Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Milwaukee Bucks 101 - 106

bullsbucks

Po tym jak Bulls wygrali 6 spotkań, znów przegrali 3 kolejne z rzędu. Tak wygląda ten sezon Bulls: gdy wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze do ustabilizowania gry - nagle zdarza się potężny regres i porażki z takimi ekipami, które nie powinny dla nich stanowić problemu. Choć spotkanie zaczęło się obiecująco to z każdą minutą skuteczność gości spadała, co nie mogło skończyć się dobrze.

Chicago wyszli na to spotkanie z ciągle powtarzanym przez komentatorów i dziennikarzy hasłem obrona. Już pierwsze akcje pokazały, że zamierzają w końcu dać od siebie więcej w tym elemencie. Pau nie stał przywiązany w trumnie i aktywnie wychodził do krycia przeciwników. Pozwoliło to na rozpoczęciem spotkania wynikie 7-2 (Bulls nie ustrzegli się straty). Goście zaczęli bardzo skutecznie, bo 4 próby (dwie z dystansu) znalazły drogę do kosza. W międzyczasie operator transmisji uraczył nas widokiem butów Butlera, na których widniało logo jego uczelni – Marquette. W 4 minuty gry Bulls trzy razy trafili z dystansu (Mirotic, Butler, Rose). Funkcjonująca po obu stronach parkietu maszyna z Chitown miażdżyła przeciwnika w pierwszych minutach meczu. Choć Milwaukee zaliczyli aż 4 zbiórki w ataku, to dzięki twardej defensywie przeciwników trafili tylko 3 z 13 prób. W połowie kwarty Bulls mieli kilkupunktową przewagę. Bardzo dobrze zaczął backcourt (Rose, Butler) – 5/5 FG. W tym czasie Nikola został zastąpiony na boisku przez Snella – ten nie popisał się, bo zrobił prostą stratę przy kozłowaniu. Szybko się zrehabilitował, bo w kolejnej akcji sypnął zza łuku. Chicago grali w miarę konsekwentnie, ale i Bucks poprawili się w ataku. Wraz z upływem czasu na boisku pojawiali się kolejni rezerwowi i na 4 minuty do końca kwarty byli na nim już Noah i Hinrich. Noah zaczął od celnego wolnego (1/2 FT), a potem obsłużył podaniem uciekającego na kontrę Jimmy’ego. Gdzieś w cieniu kolegów na obronie tym razem skupił się Gasol. W 10 minut gry ‘sprzedał’ Bucks 3 czapy. Po 12 minutach Byki po dobrej grze prowadzili 29-20. Trafili 57% rzutów przy 32% Milwaukee. Mieli też 15 zbiórek, chociaż pozwolili przeciwnikom na aż 5 ofensywnych desek (po dwie Monroe i Parker). Ekipa z wietrznego miasta grała też zespołowo – przy 12 trafieniach z gry aż 9 było asystowanych (przy 4 stratach – dwie bardzo głupie Tony’ego).

