Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Washington Wizards - Chicago Bulls 104-109

 Chicago Bulls Washington Wizards 2016

Chicago Bulls walczą z kontuzjami, walczą z brakiem obrony, marnym stylem, formą poszczególnych zawodników, fatalnym GM-em, słabą pozycją w tabeli. Czy to nie jest jednak tak, że te zwycięstwa, kiedy jest źle smakują najlepiej? Mnie szczególnie dobrze smakuje właśnie wygrana nad Wizards, kiedy rozpędzeni gracze ze stolicy odbili się od murów twierdzy United Center, nie strzeżonej przez bohaterów, lecz przez wojowników, którzy razem stworzyli na tyle skuteczną ekipę, że nawet dla Walla okazała się ona ścianą nie do przejścia.

Zwątpiłem w wynik tej konfrontacji przed meczem, gdy zobaczyłem, jakim składam do gry wybiegną Bulls. Zabrakło w nim nie tylko Niko i Jimmy'ego, ale także Rose opuścił to spotkanie.

Obie drużyny zaczęły mecz na doskonałej skuteczności, a w ekipie Byków od początku przewagę w matchupie wykorzystywał Gibson. Wsparty trójkami Snella i Dunleavy’ego sprawił, że gra w ataku Bulls wyglądała bardzo dobrze. Doskonale w spotkanie wszedł wspomniany Snell, którego dwa trafienia (2/2 za trzy) stanowiły połowę z pierwszych 12 punktów Bulls. Również Wizards mieli swoich bohaterów – Temple zdobył (2 trójki) 8 punktów w pierwsze 5 minut spotkania. Ogólnie obie ekipy uznały, że ich na najlepszą bronią są rzuty z dystansu i stanowiły one podstawę ich gry w ataku. Już w 7 minucie parkiet opuścił John Wall – złapał bowiem drugi faul, do graczy Bulls na parkiecie dołączył zaś McDermott. Tymczasem Byki prowadziły 19-16, po tym, jak festiwal strzelecki kontynuował Tony Snell – 3x3. Gospodarze często próbowali wykorzystywać Taja, który kryty był przez znacznie niższego i słabszego fizycznie Jareda Dudleya. W 9 minucie kapitalnie przywitał się z United Center debiutant w Bulls Justin Holiday – przy swoim pierwszym kontakcie z piłką trafił za trzy. Niestety znów pierwsza kwarta Bulls nie upłynęła pod znakiem defensywy i skończyła się wynikiem 31-28 dla przyjezdnych. Dla Chicago w pierwsze 12 minut 4 punkty, 5 asyst i 2 zbiórki zrobił Gasol. 8 punktów dla rywali miał Temple, a 7 dodał Sessions – najczęściej rzucający wolne rezerwowy w lidze.

Widocznie w końcu Felicio wyprzedził w rotacji tę miernotę Bairstowa, bo to on grał w drugim unicie od początku 2 kwarty obok Portisa. Razem ta para rookie stanowi naprawdę dobrze zbierające duo. Z każdym spotkaniem jestem większym fanem Cristiano. Uwielbiam jego agresję w grze, ciąg na zbiórki, zwierzęcą wręcz siłę i zaangażowanie. To po jego kapitalnym, wsadzie młodzi Bulls (Holiday-Moore-McDermoot- Portis-Felicio) odzyskali prowadzenie w 3 minucie tej odsłony. Niestety przez kolejne minuty rzuty Byków lądowały na przedniej części obręczy i to goście zrobili małą przewagę. Hoiberg zmuszony był do powrotu gry startowym frontcourtem. Rolę Ironmana w tym meczu dostał Moore, który niemal nie schodził z parkietu. Gasol i Gibson faktycznie robili różnicę i to przez nich zamiennie piłka krążyła w ataku. Mimo to przez większość drugiej kwarty przewaga Czarodziejów wynosiła około 5 punktów. Bulls mogli liczyć na Taja, który w pierwszej połowie zdobył 17 punktów (6/9 FG) – rekord kariery w jednej połowie. Małe show Brooksa (5 punktów) w końcówce pozwoliło miejscowym na objęcie prowadzenia i schodzenie do szatni przy prowadzeniu 57-55.

