Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls 111:118 Dallas Mavericks

Chicago Bulls zmęczeni ciężkim meczem z Oklahomą City Thunder nie dali rady w spotkaniu back to back ekipie Mavericks. Grę drużyny z wietrznego miasta ciągnął duet Rose – Mirotić, który w tym sezonie formą nas nie rozpieszczał. W końcu rozegrali wielki mecz, który miejmy nadzieję nie będzie ostatnim.

Pierwsza kwarta nie była udana dla chicagowskich byków. Podopieczni Freda Hoiberga mieli dość spory problem z grą w obronie, dlatego też Macs aż w dwóch kwartach przekraczali próg 30 zdobytych punktów w jednej kwarcie. Bulls bardzo dobrze weszli w mecz, bowiem po czterech minutach prowadzili 16:8. Ich przewaga szybko została zniwelowana poprzez dobrą grę Mavericks na obwodzie. Trójki były prawdziwą zmorą chicagowskiej ekipy, podobnie jak straty – Jimmy Butler w pierwszej ćwiartce stracił aż trzy piłki. Bulls przegrywali 33:26.

Drugą ćwiartkę otworzył Doug McDermott celnym rzutem za trzy, jednak Mavs bardzo szybko odpowiedzieli. Doug miał bardzo dobry moment, dlatego też rzucał za każdym razem gdy piłka wpadała w jego ręce. Dzięki niemu, jak i świetnej grze Miroticia Byki wyszły na 8 punktowe prowadzenie, co było naprawdę wielkim zdziwieniem, bowiem gra chicagowskiego kolektywu zostawiała wiele do życzenia. Końcówka jednak nie należała do udanych, bowiem Mavericks robili po byczej połowie co chcieli. Rzucali za trzy, dobijali rzuty spod kosza, co kończyło się akcjami 2+. Bulls prowadzili po pierwszej połowie 60:59.

Drużyna z Windy City grała bardzo prostą koszykówkę korzystając z dwójkowych akcji – niekończonych rzutami z obwodu, a bardziej z półdystansu. Żeby wygrać to spotkanie podopieczni Hoiberga potrzebowali kilku trójek, które albo nie wpadały, albo zawodnicy nie mieli wystarczająco dużo miejsca na oddanie takowego rzutu. W trzeciej części meczu Byki się szybko wyszalały, po czym przyszedł słabszy moment – na szczęście Mavs rzucili przez ten czas tylko 4 punkty. Gdy na parkiet w miejsce Gibsona pojawił się McDermott coś nagle ruszyło. Tercet Butler – Rose – Gasol zerwali się do ataku, a Byki prowadziły po trzeciej części meczu 90:89. Na ostatnią ćwiartkę paliwa jednak zabrakło.

Początek ostatniej kwary był bardzo wyrównany, punktował Brooks, a pierwszą zdobycz w tym meczu zanotował także Bobby Portis. W pewnym momencie lokomotywa zwana Dallas Mavericks zaczęła się rozpędzać, a byki wciąż poruszały się ruchem jednostajnym prostoliniowym. Grę Bulls trzymał cały czas duet Rose – Mirotić, jednak to było za mało. Słaba obrona, przeciętność w ataku spowodowane zmęczeniem po poprzednim spotkaniu zmusiły Bulls do kapitulacji i przegranej 118:111. Było to jednak bardzo dobre spotkanie, które po choć jednym dniu odpoczynku padłoby łupem drużyny z Wietrznego Miasta.

Po serii beznadziejnych spotkań w końcu mieliśmy okazję oglądać „przebudzenie mocy” Derricka Rose’a. Rozgrywający w końcu przestał forsować rzuty za trzy (oddał tylko jeden), a zaczął penetrację podkoszową, efektem czego była skuteczność 12/20 (najwyższa w tym sezonie). Rozgrywający zanotował 25 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty oraz zaledwie 3 straty. Był to zdecydowanie najlepszy mecz Rose’a w tym sezonie.

Aż 40 minut na parkiecie spędził Nikola Mirotić, który zdobył 23 punkty (6/10 z gry, 4/7 za trzy, 7/11 za jeden). Hiszpański byk zanotował także 7 zbiórek, 3 bloki oraz 2 przejęcia. W przeciągu tych 40 minut nie zanotował także ani jednej straty (jest pierwszym w tym sezonie zawodnikiem, któremu udało się zdobyć +20 punktów w 40 minut na parkiecie nie notując ani jednej straty). Miejmy nadzieję, że Threekola w końcu złapał formę.

Słaby mecz zagrał Jimmy Butler, po którym widać było zmęczenie meczem z Oklahomą, w którym to poprowadził Byki do ważnego zwycięstwa. Rzucający obrońca zanotował co prawda 17 punktów, ale jego skuteczność pozostawiała wiele do życzenia – 4/11 z gry, 2/5 za trzy. Butler zanotował 8 asyst, 5 zbiórek, ale też tyle samo strat.

Wciąż zauważalny jest brak wchodzącego z ławki Joakima Noaha. Bulls mają spory problem z ogarnięciem szyków obronnych, skąd też aż dwukrotnie stracili powyżej 30 punktów w jednej kwarcie. Brakuje także zbiórek ofensywnych, których dość sporą ilość oferował wysoki Francuz. Tercet Gibson – Mirotić – Gasol pozwolił rywalom na zebranie 16 piłek pod swoim koszem – za Noaha byłoby to niemożliwe.

Kolejny dobry mecz z ławki zanotował Doug McDermott, z którym to drużyna była aż 9 punktów na plus. Skrzydłowy zanotował 7 punktów (3/4 z gry, 1/2 za trzy) oraz jedno przejęcie. Dajcie mu pikę i niech rzuca – punkty gwarantowane.

Obserwuj autora na twitterze: @PJ_Jankowski

Komentarze (2)

  • Chcialem zapytac dlaczego zabraklo komentarza po meczu z "Thunder"?
    To jest chyba najlepszy moment na zyczenia Noworoczne. Wobec tego pozwole sobie pozdrowic wszystkich tworcow strony, administracje , autorow felietonow. I sympatykow Chicago Bulls. Przyjmijcie prosze najlepsze zyczenia na Nowy Rok 2016. Miejcie dobry czas, obfitujacy w sukcesy zarowno zawodowe jak i
    Zawodowe. Zycze wszystkim aby " nasza" druzyna dostarczala wszystkim jej zwolennikom i sympatykom samych radosnych przezyc. Panzer Chicago

  • Przepraszam. Mialo byc sukcesy zarowno zawodowe jak i zyciowe
    Panzer