Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

New York Knicks - Chicago Bulls 81-108

bulls knicks 2016

Mecz przeciwko Knicks był nie tylko pierwszym pojedynkiem w 2016 roku Byków, ale i 4000 meczem sezonu regularnego rozgrywanym przez organizację. Bulls w nowy rok wchodzą zwycięsko prowadzeni przez ich największe nadzieje na przyszłość, czyli Portisa i Miroticia. Przedłużają swoją serię zwycięstw do trzech, mając tym samym najdłuższą serię spośród drużyn konferencji wschodniej.

 Kolejne spotkanie Bulls zaczęli z Kirkiem Hinrichem w pierwszej piątce, gdyż uraz Derricka okazał się na tyle istotny, że sztab nie chciał ryzykować i wystawiać go jeszcze do gry pierwszym dniu nowego roku. Rewelacyjnie mecz zaczął Niko, bo trafił trójką w 10 sekundzie spotkania. Ogólnie Chicago całą drużyną wyszli bardzo zmobilizowani do tego pojedynku. W 120 sekund roznieśli przeciwników i zaczęli spotkanie od 9-0, zmuszając trenera Fischera do wzięcia timeoutu. Mimo to goście potrzebowali jeszcze dwóch minut, by zdobyć pierwsze punkty. W tym czasie przestali za to trafiać gospodarze, którzy wyraźnie rozluźnili się łatwym początkiem. Po 5 minutach mimo ich problemów ze skutecznością prowadzili 15-2. Zasługa to przede wszystkim rewelacyjnej obrony, która praktycznie wyłączyła grę w ofensywie Knicksów. Do tego gościom zdarzały się głupie straty jak 3 sekundy w ataku Lopeza czy złe wybicie piłki spod własnego kosza przez Porzingisa. Przy takim wyniku już w 7 minucie meczu pojawił się na parkiecie Bobby Portis, a Nikola trafił swoja drugą trójkę w spotkaniu. Dopiero się rozkręcał, bo minutę później zaliczył spektakularny blok na Lance’ie Thomasie, by po nim pobiec do ataku i trzeci raz ukąsić z dystansu. Swoje dołożył też Portis, który w pierwsze swoje 3 minuty na boisku trafił dwa razy z półdystansu. Wraz z upływającym czasem poprawiali się też rzutowo rywale. Chociaż zaczęli od 0/10 to później trafili aż 7 z 9 prób. Po 10 minutach spotkania przegrywali 29-15. Chicago do końca kwarty imponowali defensywą i zatrzymali Knicks na 18 punktach w tej części. W końcówce kolejną świetną indywidualną akcją popisał się jeszcze Threekola i zakończył pierwszą część z 11 punktami, a cała drużyna Byków uzbierała ich 34. Dla gości 4 oczka (najwięcej) miał Carmelo Anthony. W ekipie Bulls obok Niko 7 punktów miał Butler, a 6 Gasol.

