem jest gra Portisa, a nie Miroticia w s5 Byków. Od początku obie ekipy grały na słabej skuteczności, a Rose i Butler mogli ‘pochwalić się’ spudłowaniem layupów. W połowie kwarty wynik brzmiał 8 do 7 dla gospodarzy z konferencji Zachodniej. Pierwsi rezerwowi (Brooks, Mirotic) pojawili się w 8 minucie gry. Pierwsza piątka Bulls rzucała bowiem bardzo przeciętnie, ale korzystała też na indolencji rzutowej gospodarzy. Do tego goście fatalnie zbierali i w np. w jednej akcji pozwoli Grizzlies na 4 zbiórki w ataku. Rzucający tylko z najbliższej odległości Randolph miał 10 punktów w pierwsze 12 minut. Chicagowscy Hiszpanie uzbierali po 6 (2 trójki Niko). Bulls przegrywali po pierwszej kwarcie 21-23.

Fatalnie goście rozpoczęli drugą kwartę pozwalając przeciwnikom na 5-0 run. Moim zdaniem zbyt wielkim optymizmem wykazywał się Hoiberg, który ustawił na boisku jako dwóch najlepszych obrońców swoich rookie (Holiday, Felicio). Szybko wrócił za ‘sabotażystę’ Brooksa Rose i Chicago w końcu coś trafili. Sam Derrick dwa razy efektownie skończył spod obręczy. Nie da się ukryć, że spotkaniu towarzyszyło gospodarskie sędziowanie. Wyrywanie piłki z rąk graczy Byków czy popychanie przy zbiórce pod koszem wkrótce stało się czymś normalnym w spotkaniu i w zasadzie nikt nie zwracał na to uwagi. Bykom udało sięw tej częście stracie 5 razy piłkę w 6 minut. Obrona zaginęła i zawodnicy Memphis trafiali seryjnie, wychodząc na dwucyfrową przewagę. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem 54-44 gospodarzy. 18 punktów i 8 zbiórek miał Zach Randolph. Wśród Bulls 11 oczek i 4 zbiórki notował Gasol – jedyny widoczny gracz s5 Byków w tym spotkaniu.

Chociaż Chicago mają za sobą rozegranych ponad 70 spotkań i niektórzy gracze grają ze sobą naprawdę długo, to nie dostrzegałem tego na parkiecie. Ogólnie wrażenie marazmu i zniechęcenia wręcz bije od zawodników Bulls. Światełkiem w tej mgle jest m.in. Portis, do którego należał początek drugiej połowy. Był wszędzie: zbierał, rzucał i walczył. Czasem coś trafił też Rose (4/11 FG), ale gospodarze bardzo dobrze rzucali z półdystansu – Barnes miał 14 oczek w piątej minucie tej części, a Randolph do arsenału zagrań w bezpośredniej bliskości kosza dokładał celne rzuty z 4-5 metra. Przewaga Memphis przez większość czasu wahała się na poziomie kilkunastu punktów, dochodząc nawet do 20. Miejscowi zaliczyli nawet run 14-4. Dzięki akcji 3+1 rookie Holidaya Bulls udało się nie przegrywać ponad 20 punktami przed ostatnią częścią. Wynik 65-83 nie wyglądał jednak wiele lepiej.

Na początku czwartej kwarty Bulls zaliczyli swóją 14 stratę i nawet świetna dyspozycja rzutowa zza łuku Miorticia – 4/6 – nie miała szans pomóc wygrać tego pojedynku. Z ciekawszych wydarzeń tej kwarty – to widzieliśmy niesamowity blok z pomocy Holidaya. Na parkiecie pojawili się jeszcze Rose i Butler, ale od początku nic nie wskazywałoby Bulls, chociaż podjęli próbę odrabiania strat. Kolejne doświadczenia zbierał za to Felicio, który wyrasta na jeden z największych progresów w Bulls w tym sezonie. W połowie kwarty Byki niemal dwukrotnie (run 10-0) zredukowali swoją stratę, wbrew temu co mnie sięwydawało. Tutaj jednak wtrącili się sędziowie – walkę o zbiórkę Felicio zakwalifikowali jako faul w ataku i dali wolne dla rywali. To nakręciło gospodarzy – odskoczyli na 15 oczek i praktycznie na 4 minuty do końca gry było po spotkaniu. Chicago, nie wiedzieć czemu, do końca grali starterami, ale na niewiele się to zdało. Byki dociągnęli do 20 strat i przegrali wyraźnie 92-108.

 

Plusy:

- Gasol – 17punktów (7/13 FG), 10 zbiórek, 4 bloki.

- Mirotic – w końcówce sezonu to on jest MVP Bulls – 20 punktów (6/9 za trzy) i 8 zbiórek.

- Po raz kolejny podobała mi się gra Felicio i Holidaya.

- Miał dobre momenty Bobby Portis – 12 punktów, 7 zbiórek.

- Niezłe trójki – 11 trafionych na 29 prób.

Minusy:

-Zbyt często widziałem coś takiego, że jeden z liderów (Rose, Butler, Gasol) dostają piłkę, a reszta zespołu z zaciekawieniem jedynie obserwuje co zrobi.

- Dunleavy – jedynie faulował w tym meczu i dlatego można było zauważyć, że w ogóle gra. Mam nadzieję, że to jego ostatni sezon w Wietrznym mieście – statystów nie potrzeba.

- Chyba już nawet Butlerowi się nie chce – 2/8 FG, 2 straty i brak zaangażowania.

- 20 strat – w tym momencie sezonu to wygląda jakby robili je specjalnie.

- Nie widziałem, żeby Chicago chcieli wygrać to spotkanie.

 

Komentarze (1)

  • No właśnie Admin. Ostatni minus jest niestety bardzo prawdziwy. Uważam, że każde spotkanie można przegrać, ale przegrać je po walce do ostatniego tchu. Nie rozumiem tego co się dzieje. Wygląda na to, że jedyne jaja w drużynie byków odpadły wraz z kontuzją Noah :( Szkoda tego sezonu, szkoda. Była taka szansa na finał z GSW ;)