Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Toronto Raptors - Chicago Bulls 97-104

Toronto Raptors Chicago Bulls

Chicago balansują na granicy spadku z top 8 konferencji Wschodniej. Obecnie sytuacja jest tak wyrównana, że dwa spotkania mogą całkowicie odwrócić tabelę. Stąd pojedynki z bezpośrednimi rywalami z Eastern Conference są szczególnie ważne. Bulls wczorajszej nocy udało się pokonać Raptors i w zasadzie zagrali trzeci dobry mecz z rzędu. Cieszy szczególnie postawa Rose'a i rezerwowych - wierzymy, że będzie jeszcze lepiej.

Przed meczem pojawiła się niepokojąca wiadomość, według której spotkanie miał opuścić Doug McDermott, który narzekał na ból w kolanie – tym samym, które w zeszłym roku miał operowane.

Spotkanie rozpoczęło się bardzo wolno i przez pierwsze dwie minuty można było narzekać na wręcz senną atmosferę. Publikę ożywiła akcja Derricka, który najpierw kapitalnie zablokował Lowry’ego, a potem sam pognał do przodu i lewą ręką skończył layup po kontrataku. Ogólnie Rose zaczął wyśmienicie, bo zdobył 5 z 6 punktów drużyny, bo trafił jeszcze trójkę. To Raptors jednak prowadzili, bo lepiej walczyli na deskach i niezawodny był Scola – 3/3 FG. Bykom zaś zdarzały się takie błędy jak przestrzeleni layupa przez Butlera czy prosta strata Niko, gdy w kozłował sobie piłkę w nogę. Choć w połowie kwarty goście prowadzili 13-12, to minutę później Bulls wyszli na prowadzenie. Grali niewiarygodnie szybko, a piłka sekundę po zbiórce już była na połowie przeciwnika. Dla Toronto doskonale grał Luis Scola, który zaczął od 6/6 z gry. W kilku akcjach było sporo przypadku, lecz szczęście w pierwszej kwarcie było przy gościach i to w ich ręce lądowały przypadkowo odbite piłki. Na ostatnie 4 minuty w drużynie z Chicago wymienionych zostało 3 graczy, w ekipie gości pojawił się Valanciunas. Od razu też trzykrotnie pokazał się punktując nad bezradnym Gasolem. Dzięki postawie swoich podkoszowych, Litwin i Argentyńczyk mieli razem 9/9 za gry, i rzutom wolnym przyznanym w ostatniej sekundzie po faulu Brooksa, Raptors prowadzili po pierwszej kwarcie 32-23. Wynik kompletnie nie odzwierciedlał przebiegu gry. Goście mieli bowiem mnóstwo szczęścia i wpadało im niemal wszystko – 54%. Dla Chicago 7 punktów (3/3 FG) zdobył Rose, a 5 oczek i 3 bloki dokładał Gasol.

Od ładnej akcji Brooks-Portis rozpoczęła się druga połowa. Mimo okazji przez głupie pomysły rzutowe Bulls przez 2 minuty gry nie niwelowali strat. Dopiero dwie udane akcje 2+1 Brooksa zaczęły nakręcać grę w ich ofensywie. Po 4 minutach gry Raptors prowadzili tylko 3 oczkami. Dwoma udanymi akcjami w post up popisał się Bobby ‘Crazy eyes’ Portis, a rezerwowi Toronto nie trafiali swoich prób. 10 punktów Brooksa, które zdobył w 8 minut spędzonych na parkiecie, sprawiło że w 5 minucie kwarty, coach gości musiał brać czas, bo z przewagi jego ekipy został tylko jeden punkt. Po tym czasie dla Raptors, Hoiberg zdecydował się wystawić obok Aarona – Derricka Rose’a. Tymczasem weteran parkietów - Brooks szkolił Cory'ego Josepha i zaliczył trzecią z rzędu udaną akcję 2+1 w tej kwarcie. W połowie drugiej kwarty to Byki prowadziły 42-40. Od 7 minuty spotkania Bulls wrócili do prawie pierwszego składu. Z tym że jako SF grał Jimmy, a z boiska nie schodził fenomenalnie dysponowany Brooks. Raptors mimo gry Valanciunasa i Scoli nie dominowali już tak w pomalowanym, a Rose po powrocie na parkiet nadal utrzymywał poziom. Nie radził sobie za to Butler. Mimo kilku udanych zagrań w defensywie – nie istniał w ataku. Miał 1/5 z gry i 3 asysty – jako jedyny z grających powyżej 5 minut zawodników gospodarzy nie miał zbiórki. W końcówce kwarty komiczną zbiórką popisał się Scola, gdy nieatakowany przez przeciwnika wybił piłkę na aut po niecelnym rzucie Gasola. Niemniej jednak to goście lepiej zakończyli połowę i prowadzili po niej 52-49. Dla miejscowych 13 punktów zdobył Brooks, a 10 (oraz 3 asysty) dokładał Derrick. W obozie z Kanady po 13 punktów mieli Lowry i Scola. Chicago trafiali tylko 44% z gry. Rywale 48%. Nikomu nie siedziały trójki: Byki notowali 2/11, Raptors – 1/7.