Ładną linijkę, obok Tadzia, uzbierał Pau – miał 8 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst. Dla Wizards 11 punktów zdobył Temple, 10 session, a 8 + 4 asysty dołożył Wall.

Nieszczególnie w pierwszej połowie rzucał się w oczy nasz rodak, ale trzeba przyznać, że sporo ograniczył pozycje rzutowe dla Gasola. Bulls wykorzystali to w ten sposób, że Hiszpan odszedł się dalej od kosza i szukał podań do wbiegających w pomalowane partnerów. Taka taktyka dała Bulls 6 zdobytych oczek po prostych layupach. Skuteczność utrzymywał Tony Snell, który w 4 minucie tej kwarty po raz kolejny przymierzył skutecznie zza łuku. Byki wyszły w 5 minucie drugiej połowy na 12 punktowe prowadzenie, po tym, jak 3 razy celnie trafili z dystansu (Snell. Moore, Dunleavy). Ogólnie 3 kwartę zaczęli od 8/8 z gry, na co nie mieli odpowiedzi rywale. Pierwsze pudło zaliczyli dopiero w 6 minucie spotkania. Oczywiste było, że nierealne jest utrzymanie tego poziomu gry w ofensywie, ale gospodarze prezentowali też dobry defence na Wallu. W 9 minucie raczej nieznany z takich zagrań Doug zapakował piłkę nad Morrisem (akcja meczu) i wyprowadził Byki na 15 punktowe prowadzenie. Kilka udanych wjazdów Wizards w opozycji do pudeł Byków sprawiły, że goście zmniejszyli dystans i po 36 minutach (rzut Portisa równo z syreną) Bulls prowadzili 89-79. Bobby miał 5 punktów i 5 zbiórek. 

Kapitalnym blokiem na Bealu, na 'drugi piętrze' ostatnią kwartę otwarł Felicio. Naprawdę dobrze wygląda jego gra razem z Portisem na parkiecie. Run 7-0 gości sprawił, jednak, że dotychczasowa przewaga miejscowych stopniała do trzech oczek w 4 minucie kwarty. Trener Bulls w tym momencie postawił na smallball z Gibsonem na centrze. Efekt: 6-0 dla Byków, w tym akcja Doug à la Nowitzki.

W połowie decydującej części Bulls prowadzili 97-92. W 7 minucie kolejny atomowy dunk wpadł na konto McDermotta. Wówczas 7 graczy Chicago miało już dwucyfrowe zdobycze. Do końca meczu gracz z 'Wietrznego miasta' nie pozwolili gościom na nawiązanie walki i spokojnie kontolowali wynik do końca. Fakt, że ostateczni rezultat jest na styku to efekt celnej trójki Johna Walla na 3 sekundy przed końcem regulaminowego czasu.

Plusy:

- DRUŻYNA – 7 zawodników z dwucyfrowym dorobkiem.

- Gasol – prawie Triple Double – 10 punktów, 15 zbiórek, 9 asyst, przechwyt.

- Przebudzenie Snella = 6/11 z gry i aż 4/5 za trzy.

- Taj ‘Przebudzenie Mocy’ Gibson – 17 punktów (wszystkie 1 half), 7 zbiórek i 7 asyst!!!

- Bardzo dobrze wyglądający na deskach duet Portis-Felicio – 11 zbiórek, choć razem grali 12 minut.

- Wydaje mi się, że to, co oglądaliśmy to jest taki styl, jaki chciałby wprowadzić w tej drużynie Hoiberg.

- Kto by pomyślał, że tak dobrym graczem okaże się w tym sezonie Moore – 17

- Wracający do formy Dunleavy.

- Doug Slum Dunk McDermott.

 

{youtube}lXqIq0nQojo{/youtube}

Minusy:

- Kilka kompletnie zawalonych akcji w obronie przez graczy Chicago.

- Brooks i 5/15 z gry i 0/5 za trzy – naprawdę Atlanta nie chciała jego zamiast Kirka?

- 15 strat – sporo – jedyne usprawiedliwienie, że jednak sporo ustawień było bardzo niestandardowych.

- Trochę nie siedziało Portisowi po kilku lepszych meczach trochę dołował 2/8 FG.

 

Komentarze

  • Brak komentarzy