Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Milwaukee Bucks - Chicago Bulls 90-100


bulls bucks 03 2016

 

Chicago Bulls wracają na właściwe tory. Chociaż mecz opuścił lider - Jimmy Butler to Bulls kontrolowali wynik przez niemal całe spotkanie i nie pozwolili Bucks wyrwać sobie zwycięstwa. Dobrą postawę całej drużyny ukoronował triple double - Pau Gasol.

 

Chociaż Chicago o rozpoczęli spotkanie od pozytywnego 7-0 trójki Rose, Butler, Moore w pierwsze trzy minuty, to później pozwolili Bucks na run 10-0 w odpowiedzi. I chociaż goście rozpoczęli od 0/4 z gry, to po tym, jak trafili kolejne 5 prób, to oni wyszli na prowadzenie 2 minuty później. Taki stan rzeczy nie spodobał się Gibsonowi, który aktywnie walczył na deskach i swoimi trafieniami odzyskał dla Byków prowadzenie. Młode ‘Kozły’ coraz częściej popełniali też błędy i po tym, jak zdobyli dziesiąty punkt, przez następne prawie 5 minut gry nie zdobyli kolejnych punktów. Miejscowi w końcu zaczęli uskuteczniać efektywną grę w tyłach.

W dużej mierze postawili na to, że podopieczni Jasona Kidda nie będę utrzymywać skuteczności z półdystansu. Przede wszystkim ich wysocy mieli z tym problem i dzięki temu dorobek punktowy przyjezdnych bardzo powoli się zwiększał. Po 12 minutach trwania spotkania Bulls prowadzili 25-16. 7 asyst rozdał Gasol, a tyle samo punktów zdobył Rose.

Ostatnio całkiem udane mecze zaliczali żelaźni rezerwowi Bulls – McDermot czy Portis, dlatego spore nadzieje wiązałem z grą przeciwko sobie drugich unitów obu ekip. Portis jednak pozostał na ławce i Chicago wyszli parą Niko – Taj. Tymczasem ton grze nadawał (w końcu grający na swoim poziomie) McDermott i już po 2 minutach gry w drugiej kwarcie, trener Kidd musiał wziąć czas.

Po nim swoją szansę pokazania się na parkiecie dostał też wspomniany Portis. Niestety cały czas grał Brooks, który ostatnimi czasy jest po prostu fatalny. Nie inaczej było w tym meczu – strata, faul i błędy w obronie – to jego bilans w pierwszych minutach drugiej części. Hoiberga to jednak nie przekonywał i z oślim uporem trzymał go razem z Holidayem na boisku. Efekt – run 8-0 Milwaukee. Powrót Rose’a i Moore zaowocował przełamaniem serii i punktami E’Twauna po ich akcji dwójkowej. Było to jednak jedyny pozytywny aspekt w tamtym okresie gry. Bulls seriami gubili piłki albo popełniali proste straty i całkowicie roztrwonili dwucyfrową przewagę. Mimo że wręcz genialnie rozdysponowywał piłkę Pau (10 asyst w 14 minut gry), to nie trafiał – miał 1/6 z gry. Zrobił double double (10 zbiórek, 10 asyst) w 20 minucie spotkania. Gdyby nie arcygłupie straty Bulls, powinni oni bardzo wysoko prowadzić po tej kwarcie, bo praktycznie zniszczyli w ostatnich minutach atak przyjezdnych. Ostatecznie prowadzili ‘tylko’ 47-40. Chicago dobrze bronili ograniczając Bucks do 35% z gry, sami notowali 49%. 11 punktów, 4 asysty, ale i 4 straty miał Rose. 4 oczka, 12 zbiórek, 10 asyst i 2 bloki miał zaś Gasol. Bulls przy 21 trafieniach mieli 19 asyst – niesamowity wynik. Dla rywali 12 punktów miał Kris Middleton. Solidarnie po 3/9 FG i 6 punktów zaliczali ich skrzydłowi (Antetokounmpo, Jabari Parker).

https://vine.co/v/iXEFdbl2FuQ

Chociaż to Bucks otwarli drugą połowę, to ekipa z Chitown zaskoczyła ich szybką odpowiedzią i serią 5-0 w drugiej minucie trwanie tej odsłony. Aktywny na deskach był Taj, który miał 5 zbiórek i blok. W końcu przypomniał o sobie też Dunleavy, aplikując przeciwnikom dwie trójki. Nadal trzeba było przyznać, że solidnie wyglądała postawa w obronie Bulls i po prostu gracze z Milwaukee nie mieli łatwych pozycji i większość rzucali w bezpośredniej bliskości graczy Chicago. Hoiberg mógł liczyć na Mike’a, który wszystkie siły zachował na tę część. Po 8 minutach drugiej połowy miał on 15 oczek i 3 na 4 za trzy. Brakowało, tylko żeby w końcu coś z półdystansu wpadło Pau – miał on bowiem tylko 2/10 z gry.

