Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Atlanta Hawks 88-103

chicago bulls atlanta hawks

Kirk Hinrich został oddany do Atlanty. Niestety dla niego, tam ma jeszcze słabszą pozycję w rotacji niż w Bykach i w meczu pozbawionym historii zagrał zaledwie 2 minuty i 29 sekund. Tymczasem jego koledzy po raz trzeci rozbili Chicago w tym sezonie i są ostanią drużyną, z którą ekipa z Chitown chciałaby się spotkań w play offach.

 

Paskudnie Bulls odpuścili zbieranie po niecelnych rzutach i pozwoli przeciwnikom na 3 zbiórki i 5 łącznie w ataku w pierwsze dwie minuty gry. Sami zaś ośmieszali się, dwukrotnie pudłując z pozycji otwartych jak na treningu. W pierwsze 4 minuty spudłowali z takich pozycji 4 razy, a jedynie Taj grał blisko obręczy. Także Atlanta nie grzeszyła skutecznością z dystansu i zawodnicy tej ekipy mogli pochwalić się taką samą liczą nieskutecznych prób co Bulls. Co ciekawe na początku spotkania pierwszą opcją w ataku gospodarzy był Bazemore, który miał 6 punktów i oddał 7 z 16 rzutów swojej ekipy. Po 7 minutach gry w ekipie z Chicago każdy ze starterów miał po jednym trafionym koszu. Grano w Atlancie i ciężko było tego nie zauważyć – gracze Bulls nie doczekali się zauważenia kilku fauli gospodarzy. W pewnym momencie przewaga miejscowych osiągnęła 8 punktów. Gasol nie znajdując wsparcia w obwodowych (0/4 za trzy) sam zaczął kreować grę i rzucać. Efektem było świetne podanie Hiszpana alley oop do Taja.

W 10 minucie za Gibsona wszedł Portis i zaczął od celnego jump shota. Chicago niestety pozwalali Hawks na zbyt dużo swobody przy pick and rollach i ci zdobyli mnóstwo punktów po prostych akcjach opartych na tym zagraniu. Ostatecznie Byki przegrywały po 12 minutach 21-26 (w końcu nie stracili 30 punktów). 7 punktów, 5 zbiórek i 2 asysty miał Pau. Dla Jastrzębi po 6 oczek mieli Bazemore, Millsap i Teague.

Od arcygłupich zagrań Bulls zaczęli drugą kwartę. Hitem było, gdy nieatakowany przez nikogo Brooks odbił piłkę w ten sposób przy zbiórce, że ta wyleciała na aut. Na szczęście już w drugiej kwarcie wrócił za niego Moore. Znów Byki słabo wyglądali przez straty, których mieli 7, a które zaowocowały 11 punktami z kontry Atlanty. W 4 minucie tej odsłony Hawks prowadzili już 34-23. Goście grali bez pomysłu, bez jakiegokolwiek pojęcia, ich zagrania okazywały się jedynie zbieraniną przypadkowych podań, po których najczęściej gubili piłki. Przed większym blamażem ratowała Byki tylko fatalna skuteczności rywali, którzy trafiali 1/14 za trzy i postawili sobie za punkt honoru w taki sposób zdobywać punkty. Chicago nie byli lepsi, bo notowali 0/8 zza łuku w połowie drugiej kwarty. Okropnego pecha przy swoich rzutach miał McDermott, po którego rzutach piłka wykręcała się z obręczy (zaczął od 0/5 FG), swoje pierwsze trafienie zaliczył dopiero w 21 minucie meczu. Bulls mnożyli niczym króliki straty i mieli ich jedynaście po 22 minutach gry przy tylko dwóch rywali. Trójkową niemoc Byków przerwał Dunleavy na nieco więcej niż minutę do końca połowy meczu. Natchniony jego wyczynem Doug zaprezentował nową efektowną ‘paczkę’ i staje się tym samym najefektowniejszym dunkerem z Wind City w ostatni czasie.

.

