Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Indiana Pacers 102:100

george butler

Chicago Bulls po ciekawym i interesującym spotkaniu pokonali po dogrywce na własnym parkiecie Indianę Pacers 102:100. Bohaterami drużyny z Wetrznego Miasta byli tym razem Jimmy Butler oraz Aroon Brooks. Pierwszy z nich oprócz 28 punktów trafił game-winnera dającego zwycięstwo Bykom. Drugi natomiast zdobył o jeden punkt więcej i dodatkowo zaliczył pięć asyst.

Od pierwszych minut pojedynek obu drużyn wskazywał na to, że będzie to wyrównane spotkanie. Żadna z ekip nie przejęła całkowicie inicjatywy w pierwszej kwarcie, a wynik przez całą kwartę był bliski remisu. Brak Derricka Rose'a nie był aż tak bardzo widoczny, ponieważ bardzo dobrą zmianę dał Aaroon Brooks, który po wejściu na parkiet od razu zaznaczył swoją obecność na parkiecie siedmioma punktami w pierwszej odsłonie. Po stronie gości nie wykreował się w pierwszych dwunastu minutach ewidentny lider, który ciągnął grę. Potwierdzeniem wyrównanej gry był wynik pierwszej odsłony 21:21.

W drugiej części powoli zarysowywała się przewaga Byków, którzy grali coraz lepiej. Dobrze z ławki wszedł również Bobby Portis, który z meczu na mecz udowadnia, że jest gotowy do gry i coraz lepiej czuje się na boisku. Zespół gości pogubił się nieco w drugiej kwarcie, co sukcesywnie wykorzystywali gospodarze. Gracze Pacers grali w drugiej kwarcie a niskiej skuteczności zdobywając jedynie 19 punktów w tej części. Strzelecka niemoc pozwoliła gospodarzom odskoczyć na wydawać by się mogło w miarę bezpieczną, dziesięciopunktową przewagę.

Po długiej przerwie goście powrócili do gry, a dobra gra podstawowych graczy Pacers, George'a Hilla, Paula George'a powoli przynosiła efekty w postaci niwelowania strat. Tym razem to gospodarze mieli problemy ze zdobywaniem punktów, co znacznie ułatwiło powrót do gry ekipie z Indianapolis. Na dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty po rzucie wolnym George'a, goście objęli dwupunktowe prowadzenie w tym spotkaniu.

Nakręceni dobrą grą w trzeciej części koszykarze Pacers, swoją skuteczną grę starali się przenieść również do czwartej kwarty. Na pięć minut przed końcem po trójce George'a ich przewaga wzrosła do siedmiu punktów i nic nie wskazywało na to, że mogliby to spotkanie przegrać.

W decydujących momentach regulaminowego czasu ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Jimmy Butler. Lider Bulls trafił bardzo ważną trójkę na 35 sekund przed końcem dającą remis, a chwilę później doprowadził do kolejnego wyrównania po rzucie Monty'ego Ellisa. Goście mieli jeszcze szansę zakończyć pojedynek w regulaminowym czasie, jednak rzut z dystansu Ellisa okazał się nieskuteczny.

Dogrywkę bardzo dobrze od serii 7-0 rozpoczęli Bulls. Goście jednak nie podłamali się i podjęli walkę. Na trzy sekundy przed końcem na tablicy po raz kolejny pojawił się remis. Decydująca akcja Bulls nie mogła więc trwać dłużej niż kilka sekund. Zza linii bocznej piłkę wybijał Doug McDermott. Piłka trafiła na środek do Pau Gasola który podał lobem do wbiegającego Butlera. Gwiazdor Bulls jedną ręką jedynie trącił piłkę w powietrzu, która wpadła idealnie do kosza, dając tym samym zwycięstwo Bulls.

probasket.pl

 

//Od Admina

 

Jako, że widziałem mecz postanowiłem dorzucić swoje plusy i minusy:

Plusy:

- Jimmy Butler – wszystkie kluczowe zagrania były jego udziałem. On dał sygnał do odrabiania start – trafił pierońsko ważną trójkę i on trafił game winnera. 28 punktów, 4 zbiórki, 4 asysty.

- Chicagowski bench, a w zasadzie duet Brooks – Portis. Goście dają taką energię i wsparcie ofensywne z ławki jakie Bykom jest potrzebne. Portis – 16 punktów, 7 zbiórek, blok.

- Drugi MVP meczu – Aaron Brooks. 18 punktów rzucił w samej pierwszej połowie. Godnie zastąpił Rose’a i zagrał swój najlepszy mecz w sezonie – 29 punktów, 5 asyst.

- Mały plusik dla Kirka za (moim zdaniem) doskonały switch na George’u, gdy Indiana miała szansę rzucić zwycięski rzut w regulaminowym czasie. Kirk wyszedł na tyle wysoko, że lider rywali mógł tylko oddać piłkę i Monta Ellis szukał szczęścia rzutem z 10 metrów.

- Walczak Taj. Nie robi fenomenalnych statystyk, ale nie ma piłki, którą by odpuścił. Miał 14 zbiórek , w tym 6 w ataku. Jak był na boisku to przeciwnicy nie zbierali wiele w ofensywie.

Minusy:

- Mimo wszystko nie mogę postawy Gasola w tym meczu uznać za plus, zawodził przy zastawianiu deski, a z półdystansu kompletnie mu nie siedziało – 4/14 FG. Brawo dla niego za genialne podanie w ostatniej akcji.

- Nikola – nie może utrzymać formy i co ostatnio mnie najbardziej uderza, to fakt, że jak nie siedzi mu na początku to bardzo unika rzutów. Nie ma też jego słynnych pump fake’ów którymi ośmieszał rywali w zeszłym sezonie.

- Snell – nie ma mowy u niego o stabilizacji formy. Po meczu, gdy był najlepszy na boisku – zalicza 1/6 FG i fatalną obronę przy koszu Ellisa 101-99 dla Pacers.

- Absencja Derricka. Naciągnięcie ścięgna to może być wyolbrzymianie faktycznego stanu, ale nauczeni doświadczenie Bulls wolą dmuchać na zimne.

- 21 strat Bulls, aż 6 Brooksa, chociaż w grze nie było tak tego widać. To jednak główny powód, że mieliśmy wyrównaną grę do końca. 

Komentarze (1)