Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Toronto Raptors 109-107

bulls raptors 03 2016

Chicago Bulls w wydawałoby się jeszcze gorszej sytuacji niż ostatnio, bo bez Gasola i Rose'a, pokonują Toronto Raptors na ich terenie. Trio Moore, McDermott, Mirotic wsparte postawą doświadczonych już Butlera i Gibsona zagrało świetne zawody i mimo niesprzyjających okoliczności utrzymali prowadzenie do samego końca. Dało to Bykom powrót na 8 miejsce w konferencji.

 Nigdy bym nie przypuszczał, że Bulls w tym sezonie zmuszeni będą grać Holidayem w pierwszej piątce i Jimmy’m na trójce, a takim składem przystąpili do spotkania w Kanadzie. Swoją drogą dość dobitnie to pokazuje w jak ‘dobrej’ formie jest Snell.

Mimo osłabionej pierwszej piątki Bulls w pierwszej minucie trafili za trzy (Mirotic) i dwa razy uniemożliwili grę Valanciunasowi. Minutę później prowadzili 8-2, bo Niko zostawionemu na kilka sekund za łukiem nie wypadało nie trafić drugi raz. Coach gospodarzy konsekwentnie nie chciał brać przerwy, co zakończyło się dla jego ekipy zgubnym 13-4 w 4 minucie spotkania. Bulls grali solidnie w obronie, a w ataku nie mylił się Moore. Kiedy w końcu Casey zdecydował się na wzięcie timeoutu, to na tyle dobrze poustawiał swoich podopiecznych, że ci konsekwentnie po czasie odrabiali straty. W połowie kwarty był remis po 13. Wtedy na boisku pojawił się McDermott i przywitał się prostym layupem po podaniu Miroticia. Dużą zasługę w odrabianiu strat przez miejscowych mieli sędziowie, którzy odgwizdywali najmniejszy kontakt obrońców z Lowry’ym czy DeRozanem. Dochodzili do takich paranoi, że fakt uderzenia przez PG Raptors łokciem w głowę Niko uznali za przewinienie skrzydłowego Byków. Bulls jednak grali bardzo dobrze w ataku i nie przejmowali się parodią sędziowania. Dzięki skuteczności 8/12 FG prowadzili 20-17 w 7 minucie gry. Rywale mieli co prawda tylko 10 punktów z gry, ale aż 7 dodawali z wolnych. Rozgrywający w obu zespołach stanowili główne siły ofensywne. Zarówno Moore, jak i Lowry zdobyli po 11 punktów przez 9 minut gry. Ostatnie 2 minuty w ekipie Chicago grali czterej rezerwowi i Moore z S5, jeżeli można o nim tak mówić. Nie przeszkodziło to im kontynuować efektywnej gry w ataku. Mnie do szału doprowadzał ten kaleka, który sędziował na połowie Byków. Gość potrafił wymyślać najdziwniejsze powody, by odgwizdać przewinienie kogokolwike z drużyny gości. Dało to miejscowych 11/11 FT w samej pierwszej kwarcie. To jednak Byki prowadzeni przez Moore’a (11 – 5/5 FG) i McDermotta (10 punktów – 4/4 FG) wygrali pierwszą kwartę 34-29. Ostatnie 90 sekund jako PG Bulls rozegrał Brooks. Zdążył zaliczyć jedną stratę.

