Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Ubiegłotygodniowe wygrane

A Ty? Bullieve?

W ciągu ostatnich dwóch tygodni nie tylko Chicago Bulls zawalili. Także my jako ekipa i każdy osobna wpadł w sportową depresję. Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie. Niemniej jednak dalej wierzymy w Bulls i oglądamy ich mecze. W ostatnim tygodnia, w końcu można doszukać się pozytywów. Mimo pechowej przegranej z Atlantą, Bulls zdarza się wygrywać i o tych dwóch wygranych pojedynkach chciałbym napisać.

Przedstawiam, więc zaległe relacje z meczów z Rockets i Pacers.

Bulls vs Pacers
Pierwsze akcje pokazały istotność tego pojedynku, gdyż zdobywanie punktów wymagało od obu ekip sporo wysiłku. Ładnie przełamali tę sytuację Gasol i Butler, rozgrywając w czwartej minucie meczu swoją firmową akcję. Lepiej zaczęli przyjezdni z Chitown, którzy dzięki ofensywnym zbiórkom (3) mieli kilku punktowe prowadzenie. Pacers szybko przejęli inicjatywę i wobec seryjnych pudeł Byków zza łuku zrobili run 7-0. Bulls po czasie dla Hoiberga ożywili się i dzięki walce do końca to oni po 12 minutach prowadzili 28-27.
W drugiej minucie drugiej kwarty rezerwowi Bulls zagrali wspaniałą akcję zespołową. W przypadku bardzo podobnej akcji Warriors ta znalazła się w top10, gdy zrobili to Chicago nikt o tym później nie wspomniał. Chicago cały czas utrzymywali ponad 50% skuteczność dochodząc momentami nawet do 58% z gry. Dużo pracy wykonywał duet McDermnott-Mirotic. Obaj stanowili główne źródło rzutów ze strony gości, a także widoczni byli w zbiórkach czy walce w obronie. Gorętszy z każdą akcją Nikola notował pod koniec połowy 20 punktów, trafiając 6 z 8 prób, z czego 5/7 z dystansu. Jego dorobek stanowił 1/3 tego, co Bulls udało się uzbierać przez 21 minut gry. Chociaż Byki mieli już 10 punktów przewagi, stanęli przez ostatnie minuty pierwszej połowy i prowadzili po niej tylko 60-58, przyczyną był run 8-0 miejscowych.
Ozdobą pierwszych minut drugiej części spotkania była kolejna firmowa akcja duetu Butler-Gasol – wykonana dwa razy. Niestety mimo dogodnych pozycji Bulls bardzo męczyli się w ataku, a piłka wykręcała się nieznośnie z obręczy. Od początku meczu ciągle pretensje do sędziów mieli Gasol i Mike Dunleavy. Fakt, że kilkakrotnie uderzenie w ręce zostało przez arbitrów potraktowane jak czyste wybicie. Bulls zawalali zbiórkę, skąd Pacers czerpali sporo banalnych punktów. Przez większość trzeciej kwarty to oni prowadzili kilkoma punktami. Niebezpiecznie uderzył się w rękę w 8 minucie Derrick i musiał pokazać ją lekarzowi. Zastąpił go Moore, którego wejście miało bardzo pozytywny wpływ na drużynę Bulls. Tymczasem życiowy występ notował Mahimi – center Pacers. Miał on 18 punktów w 3 kwarcie, czym wyrównywał swój rekord kariery. Wejście rezerwowych (Felicio) pozwoliło Bulls odrobić straty i po 36 minutach spotkania mieliśmy remis po 84. W tej części było sporo strat i jeszcze więcej przestrzelonych rzutów. W samej końcówce kostkę przykręcił sobie Paul George.
Pozostawieni na parkiecie na początku ostatniej odsłony Mirotic i Felicio dawali rady. Powiększyli run Chicago do 11 kolejnych punktów i kapitalnie walczyli na deskach. Zwłaszcza Brazylijczyk zaliczył dwie kolejne skuteczne dobitki i zdobył 6 punktów pierwsze 3 minuty kwarty. W 5 i 6 minucie zespoły wróciły do pierwszych ustawień, chociaż długo został na boisku w barwach Byków Felicio. Do gry w barwach Pacers powrócił też George, co spotkało się z owacją publiki. Oczywiście gospodarskie sędziowanie mieliśmy do końca – nie odgwizdano ewidentnie popychającego George, a w ten samej akcji uznano wejście pod kosz Gasola za szarże. Z obu stron strzelano ślepakami i pojedyncze udane rzuty sprawiły, że był remis po 96 na 90 sekund do końca. Wówczas kompletnie odpuszczony na dystansie nie trafił Nikola, mimo że do tej pory trafiał niemal wszystko. Przy remisie na 3 sekundy do końca Bulls zagrali izolację dla Butlera, a ten nie pomylił się i po sporym błędzie George’a miał czas by trafić z półdystansu. Próba Milesa nie wpadła do kosza.

