Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Washington Wizads 114:100 Chicago Bulls

Washington Wizards w meczu z Chicago Bulls musieli sobie radzić bez Marcina Gortata, który w meczu z Orlando Magic doznał kontuzji kolana. Okazało się, że dla Czarodziejów nie była to wielka strata i bez większego problemu poradzili sobie z chicagowskimi bykami.


Już początek spotkania należał do przyjezdnych ze stolicy, którzy po nieco ponad dwóch minutach prowadzili 8-2. Na ich zespołową grę odpowiadał pojedynczymi atakami Derrick Rose, któremu brakowało w tym meczu wsparcia ze strony kolegów. Bardzo dobrze wyglądał zastępujący na parkiecie naszego jedynakaNene, który bez większych problemów ogrywał chicagowskich rywali. W drugiej połowie pierwszej kwarty podopieczni Freda Hoiberga się przebudzili i prowadzenie Czarodziejów prowadzonych przez Johna Walla nieco się uszczupliło. Stołeczni prowadzili po pierwszej kwarcie 28:25.

W drugiej kwarcie byki bardzo szybko odrobiły stratę do rywali i szybkie 5 punktów zdobył Aaron Brooks, jednak na nic się to zdało przy dobrze grających w tym momencie Czarodziejów. Po zejściu z parkietu rezerwowych mecz zdecydowanie się rozkręcił, jednak Bulls mieli cały czas swój jeden wielki problem – punktów nie zdobywał nikt poza Derrickiem Rose’m i Jimmim Butlerem. Wizards na spokojnie punktowali swoich rywali i świetnie rozrzucali piłkę, o czym świadczą zdobycze punktowe ich zawodników – czterech graczy miało na półmetku więcej niż 7 punktów. Po nieemocjonującej końcówce Wizards prowadzili 62:48.

Trzecia ćwiartka rozpoczęła się inaczej niż wszystkie, bowiem to obydwa zespoły pokazały na początku swój najmocniejszy arsenał. Nene szybko zdobył punkty, notując na swoim koncie ich aż 8. Świetnie dysponowany strzelecko Rose zdobył z kolei już 18 „oczek”. Nagle Wizards przestali grać koszykówkę, którą dotąd katowali gospodarzy, a ich przewaga zaczęła diametralnie zmniejszać się. Zapędy drużyny Freda Hoiberga zatrzymał jednak po dobrych trzech minutachJared Dudley rzutem za trzy. Wizards wrócili do swojej dobrej gry, a Byki nie mogły znaleźć sposoby na zatrzymanie czarujących zawodników, których punktowym liderem był Otto Porter, mający na swoim koncie 14 punktów. Wizards prowadzili 83:74.

Ostatnia część meczu to prawdziwa dominacja stołecznych, którzy w tym meczu po prostu zasłużyli na zwycięstwo. Mimo to Byki się nie poddawały, a ich ławka w postaci Brooksa i McDermotta robiła wszystko by doprowadzić do remisu. Swoją 10 asystę w tej części meczu zanotował także John Wall, dzięki czemu spotkanie zakończył z double-double. Widząc, że tego meczu nie da się wygrać Fred Hoiberg postanowił dać pograć młodym graczom, dla których dotąd jedyną opcją na wykazanie się była liga letnia, czy zwykłe treningi. Wizards pokonali Byki 114:100.

Dwóch graczy Czarodziejów zanotowało w tym meczu double double – John Wall (14 punktów, 10 asyst) i Drew Gooden (10 punktów, 12 zbiórek). Obok nich najlepszymi graczami Wizards byli Otto Porter (14 punktów, 8 zbiórek), Nene i Temple (po 14 punktów). 16 punktów z ławki dorzucił jeszcze Ramon Sessions.

Najlepszym graczem Chicago Bulls był zdecydowanie Derrick Rose, który w 31 minut zdobył 23 punkty, lecz i zaledwie 1 asystę (do czterech strat, które popełnił w ostatniej kwarcie). 19 punktów, 7 asyst i 4 zbiórki dorzucił Jimmy Butler. Kolejne double double w sezonie zanotował Pau Gasol kończąc mecz z 15 punktami i 10 zbiórkami. Wracający po kontuzji miał dziś spore problemy ze skutecznością i nie trafił żadnego z 7 rzutów z gry. Zebrał jednak 9 piłek i zanotował 4 asysty.

Marcin Gortat miał mocno upchnięte kolano i już przed meczem mówił -Prawdopodobnie nie zagram, ale wezmę leki przeciwbólowe i jeszcze zobaczymy. Opuchlizna, która pojawiła się na kolanie powstała wskutek zderzenia na zasłonie z jednym z zawodników Magic. - Gortat urazu kolana nabawił się podczas starcia z Orlando Magic. W tym samym meczu mocno uszkodził też górną część małżowiny usznej. - Podczas meczu nic nie czułem, ale kiedy wstałem w nocy do toalety nie mogłem iść - zapowiadał przed meczem łodzianin. 

31-letni środkowy od czasu gdy przeniósł się z Phoenix Suns do Wizards z powodu kontuzji opuścił tylko jedno spotkanie. W tym sezonie nie brał udziału w trzech meczach, ale za tą absencją stały sprawy osobiste.

Komentarze (1)

  • Piotrek "stołeczni" to byli Bulls :P a nie Wizards :P