Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

CHICAGO BULLS 105 - 120 ATLANTA HAWKS

butler1

Każda seria ma swój początek i koniec, seria 6 zwycięstw Bulls zakończyła się niestety w Atlancie, Hawks kontrolowali spotkanie od pierwszej akcji i na przestrzeni całego meczu byli zespołem po prostu lepszym.

Początek spotkania należał bezdyskusyjnie dla Hawks. Kolejne punkty Teague’a, Horforda i Mllsapa dały gospodarzom prowadzenie 6-0. Pierwsze punkty dla Bulls po niemal 3 minutach spotkania z półdystansu zdobył Taj Gibson. W kolejnych akcjach podopieczni Hoiberga grali „festiwal żenady” niestety zbyt pasywna gra w obronie podziała jak płachta na rozbieganych graczy Hawks. Na trójki Korvera oraz Bazemore’a, celnym rzutem zza linii 7,24 odpowiedział Mirotic

jednak w następnych 3 posiadaniach Bulls za sprawą Rose’a i Gasola piłkę tracili w efekcie czego w połowie pierwszej kwarty Hawks prowadzili 20-10. Rose i Butler sprawiali wrażenie po prostu zaspanych, zarówno Teague jak i Korver uciekali bez problemu nawet bez zasłon, zmiennicy w postaci Schroedera i Scotta podobnie, sytuacja od samego początku była niemal identyczna jak podczas blowoutu z Hornets. Atlancie siedziało i byli na fali wznoszącej z każdym posiadaniem oraz celnym rzutem ( 5 celnych trójek w Q1 ), Bulls w pojedynczych akcjach pokazywali klasę, jednak taka paryzantka była na dobrze dysponowany zespół niewystarczająca. Po pierwszej kwarcie przegrywaliśmy 19-30, po stronie Byków po 5 punktów miał Mirotic i Gibson, jak co spotkanie przebłyski miał Rose

po stronie gospodarzy 11 punktów Horford, 5 Korver.

Na uwagę zasługuje fakt, że na lineup Mirotic, Gibson, Gasol, Mike Budenholzer odpowiedział ustawieniem Millsap, Horford, Splitter.

Druga ćwiartka zaczęła się od kolejnych punktów Horforda. Jak w pierwszej tak i w drugiej kwarcie pierwsze punkty dla Byków rzucił Gibson, niestety celną trójką odpowiedział Scott po czy dodał celny layup z rogu i o timeoout przy wyniku 23-37 poprosił Fred Hoiberg. Szarpał Gibson ( 10 punktów do przerwy ), co chwila odpalał Mirotic ( 14 punktów i 3/5 z obwodu do przerwy ), w końcu sędziowie zaczęli nawet odgwizdywać faule przy penetracjach Rose’a ( 3/4 z linii osobistych w Q2 ). Niestety gospodarze byli niemal bezbłędni. Scott z Korverem nękali obronę Bulls rzutami za 3, Horford grał jak rasowy All-Star i Bykom brakowało argumentów żeby gonić wynik. Do przerwy było 51-64 – z jednej strony dużo, z drugiej patrząc na to, jak kleiła się gra gospodarzom dalej nie był to blowout.

Po przerwie lepiej w mecz weszli zawodnicy z Chicago. Najpierw Butler zdobył punkty po ładnej akcji zespołu, następnie 5 punktów dodał Mirotic

i można było zacząć wierzyć, że mecz nie jest przegrany. W połowie kwarty dzięki runowi punktowemu 10-0 (po 5 punktów Rose’a i Butlera) Bulls doszli z wynikiem 72-75. Do końca tej kwarty gra toczyła się niemal kosz za kosz, W Chicago swoje zaczął grać Butler ( 14 punktów w Q3 )

, dzielnie go wspierał Niko ( 7 punktów w Q3 ) a Bulls dzięki temu wygrali tą część spotkania 32-25 i przed ostatnią ćwiartką na tablicy było już tylko 83-89

Ostatnia kwarta rozpoczęła się niestety od akcji 2+1 Horforda, kolejne punkty zdobył Scott i Fred Hoiberg bardzo szybko zmienił ustawienie zdejmując Rose’a i Gibsona dając grać od początku tej kwarty Gasolowi i Butlerowi. Jak co spotkanie Pau z Jimmym dali choć chwilowy powód do uśmiechu grając w 11-stym kolejnym spotkaniu akcję alley-oop!

Bulls tak jak w pierwszej kwarcie szarpali, szarpali, były momenty w których wydawało się, że zrobią run, za każdym razem jednak gracze Hawks byli bardziej zdecydowani w swoich posiadaniach i nie pozwolili Bykom nawet na mały pościg punktowy. Dalej bez litości dla defensywy Bulls był Al Horford ( 30 punktów ), miał w ostatniej kwarcie bardzo dobre wsparcie w postaci Paula Millsapa ( 18 punktów ) oraz Schroedera. Bulls stać było na akcje 2+1 Gasola, trójkę Miroticia, jumper Rose’a, jednak brakowało płynności w grze Byków, wszystkie punkty zdobyte przez Byki miały odstępy w czasie, przerywnikami w posiadaniach były głupie straty, tak nie można wygrać spotkania. Ozdobą meczu niech będzie fakt, że 3 minuty zagrał Bairstwo, a Bulls z nim byli +3 :)

Plusy:

Nikola Mirotic – aktywny, skuteczny, obok Butlera jedyny plus tego spotkania. Mirotic na przestrzeni ostatnich 5 spotkań notuje średnio 16.6 PPG, 48.1% FG, 46.9% 3PT, 30.8 MPG oby to był stały progres, takiego Threekolę chcemy!

Jimmy Butler – bezdyskusyjnie lider zespołu, swoją grą ciągnął zespół w trzeciej kwarcie. 27 punktów, 8 zbiórek, 43-ci kolejny mecz z przechwytem, na minus trzeba zapisać fakt, że nie istniał dziś w obronie i pozwolił na zbyt dużo rywalom.

Zbiórki – mimo porażki Bulls byli tradycyjnie już mocni na deskach. Wygraliśmy walkę na tablicach 46-40

Skuteczność FT – 26/31 z linii osobistych co daje 84% całego zespołu. 10/12 Butlera, 7/8 Rose’a – pod tym kątem brawo

Minusy:

Straty – 21 strat zespołu to bezdyskusyjnie skandal. Oby to był tylko jednorazowy „fuck up”. Masa głupich decyzji Rose’a (6 strat) i Gasola(4 straty)

Pasywność – domeną zespołu w ostatnim czasie był fakt, że to Byki narzucały od początku swoje tempo. Pozwoliliśmy wejść od pierwszych akcji Hawks w takie rytm, w takie tempo w jakie chcieli wejść.

Zespół był zbyt przewidywalny ( 5 czy 6 wejść Rose’a w Q1 na prawe skrzydło do linii końcowej i wymuszona próby crossowego podania ), 13 bloków Hawks – były momenty kiedy odnosiłem wrażenie, że to Paul Millsap mówi Gasolowi jak ma rzucić żeby dostać blok.

Pozwoliliśmy Hawks zagrać zespołowo prawie perfekcyjnie w ataku ( 52% z gry, 41,7% z obwodu, 80% FT.) 33 asysty, 15 przechwytów – pod ty kątem spotkanie gorsze niż pamiętne z Hornets.

Mimo porażki Bulls zachowują 2 miejsce na Wschodzie i wydaje mi się, że to pozycja której musimy pilnować w kontekście playoffów. Kolejne spotkanie gramy w nocy z poniedziałku na wtorek z Wizards.

Komentarze

  • Brak komentarzy