Bulls vs Rockets

W pierwszej piątce Bulls pojawił się Bobby Portis zastępując Taja Gibsona, który zakończył już grę w tym sezonie. Chicago zaczęli bardzo źle, bo pozwolili Houston na run 11-2 na początku spotkania. Aktywny był Bobby, ale podobnie jak reszta drużyny miał problem z łapaniem piłki i trafianiem spod kosza, podobnie mylił się w ekipie Rakiet Motiejunas, który 4 razy z rzędu spudłował ze strefy trzech metrów od kosza. Byki z czasem poprawiły defensywę, a gospodarze stracili skuteczność. Zaczęli od 5/6 FG, potem zaliczyli 8 kolejnych pudeł. W 8 minucie Pau obsłużył genialnym podaniem Miroticia, kiedy wrzucił mu piłkę, kompletnie bez kontaktu wzrokowego, gdy jego kolega z reprezentacji Hiszpanii przebiegał za jego plecami. Chicago głównie szukali rzutów z dystansu, zachęceni faktem, że Doug (2 razy) i Gasol już w ten sposób punktowali. Niko, za to dwa razy obraził intelekt Beaslaya (jeśli można o czymś takim mówić) i nabrał go na ‘pompki’, zyskując 6 rzutów wolnych. Po 12 minutach był remis po 24.
W przerwie między kwartami Rose udał się do szatni z powodu bólu w łokciu. W drugiej kwarcie (na początku) Howarda krył Felicio i pokazywał, że siłowo może być jednym z lepszych graczy w lidze. Dodatkowo popisał się doskonałym podaniem przez całe boisko do McDermotta, po którym ten zdobył łatwe punkty. W 5 minucie kwarty pojawił się na boisku Rose, ale miał na łokciu dodatkowy bandaż. Niemal nie schodzili z parkietu McDermott i niezwykle aktywny w ofensywie Mirotic. To wszystko oczywiście nie wpływało pozytywnie na grę w obronie gości. Jednak dzięki trójkom Niko (4/6 zza łuku i 21 punktów w pierwszej połowie) i 7 kolejnym pudłom miejscowych, Byki odrobiły dwucyfrową stratę. W międzyczasie zobaczyliśmy kolejny przykład partactwa arbitrów w NBA. Goście nie potrafili uznać punktów Brooksa, po tym, jak Howard zablokował piłkę, która już odbiła się od tablicy, za to tradycyjnie ochoczo wysyłali Hardena na linię. Chicago w drugiej kwarcie notowali imponujące 6/8 z dystansu. Po dwóch kwartach był remis po 52.
Nie pojawił się na początku drugiej połowy Derrick Rose, a w jego miejsce wszedł Brooks. Widocznie uraz łokcia okazał się bardziej poważny. niż wcześniej sądzono. Obie ekipy przez prawie całe 3 pierwsze minuty nie zdobyły punktów, notując wspólnie 0/8 FG. Dwie kolejne trójki Arizy i wsad Hardena zmieniły ten obraz rzeczy, po 4 minutach drugiej połowy Bulls przegrywali 9 oczkami. Pierwsze punkty zdobyli dopiero w 5 minucie tej odsłony. W tej części sytuacja przyjezdnych wydawała się beznadziejna. Rozpędzeni Rockets trafiali wszystko i ich przewaga skoczyła do poziomu 14 oczek. Po stronie Bulls tylko Jimmy stanowił zagrożenie (13 punktów w trzeciej kwarcie). To jego gra i postawa pozwoliła Bykom jakoś przetrwać tę część i po 36 minutach Byki przegrywały 71-80.
W ostatniej kwarcie na boisku pojawił się młody Holiday, który nie grał przez całe spotkanie i w pierwsze 2 minuty zdobył 5 punktów dla Byków. Po stronie Rockets nie do zatrzymania zaś był Beasley. W 5 minucie drugi unit Bulls (z Felicio i Holidayem) zmniejszył straty do jednego punktu, pokazując wielką wolę walki i determinację (run 7-0 w 150 sekund z Hardenem na parkiecie). Minutę później po niesamowitej walce o piłkę McDermott dał Bulls prowadzenie. Później przez długie sekundy drużyny nie mogły trafić do kosza, a jedynie Beasley znajdował siły, by przełamywać powszechną niemoc. Po kapitalnym wsadzie Butlera na dwie minuty przed końcem meczu musieli wtrącić się idioci z gwizdkami, gdy zawieszenie i podciągnięcie na obręczy gwiazdy Bulls ‘nagrodzili’ przewinieniem technicznym. Na 36 sekund do końca Byki prowadzili 99-91 i wyglądało, że nic im nie zepsuje tego wyniku. Wtedy sędziowie dali trzy wolne Rockets za faul Miroticia, nie widząc jednocześnie tego, co Harden i Beasley zrobili z broniącym Moore’em. Źle wykonywane przez Byki wolne dały szanse miejscowym i to oni mieli w ostatniej sekundzie rzut niekrytego Arizy na dogrywkę. Na szczęście dla Byków – weteran nie trafił i Bulls utrzymali prowadzenie 103-100.