W drugiej kwarcie zostali na boisku Felicio, który na dobre wygryzł Bairstowa z rosteru i Portis. Imponujące jest, że młody Brazylijczyk potrafił oprzeć się siłowo znanemu z tężyzny fizycznej Biyombo. Chociaż drugą odsłonę lepiej zaczęli Raptors, to Bulls w 3 minucie zrobili mały run 6-0. Gospodarze opierali swoją grę na próbach dwójkowych akcji Biyombo – Joseph i dalszym przyjacielskim nastawieniu jednego arbitra. Nie dziwi jednak fakt, że piłka pozostawał długo w rękach ich rozgrywającego, bo krył go słaby (także w tym elemencie) Brooks. Tendencyjnego zachowania sędziego z numerem 52 nie wytrzymał Butler, który nie doczekał się rzutów wolnych, po tym, jak Biyombo zmasakrował go pod koszem i powiedział mu parę słów. Dostał za to zasłużenie technika, ale nie doczekał się też należnych gwizdków kolejnych akcjach. Ten pan nie był jednak w stanie, aż tak przeszkadzać Bykom, by ci nie grali na najwyższych obrotach. McDermott dołożył jeszcze 2 trójki i miał 19 punktów (7/7 FG) w 8 minucie drugiej kwarty. W tym czasie Toronto prawie nic nie trafiali i przewaga goście osiągnęła 8 punktów. Co ciekawe w kolejnych akcjach to Raptors nagle mieli olbrzymie pretensje do arbitrów i ich trener oraz Patterson zaliczyli po przewinieniach technicznych. Skończyło się dostawanie wolnych z kapelusza i nagle kanadyjska publika poczuła się krzywdzona i zaczęła 'kurturalnie' skandować ‘sędzia ssie’. Niestety oglądałem transmisję z komentatorem Raptors, który oczywiście w pełni zgadzał się publiką, uważając, że Doug sam się wywrócił, chociaż ślepy zobaczyłby, jak został popchnięty przez Petersona. Na szczęście irytująca publika i stronniczy komentatorzy nie byli w stanie zabrać Bulls (zasłużonego) prowadzenia. Po pierwszej połowie przy moim podniesionym ciśnieniu Chicago prowadzili 58-52. Fuksiarze z północy trafili trójkę w samej końcówce. Chicago trafiali 50% rywale 42%. W tym bardzo przyzwoicie goście prezentowali się na dystansie – mieli 6/13 FG. Obie ekipy zaliczyły tylko po 4 straty. Z 24 oczkami i 100% skutecznością połowę zakończył McDermott – było to jego najlepsze pół meczu w tym sezonie.

Obie ekipy stanęły mocniej w obronie na początku drugiej połowy. Nie dziwne, więc że pierwsze punkty zdobył najtwardszy na boisku – Jimmy Butler. Chwilę później trójkę dołożył (swoje pierwsze trafienie) Holiday. Przez większość spotkani bardzo asekuracyjnie i ze sporą ilością strat grał Jimmy. Widać, że jego kolano nie jest jeszcze w pełni sprawne. Przez połowę kwarty Chicago konsekwentnie utrzymywali przewagę na poziomie około 10 punktów. Zawsze potrafili znaleźć odpowiedź na udaną akcję rywali, a E’Twaun Moore był ‘on fire’. Miał w połowie trzeciej kwarty 17 punktów na koncie – 8/9 z gry. W siódmej minucie drugiej połowy McDermott spudłował swój pierwszy rzut w tym spotkaniu (7/8 FG). Na kolejny epizod pojawił się Tony Snell, a wraz z nim pytanie – czemu to jego Bulls nie spuścili choćby za gotówkę czy gościa od trzymania ręczników, a nie Kirka Hinricha podczas trade deadline. Doug tylko minutę wytrzymał bez trafienia i w kolejnej powiększył swój dorobek do 26 oczek. Obok wyróżniającej się dwójki naprawdę dobre zawody rozgrywał Nikola Mirotic, który solidnie bronił i zbierał, a sporadycznie dorzucał jakieś punkty i po 3 kwartach miał ich 15 na koncie. Goście z Chitown natomiast prowadzili 84-77. Nie oddawało to kompletnie przebiegu całej kwarty, bo znów gospodarze w końcówce zmniejszyli straty, dzięki runowi 6-0. Pełni poczucia pokrzywdzenia przez sędziów gospodarze oddali 25 rzutów wolnych, Bulls 13. Osłabieni brakiem Rose’a i Gasola Chicago zaliczyli w 36 minut 20 asyst całym zespołem – rywale tylko 11.

