Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Utah Jazz 96-105

bulls jazz 2016

Bulls po raz kolejny przegrywają po dogrywce, po raz kolejny trochę na własne życzenie. Wielkimi krokami zbliża się weekend gwiazd, po którym nie ma już czasu na poprawki i wiarę w lepszą grę. Czy doczekamy się gry Bulls na poziomie na jakim oczekujemy? Ciężko powiedzieć, pozostaje wiara i szukanie plusów w takim meczu, jak ten przeciwko Jazz, który został rozegrany wczoraj w nocy.

Od początku spotkania z Jazz nie dało się nie zauważyć obecności Derricka Rose’a, który był bardzo aktywny (zwłaszcza w ataku). Nie przekładało się to na skuteczność – nie trafił swoich pierwszych rzutów z gry. Tradycyjnie znów sędziowie nie odgwizdywali fauli na nim. Przy słabej skuteczności Derricka, Bulls udało się po 4 minutach jedynie remisować z gospodarzami (po 7). Swój wynik zawdzięczali trzem trafieniom z półdystansu. Przeciwnicy natomiast dominowali pod koszem – Gasol i Gibson nie stanowili wyzwań dla Goberta i spółki w walce o zbiórkę. Tradycyjnie dla Bulls epoki Hoiberga kulała gra w obronie. Jazz zdobywali punkty z maksymalnie 3 metrów od kosza. Ja miałem dodatkowo nieprzyjemność trafić na transmisję komentowaną przez jakiegoś skrajnego kibica Jazzmanów, który był w stanie powiedzieć, że po tym, jak Butler dostał łokciem w twarz od wymachującym nim Haywarda, że należał się faul w obronie, bo Jimmy ‘był w ruchu’. Tymczasem rozpływająca się jak masło wobec szarżujących pod kosz gigantów pokroju Raulzihno Neto, defensywa Bulls zabijała całą przyjemność z obserwowania spotkania. Gospodarze praktycznie nie rzucając z dalsza niż 4 metry, przekroczyli 20 punktów w 8 minucie spotkania. Chicago ratowała dobra dyspozycja strzelecka Pau, który trzykrotnie ukąsił z półdystansu w tym czasie. W 10 minucie doprowadził on efektownym wsadem do remisu (mając już 10 oczek na koncie). W ostatnich minutach kwarty, z dobrej strony pokazywał się (obecny na boisku od połowy tej odsłony) Bobby Portis. Zdobył w tej części 4 punkty i 3 zbiórki. Ostatecznie pierwsze 12 minut zakończyło się remisem po 26. 11 punktów Gasola to najlepszy wynik spośród występujących, w ekipie rywali 6 punktów miał niewysoki Neto, a 5 zdobył jego zmiennik Burke. Chicago znów nie trafiali zza łuku – 0/4. Do tego przegrywali zbiórkę 8-14.

Ładnie drugą kwartę zaczął Doug McDermott, trafiając layup w trudnej sytuacji. Na boisku obok niego występowali Gibson i Portis, a obwód wspierali Hinrich oraz Snell. To właśnie Tony jako pierwszy trafił dla Bulls za trzy w 3 minucie tej kwarty. Rozsierdziło to miejscowych i odpowiedzieli dwukrotnie zza łuku. Trener Byków zdecydował w związku z tym, że czas by już w czwartej minucie na parkiet wrócił Rose. Niewiele to pomogło, bo gracze Chicago zaprotestowali i przez ponad 3 minuty nie zdobywali koszy. W tym czasie Jazz odskoczyli już na 9 punktowe prowadzenie. Dopiero trójka Douga po zbiórce ofensywnej Taja pozwoliła przełamać tę feralną passę. Seria 10-0 pozwoliła gościom nawet na objęcie prowadzenia. Utah przyciśnięci przez obronę Byków zaczęli się gubić i nie dochodzili tak łatwo do czystych pozycji strzeleckich. Po powrocie Gasola mieliśmy okazję obejrzeć kilka pojedynków europejskich centrów, w których Hiszpan szkolił młodszego kolegą z Francji, co znaczy technika wobec siły i warunków fizycznych. Pierwsza piątka Bulls grała solidnie i osiągnęła kilkupunktową przewagę. Co ciekawe Gibson swoje pierwsze punkty zdobył dopiero w 22 minucie spotkania. Chicago utrzymali przewagę i schodzili do szatni, po poprawnej pierwszej części, prowadząc 51-47. Obok Gasola, na wyróżnienie zasługuje Rose – 7 punktów i wszechstronny jak zawsze Butler – 8 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty. Dla Chicago nie do zatrzymania był duet guardów Jazz – Neto i Burke, którzy zdobyli 19 punktów dla swojej ekipy.

