Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Atlanta Hawks - Chicago Bulls 113-90

atlanta hawks chicago bulls

Ostatni mecz przed przerwą na mecz gwiazd nie napawa optymizmem. Jeszcze gorsze newsy dochodzą do nas w sprawie kontuzji. Butler opuści do 6 tygodni, Niko chudnie i nie zapowiada się by powrócił tak szybko, jak planowano. W meczu z Hawks do szatni poszedł Gibson i też już nie pojawił się na boisku. Do tego piach grają: Snell czy Dunleavy. Już teraz trzeba powiedzieć, że to najgorszy sezon Byków odkąd istnieje ta strona. Zapraszam do zapoznania się z relacją z blamażu przeciwko Atlanta Hawks w United Center.

Chicago po fatalnej wycieczce, wrócili na starcie z Hawks do United Center. Wrócił też po meczu przerwy Rose, Dunleavy kolejny raz wyszedł w pierwszej piątce i nie zabrakło Gasola. Przynajmniej,w przeciwieństwie do ostatniego spotkania, zawodnicy Hoiberga nie wyszli składem mówiącym, że oddają mecz. Miejscowi zaczęli od dwóch trafień: Gibsona spod kosza i Rose’a za trzy. Od początku mecz skoncentrowany był na grze w ofensywie. Bulls nieźle rzucali. Sporo punktów trafili spod kosza. W pierwsze 5 minut 9 punktów zdobył Derrick (z 15 punktów drużyny).

 

 

Po tym, jak początkowo Hawks wpadało wszystko, w okolicach połowy kwarty stracili rezon. Zwłaszcza Horford nie trafiał i spadł do 2/5 z gry. Chicago walczyli w końcu o zbiórki w ataku – mieli w ich aż 4 w 6 minut gry. Głównie była to zasługa Taja, który nie ustępował siłą Millsapowi i wspomnianemu Horfordowi. Słabszą skuteczność rywali gospodarze wykorzystali, aby zrobić run 8-0 w dwie minuty gry. Niestety dobre akcję Byki niwelowali głupi stratami. W pierwsze 8 minut meczu mieli 4 straty, w których najzwyczajniej w świecie wyrzucili piłkę w aut. Irytujące jak często Pau przegrywał walkę o zbiórkę w obronie, co dawało gościom okazję do ponowień i szczęśliwych rzutów – jak przypadkowa pozycja dla Schrodera i wyjście Hawks na prowadzenie w 9 minucie spotkania. Z dobrej strony w końcówce kwarty pokazali się rezerwowi. Ładnie zagrał w ataku Doug, Portis sprzedał rywalom konkretną czapę, a nawet Kirk zaliczył trafienie.

Później jednak koncertowo stracił piłkę i jeszcze faulował rywala. Dzięki zrywowi Gasola w drugiej części kwarty, którą skończył z rozegranymi 12 minutami, 8 punktami (4/4 FG) i 4 zbiórkami, Bulls udało się wygrać ją 29-28. W ekipie Jastrzębi Schroder miał 7 punktów, najwięcej z wszystkich 9 oczek zdobył Rose (4/8 FG).

Hoiberg rozszerzył rotację i wystawił na drugą kwartę pod kosz Bairstowa, który w ogóle nie powinien nawet móc wąchać parkietu w NBA. Pierwsze akcje Bulls z nim na boisku potwierdziły moje osądy. Goście trafiali wszystko przez pierwsze dwie i pół minuty tej części. Byki obronili się przed większym runem tylko dzięki, głupiemu faulowi gracza Atlanty na rzucającym za trzy Dougiem. Mimo to po 4 minutach kwarty miejscowi przegrywali 34-40. Postawienie Australijczyka na boisku, pozwoliło Horfordowi na dozbieranie ósmego punktu, a kompletnie nieefektywny obok Snell jeszcze obraz nędzy potęgował. Dobrze, że obaj zeszli już w 4 minucie tej części. Zmiana jakości była widoczna gołym okiem.

W końcu Chicago utrudniali przeciwnikom rzuty. Ci jednak czyli się rewelacyjnie rzutowo, bo mieli 6/12 za trzy przy 1/4 Bulls w połowie drugiej kwarty. Przez proste straty Byków i brak reakcji sędziów na fauli na gospodarzach Hawks prowadzili już momentami 9 punktami w tym spotkaniu.

