Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Minnesota Timberwolves 105-112

chicago bulls minnesota timberwolves

Wyjazdowe tournée Bulls wygląda słabo, mimo że rywale zdecydowanie nie byli z najwyższej półki. Nie możemy jednak zapominać, że Byki zmagają się obecnie z plagą kontuzji i brak kluczowych zawodników jest odczuwalny, zwłaszcza w najważniejszych momentach. Mimo porażki widzę sporo pozytywów, trzeba też pamiętać, że i młode Wilczki zagrały świetne spotkanie. Wydaje się, że obecny letarg trwać będzie przynajmniej do przerwy na mecz gwiazd, po niej zaczyna się prawdziwa gra o najwyższe cele. Oby z udziałem Bulls.

 

Wrócił Gasol, odpadł Butler. W pierwszej piątce zastąpił go Tony Snell. Już w pierwszym rzucie Pau przypomniał o sobie, trafiając z półdystansu. Bulls zaczęli dobrze, prostymi i skutecznymi akcjami zdobywając pierwsze 6 punktów. Zaliczyli jednak też straty i sam Towns zdobył 6 oczek w pierwsze 2 minuty spotkania. Gorzej niż ostatnie spotkanie zaczął Derrick, ale tym razem nie mógł liczyć, że w trudnym momencie będzie mógł podać do niezawodnego Butlera. Snell zapracował sobie na opinie gracza typu ‘soft’, który nie zwykł pokazywać woli walki na boisku. Chyba już na dobre rozgościł się w pierwszej piątce Moore, który w 5 minut dodał od siebie 5 punktów grając z pewnością siebie i agresją. Gospodarze bardzo dobrze rzucali z półdystansu i dzięki temu mieli sporo miejsca na wjazdy. Dokładnie w połowie kwarty na boisku, po horrendalnie długiej absencji pojawił się Mike Dunleavy, zastąpił on Snella. Dwie minuty później za Derricka i Taja weszli Brooks oraz Portis. W ekipie z Minnesoty pojawił się Dieng. Wynik w tej kwarcie cały czas był na styku. W grze Mike’a Dunleavy’ego widać było brak ogrania: zdarzyły mu się dość proste błędy w obronie i niedokładne podanie. W samej końcówce gospodarze nieco odskoczyli i prowadzili 26-21. Bulls mieli kapitalnie rozrzuconą akcję rzutową pod McDermotta, lecz ten nie trafił. 12 punktów dla miejscowych miał KAT, a 8 dokładał Dieng - sędziowie byli dla niego pobłażliwi i raz nie odgwizdali mu dość ewidentnych kroków pod koszem. W ekipie Byków 6 punktów miał Rose.

 

Na drugą kwartę do gry na obwodzie Hoiberg desygnował duet Brooks-Hinrich – moim zdaniem zdecydowanie nie jest to najlepsze zestawienie. Chłopaki jednak postanowili wyprowadzić mnie z błędu i z nimi na parkiecie Bulls zaczęli drugą część od 7-0 w 3 minuty gry. Od początku też jego obecności w meczu nie dało się nie zauważyć Portisa. Walczył jak lew (zdążył powycierać sobą parkiet) i zaliczył bardzo sympatyczną dobitkę rzutu Gibsona. Ogrywany nawet przed podstarzałego Millera Brooks, opuścił parkiet już w 5 minucie tej części. Dobrze za to spisywał się Kirk Hinrich – dwa razy trafił za trzy i solidnie bronił przeciwko LaVine’owi. W połowie kwarty był remis po 35. Wtedy show i 6 punktów zdobył Gibson, który łatwo znajdował sobie pozycje pod koszem. Po udanym wjeździe Derricka, Bulls 2 minuty później prowadzili 6 oczkami. Bardzo ważnym ogniwem w drużynie Byków był Gasol, który raził z półdystansu, a nawet raz za trzy w ostatniej minucie pierwszej połowy. Ostatecznie goście z Chitown po dobrej grze, w której udało się im ukryć nieobecność Butlera, prowadzili 55-49. Znów pochwalić trzeba Rose’a, który miał 11 punktów i 4 asysty. Dobrze też spisywał się - lepszy z meczu na mecz – Moore (9 punktów, 4 asysty). Dla Wolves 16 punktów i 8 zbiórek miał Towns. Słabiej w pojedynku rookie wyglądał Portis z jego 4 punktami i zbiórką, ale praktycznie nie miał okazji grać przeciwko numerowi 1 draftu 2015.