Irytuje mnie strasznie to, że chicagowscy obwodowi bardzo często pudłują z zupełnie otwartych pozycji z dystansu. Tak drugą połowę rozpoczął Moore. Lepiej zaczęli Pau i Derrick, lecz rywale szybko odrobili straty. Efektownym wsadem w 4 minucie kwarty popisał się Gibson, cała drużyna za to lepiej walczyła na deskach, gdzie olbrzymi wkład miał właśnie Tadziu. Na uwagę zasługuje zachowanie w obronie Derricka. Inaczej niż zwykle ustawiał się bliżej grającego przeciwko innemu koledze tyłem rywala i próbował podwajać. Bardzo też odważnie szukał wejść pod kosz, gdzie spisek sędziów trwa w najlepsze i nadal nie dostaje gwizdków, którymi gracze pokroju Hardena czy George’a są obdarowywani w nadmiarze. W połowie kwarty to zawodnicy z Utah wyszli na prowadzenie. Choć Bulls szybko odzyskali inicjatywę to postanowili po raz kolejny zaprzestać procederu trafiania do kosza i znowu przez ponad trzy minuty nic im do niego nie wpadło. W ramach solidarności podobny osiągnięciem popisali się gospodarze i przez ten czas nie musieliśmy się przejmować tablicami wyników. Hoiberg próbował kończyć kwartę rezerwowymi, ale zarówno Portis, Hinrich, jak i Brooks nie są nadzwyczaj wartościowi w tym sezonie i niewiele pomogli w poprawieniu wyniku. Mimo to Byki po trzech kwartach prowadzili 68-67.

W pierwszej akcji czwartej kwarty pięknym podaniem Jimmy Butler obsłużył Portisa, który wsadem powiększył swój dorobek do 8 oczek. W kolejnej akcji sędziowie odgwizdali Butlerowi niesłuszny faul w ataku, gdy przeciwnik biegł ustawiony do niego plecami , choć zawsze wydawało mi się, że pozycja obronna występuje tylko wówczas, gdy przeciwnik jest ustawiony w miarę frontem do atakującego i zdążył zająć pozycję, a nie biegnie sobie obok. Ale może jestem w błędzie. Gdy 2 minuty później Derrick zachował te wymagania, sędziowie postanowili zmienić reguły i gwizdnęli mu blocking faul. Naprawdę to, co wyprawiają sędziowie w NBA bardzo często zabiera mi przyjemność z oglądania meczów koszykówki. Mimo wątpliwych (w mojej opinii) decyzji sędziów goście utrzymywali powadzenie. W Chicago tryb liderowania włączył bowiem Butler, który kilka pozycji w ataku rozwiązał w najprostszy możliwy sposób – rzutem przez ręce kryjącego go obrońcy. Jednak po runie 12-4 Jazz to oni prowadzili 79-76 w 6 minucie, szybko niesamowitym rzutem za trzy z narożnika wyrównał jeszcze przed połową kwarty JB21. Tak swoją drogą jeszcze chętnie wysłucham argumentacji, czemu został gwizdnięty błąd 3 sekund w obronie Jazz zaraz po tym, jak Rose minął rywala przy linii i szedł sam na kosz. Bulls z każdą minutą spotkania lepiej bronili, niestety Jazz wpadały trójki i one, obok zbiórek w ataku, utrzymywały ich w grze. Na 3 minuty do końca regulaminowego czasu gry było po 86. Minutę później na prowadzenie Bulls wyprowadził niezwykle skuteczny w tej części Butler (12 punkt w 4 Q). Na 60 sekund do końca był remis po 90. Chicago zmarnowali swoją okazję, a faulowany Gobert nie zawiódł i spudłował dwa wolne. Chicago mieli 30 sekund i Butler wbił się pod kosz, a na obwód uciekł Rose, skąd kompletnie niekryty przymierzył celnie. Po rzucie elegancko pokłonił się publice w hali.

Gospodarze mieli jeszcze jednak 18 sekund na swoją akcję. Sędziowie doszukali się faulu Butlera na Haywardzie – nie wiem, w którym do jasnej cholery momencie. Od kiedy gwiżdże się takie rzeczy w końcówkach. Hayward trafił raz. Uderzony w ręce przy zbiórce Taj zgubił piłkę, a tą złapali rywale i mieli jeszcze 9 sekund, 2 punkty straty i posiadanie. Wykorzystali je. Komentator domagał się faulu przy wejściu gwiazdy Utah (choć ten i tak trafił), ten sam komentator nie widział nic złego w odgwizdanym wcześniej z powietrza faulu dla Jazz. Choć goście mieli 5 sekund na odpowiedź to jeszcze stracili piłkę i nie przegrali tylko dzięki temu, że Hayward nie trafił w ostatniej sekundzie.

O dogrywce nie będę pisał, jedynie zacytuje Marcina: „Jazz doprowadzili do dogrywki, a w niej do kosza nie mógł trafić Butler i kolejny raz przegrywamy na własne życzenie.