W ekipie gospodarzy nie wrócił po drugiej kwarcie do gry Valanciunas, który w pozornie niegroźnej sytuacji nabawił się urazu. W drugiej minucie 4 kwarty Doug trafił po raz kolejny za trzy i Byki osiągnęły już 13 punktową przewagę. Mimo że ostatnio bardzo dołuje to na początku decydującej części dobre chwile miał Aaron Brooks – zdobył 7 punktów przez pierwsze 4 minuty jej trwania. Dla Raptors zaczął jednak trafiać Lowry. Bulls zdobyli swój setny punkt w 6 minucie czwartej kwarty. Miejscowym w międzyczasie udało się zmniejszyć straty do 6 punktów. Głównie dzięki duetowi swoich guardów. Wówczas pokazał się Taj, który zebrał w ataku i sam punktował. Nie ustrzegło to Bullsów od błędów w obronie. Na 2 minuty do końca po jump shotcie Butlera prowadzili jednak pewnie 106-98 i wydawało się, że będą w stanie dociągnąć prowadzenie do końca. Niestety nie byliby sobą jakby nie zrobili nerwowej końcówki. Raptors dwukrotnie zbliżyli się na jeden punkt do Byków, Po tym, jak przy wolnych raz spudłował Butler wystarczył im rzut za dwa, by doprowadzić do remisu. DeRozan wszedł pod kosz, co mogła dać prowadzenie gospodarzom, ale Butler czysto wybił mu piłkę. Oczywiście w warunkach tego spotkania musiało być to sprawdzone na powtórce, która (wbrew debilom komentującym to spotkanie) potwierdziła czystość zagrania. Byki wygrały z Raptors, sędzią numer 52, nieprzychylną halą 109-107, praktycznie prowadząc przez 48 minut spotkania.

 

Plusy:

- Wszystko było przeciwko Bulls, lecz oni zagrali na tyle dobrze, że mimo tych przeciwności wygrali.

- McDermott – prze gość – 29 punktów i 4 trójki na skuteczności 80%.

- Moore – trafiał do 4 kwarty na 89% skuteczności, szkoda, że nie trafił dwóch najważniejszych prób w 4Q, może obyłoby się bez nerwów.

- Gibson – musi zastępować Noaha w obronie i Gasola w ataku. Zrobił DD: 13 punktów, 10 zbiórek.

-49% z gry, 36 za trzy i aż 90% z wolnych to satysfakcjonujące cyferki – oby takie częściej.

- Nikola Mirotic – dla mnie czynnik X tego meczu. Raptors nie mieli na niego obrońcy (Biyombo zostawał na pump fake’ach a Scola nie zdążał do niego na obwód) – 17 punktów, 5 zbiórek.

- Tylko 8 strat Bulls.

- Cóż za przyjemność słuchania smutnych komentatorów Raptors po przegranej ich drużyny, po tym, jak cały mecz usilnie próbowali oglądającym wmówić swoją interpretację rzeczywistości.

Minusy:

- Tylko dwa przechwyty – za mało agresji w grze Bulls w obronie.

- Kilkukrotne w meczu roztrwonienie przewagi. Zwłaszcza to w czwartej kwarcie.

- Oglądałem mecz z komentarzem gości będących za Raptors. Ja jestem stronniczy, ale nie występuje w telewizji i nie byłbym w stanie aż tak naginać rzeczywistości jako robili ci dwaj psychofani. Nie tylko nie potrafili przyznać, że nie było faulu, który dla ich drużyny odgwizdał sędzia, ale jednocześnie potrafili uznawać każdą decyzję arbitrów na rzecz Bulls za błędną – naprawdę KAŻDĄ. Plus jest taki, że tym większa satysfakcja z wygranej, jak te bubki domagały się w ostatniej akcji faulu Butlera – po prostu Michałowicz to przy nich miód dla moich uszu.

- Sędziowanie. Sędzia z numerem 52 dwoił się i troił, żeby Raptors wygrali to spotkanie. Wszystko było tutaj gwizdane pod gospodarzy i nawet to nie pozwoliło im wygrać. Do tego ciągłe pretensje gospodarzy do arbitrów, zachowanie kibiców ('sędzia ssie'), komentatorzy, którzy zakłamywali rzeczywistości. Dawno tak nie zdenerwował mnie mecz. Mam tylko ochotę pokazać jednego wielkiego faka całej organizacji Raptors i ludziom odpowiedzialnym za to spotkanie.

Komentarze (2)

  • Admin - oni komentują dla swoich fanów. Jakkolwiek nie da się tego słuchać ( kiedyś to samo czułem oglądając mecz z Detroit chyba) to jednak jestem w stanie zrozumieć ich stronniczość. Moim zdaniem nie umywają się do naszego rodzimego mistrza komentarzu, który przez cały mecz sika po nogach patrząc na Lebronka czy innych swoich idoli i co trzecie zdanie powtarza jaki to on jest obiektywny ;)
    I powiem wam jeszcze, że jestem w kropce. Jakoś tak nie mogę się do końca wyzbyć nadziei na finał przeciwko GSW :D

  • admin mogłeś dać inne zdjęcie niż to z tym burakiem Drakiem :D