Druga kwarta zaczęła się strzeleckimi popisami z obu stron. Hoiberg zaskoczył nas grą ustawieniem Brooks-McDermott-Snell-Portis-Gibson. Grający z reguły wymiennie na trójce Tony i Doug prawdopodobnie pierwszy raz grali jednocześnie na parkiecie. W 4 minucie wręcz profesorską asystą popisał się Bobby, znajdując wolnego na dystansie Aarona, a ten szczęśliwie trafił do kosza. Ogólnie przebywanie razem Snella i McDermotta na boisku wyglądało trochę jeszcze nie poradnie i poza trójką Douga nie przyniosło wielkich korzyści. Za to Bobby po raz kolejny zbierał sympatię kibiców w United Center. Po tym, jak dość pokracznie rzucona trójka wkręciła mu się do kosza, miał 9 punktów na swoim koncie (4/5 FG). Warte odnotowanie jest, że przez 18 minut spotkania Byki stracili tylko jedną piłkę. W połowie drugiej kwarty miejscowi wrócili do gry Butlerem i Miroticiem. Eksperyment z duetem Snell-McDermott skończył 2/7 z gry tej pary i kilkoma błędami w obronie oraz zablokowanym przez obręcz rzutem Tony’ego. W drugiej kwarcie rozkręcał się dla gości Carmelo, który na 4 minuty do końca połowy spotkania miał 11 punktów. Warte odnotowania, że w pierwszej połowie punktowali wszyscy gracze gospodarzy, którzy mieli okazję wejść na parkiet. Świetnie zbierał Gibson, który miał 8 zbiórek w 16 minut na boisku, z czego 4 na tablicy przeciwników. Przez większość czasu gry w drugiej kwarcie, Bulls pilnowali przewagi na poziomie 10-15 punktów. Jednak w samej końcówce gościom udało się trafić dwukrotnie za trzy, a Butler spudłował trzy kolejne rzuty i tradycyjnie przewaga została przez podopiecznych Hoiberga roztrwoniona. Po 24 minutach gry było ‘tylko’ 56-50 dla Chicago, chociaż w tej części ich przewaga sięgała już 18 oczek.

 

Po kilku pudłach z obu stron, po minucie gry w drugiej połowie swój czwarty kosz zdobył rzutem z półdystansu Pau Gasol. Później Chicago zaliczyli jeszcze kilka dobrych zagrań w defensywie, a Jimmy trafił ładny rzut po podaniu Niko i Bulls znowu osiągnęli dwucyfrową przewagę w meczu. Równie szybko ją roztrwonili. Hinrich zawodził w matchupie przeciwko Calderonowi, a Butler fizycznie przegrywał z Carmelo. Po fatalnym podaniu w kontrze Kirka i jeszcze gorszym zagraniu JB, Knicks zdobyli łatwe punkty i w 5 minucie drugiej połowy gospodarze prowadzili tylko 61-59. Na ławce po czwartym faulu musiał usiąść Niko, który za bardzo momentami chciał. Jako że Brooks, który zastąpił Hinricha także nie radził sobie z Calderonem, w połowie kwarty Hoiberg wpuścił do gry dawno niewidzianego Etwauna Moore’a. W tym czasie Bulls obok masy przestrzelonych prób nie imponowali obroną i pozwolili Knicks na doprowadzenie do remisu po 65. Hoiberg nie widział nic złego w trzymaniu na boisku pudłującego na potęgę Gasola (4/15 FG). Zdjął za to zbierającego świetnie Gibsona i od 8 minuty 2 połowy na boisku pojawił się Portis. Rookie po raz kolejny pokazał się z dobrej strony, bo trafił za trzy. Pomiędzy akcjami mieliśmy szereg dziwnych gwizdków sędziów, którzy co rusz doszukiwali się jakichś przedziwnych przewinień graczy obu drużyn. Kulała taktyka Byków – 90% ich akcji kreowane było na grę jeden na jeden dla Butlera lub Gasola, a obaj liderzy mieli spore problemy ze skutecznością. Po trzech kwartach notowali wspólnie 11/33 FG. Mimo bardzo słabej gry w tej części, gospodarze zachowali prowadzenie i prowadzili 77-73 po 36 minutach gry. Gasol i Butler mieli po 17 punktów, dla Knicks Calderon notował 18 (7/9 FG i 3/3 za trzy), a 16 dokładał Carmelo.