 

Plusy:
- Nikola Mirotic – zdobywał w obu spotkaniach po 28 punktów. Świetnie rzucał z dystansu, spełniał pokładane w nim przeze mnie od dawna nadzieje.
- Jimmy Butler jako lider nie zawodzi. Gra mega inteligentnie i potrafi oddać pałeczkę komuś innemu przez większość spotkania, by w ostatniej akcji dać drużynie zwycięstwo.
- Cristiano Felicio –(5pt, 4 zb i 8pt, 5zb), gdy pojawił się na lidze letniej 2015 nie wiedziałem co widzą w nim włodarze Bulls. Dzisiaj patrząc jaki progres zrobił ten młodzian, wierzę, że dostanie dłuższy kontrakt i wyśle Bairstowa do Australii.
- Ogólnie postawa rezerwowych Chicago cieszy i w tych meczach to im Bulls zawdzięczają wszystkie udane punktowe pogonie.

Minusy:
- Uraz Rose’a i słabsza jego postawa.
- Koniec sezonu dla Taja i niewykorzystane okazję to pokazania się przez Portisa.
- Mike Dunleavy jest pomyłką – nie wierzę, że tak czekaliśmy na jego powrót.
- W obu spotkaniach Bulls przegrali zbiórki i momentami pozwalali przeciwnikom na olbrzymią swobodę w walce na deskach.

 

Oczywiście daleko temu tekstowi do aktualności, ale niestety tylko te spotkania udało mi się nadrobić w ostatnim czasie. Niemniej jednak jako, że to koniec sezonu dla Byków zamierzam oglądać ostatnie ich mecze w tym sezonie i regularnie publikować relacje. Chociaż tak spróbuję zatrzeć złe wrażenie. 

Komentarze

  • Brak komentarzy