Gospodarze zaczęli drugą połowę od 6-0 i w niecałą minutę odrobili straty. Rose chciał odpowiedzieć, ale po jego ładnej akcji piłka nie chciała wpaść do kosza. Zrewanżował się za to Snell, który wbił się pod kosz i skończył efektownym wsadem jedną ręką. W międzyczasie znów pokazali się z gospodarskiej strony sędziowie, odgwizdując faula Taja nie dość, że 5 sekund po fakcie to jeszcze wyimaginowany. Nie zmienia to faktu, że ciężko powiedzieć coś dobrego o defensywie drużyny, gdy gość rozmiarów Ricky Rubio wbija się pod kosz jak w masło i punktuje. Dzięki ułomności defensywnej Byków i dobrej skuteczności swoich skrzydłowych z półdystansu, Minnesota wyszła na prowadzenie. Kolejna obserwacja, jaka mi się nasuwa to agresywny styl Derricka. Rose jest już świadom, że tylko bardzo ewidentne faule są na nim gwizdane i zaczął aktywniej walczyć o zbiórkę po swoich rzutach, dzięki czemu częściej mimo pudła pozostaje ona w posiadaniu Byków. Irytujące są też takie aktorskie popisy jak Rubio, który udawał mega zdziwienia, choć jego kolega (Prince) dość ewidentnie popchnął wchodzącego pod kosze Rose’a. Mimo wielu błędów arbitrów (w obie strony) wynik utrzymywał się ‘na styku’. W 6 minucie swoją obecność zaznaczył Mike – pierwsza zaliczył wsad, a chwilę później rzucił z dystansu. Przez 8 minut trzeciej kwarty gospodarz oddali aż 12 prób rzutów z linii wolnych, trafiając 11. W ustawieniu z Gasolem efektywniejszy okazywał się Portis, niestety tylko w ataku. W tym meczu zdobyłem sobie nowego zawodnika do hejtowania. Został nim Damjan Rudez. Nie wiem co ten gość osiągnął ani skąd się wziął, ale zwróciłem na niego uwagę tylko przez jego chamską i nieczystą grę opartą na brudnych zagraniach, które uskuteczniał przez każdą sekundę, jaką spędził na parkiecie. Tymczasem na parkiecie trzecia kwarta zakończyła się remisem po 84. Karl-Anthony Towns miał 22 punkty i 14 zbiórek.

Nieodgwizdano faulu na Derricku w pierwszej akcji 4 kwarty, a w rewanżu efektownie skończył ‘z góry’ faworyt konkursu wsadów – LaVine. Odpowiedział akcją 2+1 Bobby. Chwilę później sędziowie po tym, jak (nawet pokazano powtórkę) ciągnąć za rękę Derricka, Zach LaVine wziął mu piłkę, sędziowie w swojej ‘bezstronności’ rozważali przyznanie gospodarzom ‘clear path foul’. Oglądali nawet powtórkę i chyba wtedy zauważyli swój błąd i zrezygnowali z tego pomysłu. W 4 minucie kwarty nadal gra toczyła się wokół wyniku remisowego i Bulls wyszli na prowadzenie przy 22 zamianie prowadzącego w tym spotkaniu. W tej samej minucie Gibsonzaliczył blok dnia, gdy ściągnął piłkę z ręki szarżującego LaVine’a. Dobrze współpracowali ze sobą Taj i Bobby – zwłaszcza widoczny był rookie, który miał w połowie decydującej kwarty 13 punktów na swoim koncie. Bulls w 6 minucie prowadzili 96-92, a dwie minuty później 101-96. Wszystko wyglądało całkiem ok i wydawało się, że goście z 'Wietrznego miasta' kontrolują przebieg spotkania. I tak było do wyniku 105-100 na 3 minuty do końca meczu. DRose miał pierwsze od wieków doble double (18 punktów, 10 asyst – season high). Wtedy coś się zacięło. Chicago nie trafili nic przez 175 sekund. Minnesota zdobyła w tym czasie 12 punktów i Bulls ZNOWU przegrali na własne życzenie.

 

Plusy:

- Znowu aktywny, szybki i agresywny Derrick Rose – 18 punktów, 10 asyst. Nadal brakuje mu szczęścia, bo naprawdę większość pudeł to minimalnie wykręcone rzuty, ale jestem dobrej myśli.

- Moore – gość jest świetny – 17 punktów (7/13 FG) i kawał solidnej obrony.

- Gasol – dobrze, że wrócił, grał w rękawiczce na nadgarstku, ale i tak mu siedziało – 25 punktów (8/16 FG), zmarnował okazje w ostatnich minutach.

- Portis – wykorzystuje swój czas na boisku – 7/9 FG.

- Powrót Dunleavy’ego – myślę, że z czasem zajmie miejsce w pierwszej piątce.

- Byki zaliczają coraz mniej strat – jak dla mnie to dobry prognostyk na przyszłość.

 

Minusy:

- Fatalna zbiórka – przegrana 31-45 i tutaj upatrywałbym przyczyn porażki.

- Brooks już nie nadaje się kompletnie to wychodzenia na parkiet.

- Nadal nie mamy startowego SF-a. Snell gra jakby go nie było, a Doug biega i różnie z nim bywa – dzisiaj nie było najgorzej – 3/8 FG.

- Nadal nie ma pewnych informacji o powrocie Miroticia (strasznie brakuje mi go na parkiecie) i Butlera.

- Obrona – rywale mieli doby dzień rzutowy – trafiali 52%.

- Nie wiem co się stało w końcówce, jeszcze 2 miesiące temu takiego meczu na 100% Bulls by nie przegrali.

 

Komentarze

  • Brak komentarzy