Niestety po fuksiarskiej zbiórce w ataku Hawks odpowiedzieli trójką. Jeśli jednak komuś było mało Douga, to ten zaliczył celny rzut w ostatniej sekundzie kwarty (po rozpisanej przez trenera akcji), wskazówki jak skutecznie skończyć akcję udzielał Dougowi Jimym Butler. Dzięki temu Bulls pokrzepili nasze nadzieje, bo choć przegrywali już 15 punktami, to po połowie meczu ich strata zmniejszyła się do 7 punktów (44-51). Mimo słabego startu McDermott miał 10 punktów i 5 zbiórek w 15 minut gry. Dla rywali 10 punktów miał Teague. Po 8 oczek dokładali Bazemore i Millsap, ale łącznie notowali fatalną skuteczność 7/23 z gry.

Nie ogarniam czemu Snell wyszedł na drugą połowę – zaczął od faulu  i otrzymania czapy. Bulls po dwóch minutach znów przegrywali 9 punktami. Byki aktywnie (w końcu) walczyli o zbiórki w ataku i dzięki akcjom ‘drugiej szansy’ cokolwiek punktowali. W 4 minucie drugiej połowy po trójce Horforda przegrywali dwucyfrowo. Bulls fatalnie rzucali (38%), a to przy poprawiających swoją celność rywalach nie mogło się skończyć dobrze. Oglądaliśmy męczarnie Byków, olbrzymie błędy i zaniedbania w obronie, nieporadnego jak dziecko Hoiberga, który nie potrafił zdjąć dennego Snella czy bezużytecznego Dunleavy’ego, a jedynie co rusz brał czas. Chicago w połowie 3 kwarty przegrywali już 18 punktami i nie widać były perspektyw by miało się to poprawić. Po cichu double double z 12 punktami i 12 zbiórkami uzbierał Gasol, ale był jedyną pozytywną postacią na parkiecie w trykocie Bulls. Trochę ożywiło grę wprowadzenie Brooks,a McDermotta i Portisa. Niespodziewanie z dobrej strony pokazał się Aaron Brooks, który ostatnio ma nienajlepszy PR. Po jego 5 punktach, Bulls po długiej pogoni, zbliżyli się na jednocyfrową stratę do Hawks w 34 minucie meczu. Ostatecznie Bulls i tak to zespusli i przegrywali po 3 kwartach 12 punktami. Gasol miał 14 punktów i 15 zbiórek. Jednak cała ekipa gości zrobiła 16 strat, które dyskwalifikowały ją z szans nawiązania walki a nas z oglądania wyrównanego pojedynku.

Na niewiele zdały się ofensywne popisy McDermotta na początku czwartej kwarty. Nieoczekiwanie liderem Atlanty pozostawał Bazemore, który swoimi 17 punktami prowadził ich do prowadzenia 88-76 w połowie 4 kwarty. Byki nie miały argumentów by coś w tym spotkaniu jeszcze ugrać. W najlepszym swoim momencie zbliżyli się na 10 punktów straty, ale wówczas 5 punktó Horforda zabrało im chęci do dalszej walki. Ostatnie 3 minuty spotkania zagrali już ‘głębocy’ rezerwowi. Szczęście dopisało Bairstowi, bo trafił on za trzy, podobnie w ostatniej sekundzie meczu swoje jedyne trafienie zaliczył Holiday.

Plusy:

  • Zbiórki w ataku - 17.

  • McDermott - chociaż zaczął od 0/5  z gry, później trafił 6/8 FG i skończył z 20 punktami na koncie.

  • Trójki Bairstowa i Holidaya na otarcie łez po kolejnej w tym sezonie porażce z Hawks

Minusy:

  • Nieskuteczność - 36% i 25% za trzy.

  • Fatalny Snell, niewidoczny Moore i Dunleavy, nietrafiający Gasol i Portis.

  • 21 strat - efekt braku pomysłu na rozgrywanie akcji. 14 przechwytów Atlanty i tylko 3 Bulls.

  • Brak obrony.

Komentarze

  • Brak komentarzy