Tony dołożył trzecią głupią stratę na początku kolejnej odsłony, gdy zmierzał w kontrze na kosz. Podobnie jak w 1Q naprawił swój błąd trafieniem w kolejnej sytuacji. Nie przekonało to Hoiberga i w drugiej minucie drugiej kwarty wpuścił za niego Niko. Tymczasem pod koszem Byków stały dwa wulkany energii: wracający drugi mecz po kontuzji – Joakim Noah i jego padawan – Portis. Rookie zaliczył efektowny blok na szarżującym pod kosz OJ Mayo. W 3 minucie z jakimś urazem zszedł na ławkę McDermott i do gry szybciej, niż się spodziewałem, wrócił Rose. Wyglądało to na tyle poważnie, że Doug nie pojawił się więcej w spotkaniu. W tym okresie splendor i uwagę mediów na swoje osoby postanowili zwrócić sędziowie, którzy odgwizdali kompletnie irracjonalnie faul w ataku Portisa, choć powtórki pokazały, że było odwrotnie. Mogli pochwalić się też kilkoma ‘gospodarskimi’ gwizdkami. Sam gracz jedynie dyskretnie wyśmiał wyczyn arbitrów. Warte odnotowanie, że w 4 minucie kwarty pierwszy kosz od powrotu po kontuzji trafił Noah (0/7 wczoraj). Był to jednak pojedynczy udany ataku. Zastój strzelecki Byków pozwolił Milwaukee na zmniejszenie strat. Momentami goście mogą mówić o sporym pechu, bo piłka nie chciała wpadać do kosza z najbliższej odległości. Bulls w 6 minut tej kwarty trafili tylko 2/13 FG. Mimo to minimalnie prowadzili 37-35. Kolejne minuty to nadal dominacja obrony i twardej gry nad finezją i atakiem. Chicago lepiej radzili sobie w pozycyjnej grze, lecz pozwalali przeciwnikom na punktowanie po ich stratach. Jak zauważył KC Johnson pod koniec pierwszej połowy Bucks po stratach Byków zaliczyli 18 punktów, Bulls 0. Ostatnie minuty pierwszej połowy należały jednak do Byków. Zakończyli kwartę prowadzeniem 51-46. Chociaż nie mogli trafić, to wykazywali się wielkim zaangażowaniem i wolą walki. Dobili do 14 ofensywnych desek – łącznie prowadzili w zbiórkach 35-19. Butler miał 12 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty. Z ławki 12 oczek (5/6 z gry) i 3 straty dołożył Tony Snell. Dla gospodarzy 11 punktów (4/6 FG) miał Antetokounmpo, a 10 dokładał Middleton (4/9 FG).

Początek drugiej połowy wyglądał trochę jak gra w meczu gwiazd. Z obu stron oglądaliśmy skuteczne akcje w ataku i kompletne olewactwo w obronie. W takich okolicznościach przyrody lepiej czuli się gospodarze, którzy już po 150 sekundach doprowadzili do remisu po 56. Coach Bulls wziął czas i z parkietu zszedł Derrick. Siedział na ławce z nietęgą miną o patrywany przez medyków. Gracze Chicago zaliczyali monstrualne pudła, co w połączeniu z przyjaźnie nastawionymi do gospodarzy arbitrami (znowu odgwizdane wyimaginowane faule gości, odgwizdane drugi raz błąd trzech sekund w obronie Gasolowi – mocno naciągany) wychodzili na coraz większe prowadzenie. Na parkiecie w 5 minucie pojawił się Brooks.  W połowie kwarty Bulls po serii strat (3 w 40 sekund) pozwolili przeciwnikom na łatwe punkty i przegrywali 67-59, dając sobie rzucić 21 punktów w 6 minut gry. Dopiero Butler celną trójką przełamał punktową passę rywali i dał sygnał drużynie. W 2 minuty to Byki zrobiły run 8-0 i wyrównały stan rywalizacji. Przedłużyli go później do 10-0. W 10 minucie drugiej połowy Niko trafił trójkę o deskę, rzucając tak mocno, że wydawało się, że tablica pęknie. Trwał jednak festiwal żenijących rzutów Gasola. Pau nie trafił bowiem w akcji sam na sam z koszem. Bucks większość punktów zdobywali spod kosza. Szacunek jednak dla Bulls, że podnieśli się po złym początku kwarty i zakończyli 36 minutę prowadzeniem 77-74. 22 punkty na koncie miał Butler, 19 Antetokounmpo dla miejscowych. Niestety z obozu Byków nie dochodziły dobre wiadomości o Derricku, którego powrót do gry w ostatniej części był wątpliwy, chociaż zawodnik intensywnie się rozgrzewał jeżdżąc na rowerku.

Bez Derricka, za to z Noahem i Brooksem na parkiecie Bulls zaczęli decydującą kwartę. To właśnie ta dwójka była najbardziej, obok Niko, widoczna na boisku. Noah nawet trafił trójkę – co prawda po gwizdku, ale dostał aplauz publiki.