Chociaż Bulls zaczęli połowę od cegły z dystansu, to chwilę później w obronie na drugim piętrze złapał blokiem rywala Mirotic, a Rose z premedytacją wymusił wolne. Po 3 minutach gry w tej części Toronto nadal nie zdobyli w niej punktów. W kolejnej jednak przełamali tę niemoc i trójka Lowry’ego powiększyła ich dorobek. Miejscowi natomiast nadal nie mogli popisać się celnym rzutem z gry. Choć po tym, jak udała się ta sztuka Gasolowi (akcja 2+1) i doprowadzili do remisu. Od razu stracili 5 punktów z rzędu. Celną trójką popisał się Carroll, a Pau nie zauważył wbiegającego do airballa DeRozana i pozwolił mu zebrać piłkę w ataku i bez problemu dobić spod kosza. Nadal nie sobą był Jimmy Butler, w którego grze próżno szukać było pozytywów. Rose też zgubił skuteczność i jego ostatnie 3 próby rzutów były nieskuteczne. Przez pierwszą połowę trzeciej kwarty więcej było rzutów wolnych niż rozegranych akcji. Jedynie sporadycznie celne trójki (w tym Derricka) ożywiały grę. W kolejnych minutach główną opcją ofensywną Bulls stał się Gasol, próbował coś dać od siebie też Jimmy, ale z marnym skutkiem. Wynik niemal cały czas oscylował wokół remisu, ze wskazaniem na gości. 11 z pierwszych 20 punktów Bulls w tej kwarcie zdobył Gasol, głównie rzutami z półdystansu. Po trójce Snella w ostatnie minucie kwarty, gospodarze w końcu wyszli na prowadzenie 75-73. Przed końcem kwarty jeszcze trójkę (swoją trzecią w meczu) dołożył DRose i Bulls prowadzili 78-73 po 36 minutach gry. 22 punkty i 7 zbiórek było dziełem Gasola, a 21 punktów dokładał Rose (7/15 FG). W ekipie Raptors 20 punktów zdobył Lowry (6/10 FG). Wciąż czekaliśmy na przebudzenie Butlera i Miroticia. Obaj mieli razem 3/13 z gry, w tym 0/7 za trzy. W tej części Chicago zdobyli 29 punktów, z czego 23 było autorstwa duetu Gasol, Rose.

Chociaż Chicago zaczęli ostatnią kwartę od dobrej obrony, to spektakularnie zmarnował, wydawałoby się prostą, akcję w kontrze Snell i dopiero Portis celnym jump shotem dostarczył pierwsze punkty w kwarcie. Chwilę później Gibson obsłużony przez Tonyego zapakował takiego dunka, że palce lizać. Po 150 sekundach gry Bulls prowadzili 10 punktami. Ogólnie drugi unit gospodarzy kontynuował dobrą grę. W piątej minucie kwarty popisali się sędziowie, którzy zamiast gwizdnąć flopowanie Lowry’ego odgwizdali faul Portisa. Powtórki były jednoznaczne i pokazały, że zawodnik Raptors oszukiwał. Sędziowie jednak nie spojrzeli na nie. W połowie kwarty Byki cały czas z duetem Portis-Gibson na boisku prowadzili dwucyfrową różnicą. Publikę rozgrzewały kolejne udane zagrania ich rookie, który miał 12 punktów i 9 zbiórek i tylko jedna dzieliła go od pierwszego w karierze double double. Nie wolno zapomnieć o Tonym Snellu, który w czwartej kwarcie wzbił się znów na poziom gry, na jakim zawsze chcielibyśmy go oglądać i wyglądał jak wyższa wersja Butlera. Toronto udało się zejść do 9 punktów straty na 150 sekund do końca regulaminowego czasu gry, ale wtedy znów z dystansu odpalił Snell. Na 2 minuty do końca meczu, Byki prowadziły 12 punktami. Goście szukali szczęścia w rzutach z dystansu i co najgorsze znajdywali je. Najpierw trafił Carroll, potem Lowry. W Bulls grał jednak Snell, który w samej 4 kwarcie zdobył 14 punktów. Na ostatnią minutę pojawił się pierwszy raz w 4Q, Derrick Rose. Na 40 sekund do końca ekipa z Wind City prowadziła 101-91. W końcówce jeszcze mieliśmy trochę nerwówki, ale ostatecznie rywale nie zbliżyli się do nich. Chicago obronili własny parkiet, wygrywając 104-97.

 

 

Plusy:

- Ławka rezerwowych – trzech graczy z łąwki Byków zdobyło 51 punktów. Każdy: Brooks, Snell, Portis miał w tym meczu swoje małe show i to oni są autorami wygranej.

- Indywidualne wyróżnienia dla Snella, który mimo, że dwa razy koncertowo zepsuł kontry to obudził się i w czwartej kwarcie był on fire – 22 punkty (4/5 za trzy), 7 zbiórek i blok.

- Rose i Gasol – przez pierwsze 3 kwarty to oni utrzymywali ofensywę Byków – razem zdobyli 42 punkty (15/30 FG) i rozdali 7 asyst i 4 bloki.

- Dobra defensywa Bulls – wręcz nie pamiętam by zdarzyły się jakieś większe błędy.

- 10 bloków – chicagowscy Hiszpanie zrobili sobie block party pod koszem. Czapy Rose’a i Miroticia

Minusy:

- Butler i Miortic – trafili tylko 3/13 FG i wyglądali na trochę nie w sosie. Zwłaszcza Niko sprawiał wrażenie przestraszonego.

- Sędziowie, ale tylko za niesprawdzenie powtórki z flopem Lowry’ego – jak mawiał Mariusz Pudzianowski – tak się nie robi.

- Rzuty wolne – jedynie Gasol (6/8) i Brooks (4/5) poprawili tę statystykę, która wynosiła 67%.

- Tak trochę na siłę – dużo pecha Byków w pierwszej połowie.

Komentarze (1)

  • Do Administratora -
    Dobrze skomentowane. Znakomicie sie to czyta. Wielkie dzieki. Panzer