 

W międzyczasie pojawiła się informacja, że Brooks doznał kontuzji i nie pojawi się więcej w spotkaniu. Tymczasem jego koledzy na parkiecie starali się utrzymywać przewagę i wzorowo wychodziło im marnowanie szans na jej powiększenie. Nie wiem co kierowało niektórymi ich decyzjami rzutowymi – jak próbą Niko z 9 metrów. Niestety właśnie przez nonszalancję i straty Byki pozwolili rywalom na odrabianie strat. Dodatkowo sędziowie byli bardzo szczodrzy i ochoczo przyznawali gościom rzuty wolne. Portis np. sfaulował twarzą łokieć Parkera, co zakończyło się dla zawodnika Byków wizytą w szatni, a dla gości dwoma wolnymi. Po 36 minutach gry Bulls prowadzili tylko 73-69. 3 punkty dzieliły Gasola od Triple Double, w tym czasie dla Bucks double double: 16 punktów, 10 zbiórek miał Parker.

Chwilę odpoczynku dostał na początku 4 kwarty Gasol, a z uwagi na brak guardów na boisku obok Derricka grał Holiday. Trochę za dużo w grze Byków było nerwowości i niedokładnych podaniach, na szczęście udawało się im je wyłapywać. Katem po stronie Milwaukee okazywał się Bayless, który sprzedawał Bykom kolejne rzuty i miał w piątej minucie ostatniej części 17 punktów.

Chicago cały czas gubili piłki i z wielkim kłopotem rozgrywali akcję, kiedy nie było na parkiecie ich hiszpańskiego centra. W połowie kwarty prowadzili 83-81. Minutę wcześniej do gry wrócił Moore. Bo noszący gigantyczną ‘kupę w gaciach’ Holiday ewidentnie nie był gotowy by gracz w kluczowych fragmentach spotkania. Tymczasem po cichu punktował Rose, miał 20 punktów (9/17 FG) nie rzucając wolnych. Sędziowie w tym spotkaniu raczej pozwalali na twardą grę. Przez to było to bardzo trudne dla oka spotkanie. Było mnóstwo twardej fizycznej gry i zagrań, które w wielu meczach uznane zostałyby za faule. Z drugiej strony, arbitrzy w tym spotkaniu potrafili gwizdnąć lekkie muśnięcie w rękę przy rzucie. Na 2 i pół minuty do końca czasu piłkę w rogu dostał od Pau (a od kogo by innego) Dunleavy i trafił za trzy, dając Chicago 7 punktów przewagi. Na 110 sekund do końca Gasol wbiegł pod kosz w kontrze i po faulu wykorzystał oba wolne. Bulls prowadzili wówczas 93-84, a Pau brakowało jednego punktu do drugiego w sezonie Triple Double. Kto by się spodziewał, że w jego wypadku punkty mogą być problemem w zbieraniu TD. Udało mu się to 20 sekund później, kiedy dostał okazję na wolne po brzydkim faulu Parkera. W tym momencie Bucks przestali walczyć. Na koniec jeszcze Moore trafiając dwa wolne, uszczęśliwił publikę (darmowe Maci przy 100 punktach Byków).

Plusy:

- Niesamowity Gasol – w 15 minut miał double double ze zbiórek i asyst, ale z niepewnością z punktami trzymał nas do samej końcówki meczu. W końcu się udało - to jego drugie TD w Chicago w ciągu 5 meczów, 10 w karierze: 12 punktów, 13 asyst, 17 zbiórek, 5 bloków i przechwyt.

- Derrick Rose – nie słyszę od około półtorej miesiąca hejterów. Tak Derrick jest najrówniej grającym zawodnikiem Byków. Złapał rytm i oby tak dalej: 22 punkty i 7 asyst.

- Imponujące osiągnięcie drużynowe – 35 asyst przy 39 trafieniach z gry. Trzech zawodników zaliczyło po 7 i więcej asyst (Gasol, Rose, Moore).

- 6 zawodników miało dwucyfrowe zdobycze punktowe.

- Niezauważony świetny mecz zagrał Taj Gibson – 12 punktów (6/8 FG), 10 zbiórek i 3 bloki.

- W miarę dobra obrona Bulls i zatrzymanie przeciwników poniżej 100 punktów.

Minusy:

- To nie jest ten moment sezonu, kiedy drużyna może jeszcze popełniać tyle strat i zmagać się z płynnością w ataku – 18 strat.

- Kontuzje Brooksa i Portisa. Czekamy na informacje na ile to poważne urazy.

- Momentami irytuje niefrasobliwość Holidaya.

- Przegrana zbiórka 44-48 i pozwolenie na aż 18 zbiórek w ataku Bucks.

- Bardzo mało minut dostał McDermott, nie grał w ogóle Snell. To przy braku guardów pewnie w najbliższych spotkaniach się zmieni.

Komentarze (1)

  • Heh, nie zgodzę się co do jednej kwestii. W minusach napisałeś przyjacielu: '[...]nie grał w ogóle Snell'.
    Mnie to tam cieszy. :)