Za to już w czasie gry kapitalnym podaniem obsłużył Nikolę, a Aaron oddał swój firmowy rzut z 8-9 metrów. Bulls grali jednak zrywami. Udane akcje przeplatali stratami i błędami w obronie. Po tym, jak udało się na kilka punktów odskoczyć, pozwolili przeciwnikom szybko ograniczyć swoją przewagę. W 5 minucie 5 punktów zdobył Snell i znów Bulls prowadzili. Równie szybko tę przewagę roztrwonili. W połowie kwarty Coach Hoiberg szukał najlepszych rozwiązań i grał dwójką Hiszpanów pod koszem, a na obwód wrócił Rose. Nie zatrzymało to sędziów i Milwaukee przed zrobieniem wspólnego runu 10-2 i doprowadzeniem do remisu po 91 na 4 minuty do końca meczu. Derrick po krótkim pobycie na boisku przekonał się, że nie jest w stanie wrócić do gry i minutę później udał się do szatni. Bulls zatrzymali się w ataku. Skuteczne okazywało się podwajanie przez rywali Butlera, który tracił piłkę. Na 77 sekund do końca gry gospodarze z Milwaukee prowadzili trzema punktami. Po głupim faulu przy walce o zbiórkę w ataku Taja, miejscowi rzucali jeszcze wolne. To jak Bulls rozegrali końcówkę, mogę okrasić tylko jednym komentarzem - żal. Po obiecującym początku, w dalszych częściach wróciła szara rzeczywistość i Chicago Bulls przegrali z nie grającymi cudów Milwaukee 101-106.

Plusy:

  • Dobry start i naprawdę niezła gra w obronie Bulls przez większość spotkania.

  • Dobry statystycznie mecz Butlera - 30 punktów, 8 zbiórek, 6 asyst.

  • 20 zbiórek w ataku Bulls - najlepszy wynik w tym roku. Tyle samo mieli przeciwko Pistons w meczu z 4 dogrywkami. Ogólnie Byki zrobili miazgę z rywala w zbiórkach 57 do 40.

  • Tony Snell. Mimo feralnych strat drugi najlepszy gracz Byków w tym spotkaniu. Był mega ‘on fire’ jeśli chodzi o rzuty - 7/11, dodał 7 zbiórek.

  • Mirotic - biegał, szukał pozycji, grał tyłem do kosza - był niezwykle aktywny po obu stronach parkietu. Miał mało błędów, ale też nie dostawał piłki tak często jak (wydaje mi się) powinien - 17 punktów.

Minusy:

  • Tym razem Jimmy nie ustrzegł się błędów w kluczowych momentach. Dodatkowo przerwał serię kolejnych 44 spotkań z przechwytem.

  • Urazy Derricka i Douga - czekamy na informację na ile są poważne.

  • Minimalne wykorzystanie Portisa (4 min) i Noaha (15 minut), kiedy Gasol grał dno w ataku (dwa pudła z nad obręczy bez obrońcy).

  • Bardzo słaby ofensywnie Gasol - 4/12 FG. Nie robił przewag, nie brał na siebie odpowiedzialności za grę - dopiero w końcówce się trochę ożywił - za późno.

  • Derrick zaczął mocno, potem już nie istniał. Od 3/3 do 0/6 w kolejnych próbach - wątpie by jego obecność pomogła w tym meczu wygrać.

  • 17 strat, po których Milwaukee zdobyli mnóstwo punktów. Ponadto mimo lepszej zbiórki to gospodarze częściej punktowali z ‘trumny’ - mieli 62 punkty przy 32 Byków.

  • Sędziowie - po prostu jakaś porażka, momentami przy ich decyzjach zostawał tylko ironiczny śmiech, by to skomentować. Kolejny skuteczny flop przeciwko Bykom - tym razem Mayo.

Komentarze

  • Brak komentarzy