To chyba pierwszy mecz w sezonie, w którym śmiało stwierdzam, że przegrał trener nie drużyna. Mamy 2,5 miesiaca, żeby znaleźć charakter i tożsamość inaczej nawet awans do PO nie zrekompensuje po prostu braku jaj i walki”

Plusy:

- Derrick Rose – gra coraz lepiej, nie patrzcie w statsy, bo to nie zawsze tylko część prawdy. Jest coraz pewniejszy siebie i odważnie wchodzi. Brakuje mu cały czas szczęścia i gdyby tylko dostawał te gwizdki, które mu się należą to miał 20 ppg.

- Gasol – to był jego dobry dzień rzutowy. Jest dziurą w obronie i przy switchowaniu z Derrickiem przeciwnicy dostają wręcz od Bulls wolne pozycje rzutowe.

- Butler – był niesamowity w 4 kwarcie, ale nie szło mu w dogrywce.

- Portis – dobre jego spotkanie – 8 punktów, wychodzi jednak brak ogrania i stąd nie ma stabilności w jego grze.

 

Minusy:

- FATALNA końcówka 4 kwarty. Tego się przecież nie dało przegrać przy 93-90, a Chicago pozwolili na wyrównanie Jazz. Porażka na własne życzenie przez brak dobrej defensywy choćby w jednej kluczowej akcji meczu.

- Trójki miałby być mocną stroną Hoiberga. Jedyna zmiana to, że dużo Bulls rzucają z dystansu, ale mało trafiają – 5/21.

- Przegrana zbiórka - najgorsze, że to nie tylko Gobert robił, co chciał na deskach.

- Ławka nie istnieje. Brooks zalicza jedną udaną akcję na mecz, Hinrich i tak gra lepiej niż w zeszłym sezonie, ale to nie poziom NBA. Doug się stara, ale udane trójki przeplata głupimi stratami. Portis jest nieobliczalny dla przeciwników i dla kolegów z drużyny. Snell – szkoda, że nie udało się go wcześniej wytransferować jak grał lepiej. Można narzekać na Niko, ale to obecnie jedyny gość, który może wejść z ławki i odmienić losy meczu – pozostali to jedynie przeciętni role playerzy.

- Moore nie dał rady tej nocy. Ma niezłą obronę, ale nie jest to gracz na pozycję numer 3. Jednak to jeden z nielicznych, u którego naprawdę widzę zaangażowanie i koszykarskie IQ. Dobrze, że powrót Mike’a coraz bliżej.

- Jak zwykle - sędziowie: 

Ogólnie mamy kryzys w Chicago. Ciężko się to ogląda, Bulls grają słabiej niż we wcześniejszych spotkaniach. Opieramy się na indywidualnych akcjach w ataku, obrona zaczyna się w okolicach 3 kwarty i kończy w czwartej. Przegrywamy sporo spotkań, grając zwyczajnie słabo. Nie wiem, dokąd to wszystko zmierza, nie wiem, co może uzdrowić tę drużynę, ale nadal będę kibicował i przed każdym meczem starał się być dobrej myśli – do czego i Was zachęcam. Pamiętajmy – prawdziwy kibic jest z drużyną na dobre i na złe. Musimy przetrzymać fakt, że teraz jest to ‘złe’, by móc bardziej cieszyć się, gdy w końcu nadejdzie to ‘dobre’.

Komentarze (3)

  • Jedyną rzeczą o jaką powinno się walczyć w NBA jest mistrzostwo. Obecny skład personalny nie pozwala na to, więc jedyne co pozostaje nam, kibicom, to czekać. Czekać na trade'y, owocne drafty i ewentualny rozwój kluczowych postaci Bulls. Nie będzie to teraz, ani w przyszłym roku, ani nawet w następnym. Ta drużyna potrzebuje wielkiej przebudowy, omijającej może 2-3 zawodników. Poza tym dla mnie Gar Forman się po prostu nie nadaje. Na tym miejscu też oczekiwałbym zmiany. Jedyne co nam, fanom, pozostaje to trwać w wierze, że będzie lepiej i kibicować przy każdej możliwej sposobności!
    Bulls4Live!

  • Takiego cosia w internetach znalazłem
    According to KC Johnson of the Chicago Tribune, he went on Yahoo's Vertical podcast and said Fred Hoiberg isn't running his offensive schemes anymore, they went back to what Thibodeau was running last season. Die-Hard Chicago Bulls Fans

    Hoiberg isn't able to teach old dogs new tricks so he's waiting for free agency of 2016 to build his own roster.

    Oczywiście trzeba brać poprawkę, że to mówi KC "Derrick Rose i Jimmy Butler się nie lubią" Johnson i dużą poprawkę na to trzeba brać. Also Hoiberg może chcieć budować jego własny roster ale znając życie to i tak zostanie z Noahem i Gibsonem na frontcourcie a może i Pauem bo przecież GM wie lepiej. Syf malaria w tym front office

  • Tragedia,jak oni mogli doprowadzić do dogrywki. Derrick Rose po rzucie za 3 dający wynik 93-90 dla Bulls wykonał jeszcze taki nonszalancki ukłon a Butler zacieszał miche jakby to był już koniec meczu, no i się zemściło. nie wiem jak wy ale ja słabo widzę te Play Off' y