To był podobno czysty blok:

Niewiele warte okazywały się dobre akcje w defensywie Bulls, bo nie potrafili oni składnie zagrać w ataku. Gasol po jednej przestrzelonej próbie za trzy, unikał kolejnych (mimo okazji) i ochoczo wbijał się pod kosz. Trafiał dzięki temu na świetnej skuteczności – 7/9 FG. Mimo że Bulls skutuecznie kończyli aż 51% swoich prób i było to o 9% więcej niż goście to przegrywali po 24 minutach 48-53. Popełnili jednak 10 strat i oddali o 8 rzutów mniej. 14 punktów i 7 zbiórek miał Gasol, 11 oczek dołożył Rose, ale znów wracały mu kłopoty ze skutecznością i spiskiem sędziów – 5/13 FG.

Tak na twisterze skomentował tę akcję Nikc Friedell

Nick Friedell@NickFriedell "Rose picks up a T after not getting another call. He's still mad about it.

Dla Atlanty 13 punktów dostarczył Al. Horford.

W przerwie spotkania jakiś fan dość oryginalnie oświadczył się swojej lubej.

               

Od trójki Rose’a z rogu Bullszaczęli drugą połowę. Atlanta szybko jednak odpowiedziała swoimi trafieniami, a już w drugiej minucie tej części zszedł Mike Dunleavy. W 3 minucie gospodarze tracili już 10 punktów. Minutę później Byki przegrywały 15 oczkami. Grali fatalnie, w ciągu kilkudziesięciu sekund marnowali efekty całkiem przyzwoitej gry przez pierwszą połowę. Atlanta miała otwarte pozycje, Chicago mieli jedynie szczęśliwe rzuty. Po tym jakzłapali kilka fauli, zaczęli wręcz unikać obrony. W połowie kwarty przegrywali 58-75 i … nie wiem,jak to można skomentować. Graczom Atlanty wpadało w tym czasie wszystko i wyglądało jakby grali z drużną NBDL. Chwała Bulls za to, że spróbowali coś walczyć. Zwłaszcza Doug i jego dwie trójki oraz starający się za dwóch Moore. Chicago wciąż nie umieją zdobywać punktów z kontr. W 30 minut Hawks po szybkich atakach zdobyli13 oczek, Bulls 0. Mały zryw na niewiele się zdałdziurawa defensywa pozwalała Atlancie na poprawienie w samej tej kwarcie skuteczności do prawie 50%. Po 3 kwartach w ekipie gości aż 6 zawodników miało dwucyfrowe zdobycze, wśród gospodarzy tylko Gasol, Rose i McDermott. Byki przegrywały 73-91 i 13 punktami dotali w trzeciej kwarcie.

 

Czwarta zapowiadała się więc tylko jako formalność. Bulls bez woli walki, bez obrony, dobrego trenera nie mieli szans z solidną marką, jaką są Hawks. Podobnego zdania był Hoiberg, który desygnował do gry piątkę: Brooks, Portis, Bairstow, McDermott i Snell. Mieliśmy, więc klasyczny ‘garbage time’. Gwiazdą na boisku w ostatnich minutach okazał się niejaki Muscala, który skończył mecz z 11 punktami. Do gry nie wrócił już Gibson, który nawet nie pojawił się na ławce. Także jemu przytrafiła się kontuzja. Po fatalnej trzeciej kwarcie, Bulls przegrali, po raz kolejny tracąc ponad 100 punktów. Aż 8 graczy Hawks skończyło z dwucyfrową zdobyczą.

 

roses family

Plusy:

  • Przełamanie niemocy przez Douga, chociaż najefektywniejszy był, gdy mecz nie miał już sensu - 14 punktów (⅖ za trzy).

  • Dobry Gasol - 20 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst.

  • Portis mógł się wyszaleć w czwartej kwarcie - 12 punktów, 10 zbiórek i blok.

  • Bulls nie wyglądali źle w pierwszej połowie. W drugiej przestało im się chcieć walczyć.

Minusy:

  • Snell - nie wiem czy to kwestia psychiki czy braku serca do koszykówki, ale nie mogę patrzeć na to jak ten gracz się stacza - tylko 1 rzut (1/1 FG).

  • Bairstow - 0/4 FG, strata i raz dostał blok. Parodia nie koszykarz z NBA.

  • Mike Dunleavy - niewidoczny - nie wiadomo czy nawiąże chociaż do swojej gry z poprzednich sezonów. Na razie jest duchem - 0/3 FG i tylko 11 minut na parkiecie.

  • Obrona, znaczy tego już dawno w grze Chicago nie ma.

  • Straty - aż 18 i to przez nie Bulls nie potrafili utrzymać się w tym meczu w decydujących momentach.

Komentarze

  • Brak komentarzy