Joakim Noah

Coach Hoiberg ponownie zaskoczył ustawieniem w czwartej kwarcie, gdzie przestawił Niko pod kosz i zagrał ustawieniem: Moore-McDermott-Snell-Mirotic-Portis!? Czarnogórzec z hiszpańskim obywatelstwem wykorzystywał, że krył go wolny jak wybory w Polsce Seraphin i wykorzystywał nagminnie swoją przewagę szybkości i umiejętności. Kolejne nowe ustawienie 2016 Bulls zaczęło bardzo dobrze, osiągając 9 punktów przewagi po trochę ponad dwóch minutach gry. Ozdobą początku 4 kwarty były pojedynki młodych podkoszowych rookie w obu ekipach: Portis vs Porzingis. Obydwaj pokazywali, że naprawdę potrafią bronić. Super funkcjonował frontcourt postaci Mirotic – Portis. Dwóch młodych, świetnie biegających i zbierających wysokich nakręcało swoją postawą i grą całą drużynę. Równo w połowie kwarty Mirotic na 8 sekund do końca akcji zdecydował się na niespodziewaną próbę rzutu z ponad 10 metrów wprost sprzed twarzy Anthony’ego. I trafił – Byki wyszły na prowadzenie 95-79. Chwilę później dobili już do runu 13-2 w tej kwarcie i nikt nie chciał pozwolić by z parkietu zszedł ktoś z pary Niko- Bobby. Sto punktów pękło, gdy do powszechnej radości z gry włączył się McDermott – zaraz potem drugoroczniak Chicago trafił drugi raz z dystansu i zrobiło się 103-81 na 4 minuty do końca spotkania. Gdy na boisku zaczęli się pojawiać Vujacic w Knicks i Bairstow w Chicago wiadomo było, że jest po meczu. McDermott i Snell dorzucili jeszcze po trójce i zabrali rywalom ochotę do dalszej gry. Z wartych uwagi rzeczy, Portis dozbierał swoje pierwsze w NBA double double. Ostatecznie dzięki postawie swoich rezerwowych Bulls w 4. kwarcie rozbili drużynę z Nowego Jorku i wygrali aż 108-81 i 31-8 w 4Q. Chicago mają bilans 13-1, kiedy ich rezerwowi punktują lepiej od przeciwników.

 

Plusy:

- duet Mirotic-Portis – razem mieli 12/17 z gry, 15 zbiórek i 9 asyst. To oni są głównymi prowodyrami runów w ostatniej kwarcie i bohaterami meczu.

- Butler – mimo wahań w swojej grze – zakończył z solidnymi 23 punktami, 6 asystami i 4 zbiórkami. To jego 39 kolejny mecz z przechwytem na koncie – najdłuższa obecnie seria w lidze.

- Trójki – jak w pewnym momencie 4 kwarty zaczęły Bulls siedzieć to wprost roznosili rywali – 10/16 zza łuku!

- Buls praktycznie nie gubili piłki – tylko 7 strat. Przez większość meczu mieli ich zaledwie 2.

- OBRONA – Bulls naprawdę zagrali fenomenalnie w defensywie w czwartek kwarcie. Mirotic wyglądał momentami jak DPOY.

- Gra zespołowa – 27 asyst przy 39 trafionych rzutach Bulls.

- Genialna i bezbłędna czwarta kwarta w wykonaniu Byków.

 

Minusy:

- Po raz kolejny Snell zagrał słabo i w zasadzie nie było widać kiedy jest na boisku – 2/7 FG i blok.

- Przestój w drugiej kwarcie i trzeciej kwarcie i strata całej przewagi.

- Irytuje mnie, że Hoiberg trzyma przez całe kwarty na boisku Gasola, gdy ten nie trafia. Hiszpan kolejny mecz robi proste błędy przy zastawianiu deski i kiedy zwyczajnie ‘nie siedzi’ mu rzut, powinien on siedzieć na ławce.

- Słaby mecz Brooksa i słaba postawa Hinricha.

- Bairstow – face palm.

 

 

O rzucie Niko z połowy:

 Hoiberg: "Niko great job; had steals being in the right spot,shooting that 1/2 court shot with 10 seconds on the shot clock. That was great"

 Butler: "I literally if you look at my face, I said, "Oh sh**." Not even joking. I was like, damn. He was feeling it"

Komentarze (1)

  • Bardzo dobrze oglądało się dwójkę Portis - Niko jako frontcourt. Mam nadzieje, że zostanie to rozwiązanie jeszcze spróbowane.