Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - New York Knicks 91-107

Chicago Bulls New York Knicks

Po tym co działo się noc wcześniej, nie było wielkiem zaskoczeniem to, że Pau nie wsiadł w samolot do ‘Big Apple’ i został w Chicago. W pierwszej piątce zastąpił go, nie kto inny tylko, Joakim Noah. W związku z tym przed meczem usłyszeliśmy od trenera Hoiberga, że swoje minuty w warunkach meczowych dostanie też Bobby Portis i tak też się stał. Krótka przerwa okazała się za krótka i Bulls przedłużyli serię do dwóch kolejnych porażek.

Jakiś geniusz wymyślił, że Bulls zagrają w Madison Square Garden w brzydkich szarych strojach z rękawkami. Nie przeszkodziło im to wejść mocno w spotkanie i po 90 sekundach prowadzić 6-0. Przy uwijającym się jak w ukropie Noahu (5 punktów, 2 zbiórki i przechwyt w 3 minuty) szybko zwiększyli prowadzenie. Trener miejscowych - Derek Fischer - zmuszony był już po 192 sekundach meczu skorzystać z timeotu, bo przyjezdni prowadzili 12-2. Czas okazał się na tyle skuteczny, że zaraz po nim za trzy trafił Afflalo. Po 5 minutach gry i kolejnych trzech pudłach Byków zrobiło się 12-9 i to coach ekipy z Chitown skorzystał z przywileju zatrzymania gry na kilka minut. Joakim tymczasem, dzięki dwóm zbiórką w ataku został zawodnikiem z największą ilością zbiórek w ataku w historii organizacji z Chicago. Wyprzedził na tej pozycji Horace’a Granta. W połowie kwarty zszedł Derrick a jego miejsce zajął Kirk Hinrich, który wydawał się wcale nie gorszym matchupem na Jose Calderona. Po przerwie Bulls nadal poprawnie grali w obronie, a miejscowi zaprezentowali kilka fatalnych pudeł. M.in. rzut w dolną część tablicy z 4 metrów Melo, tudzież airball zza łuku Afflalo. Goście nie chcieli być gorsi i również Kirk popisał się skutecznym ominięciem, obręczy przy swoim rzucie. Bulls po tym, jak zaczęli mecz od 5/8 z gry, przy kolejnych 10 rzutach trafili tylko raz. Efektem był wynik 17-16 na 2 minuty do końca kwarty dla Knicks. Dzięki celnym trójkom graczy z Nowego Jorku (3/10) i widocznemu zmęczeniu Butlera, który grał całą kwartę, to gospodarze prowadzili po pierwszej części 25-18. 13 punktów zdobył Melo (6/9 FG), kryty przez Jimmy’ego. Dla Chicago 7 punktów (3/5 FG), 4 zbiórki i 2 asysty miał, grający pierwszy raz od dawna w s5, Noah.

Po dwóch zbiórkach w ataku trzecia próba rzutowa w pierwszej akcji drugiej kwarty, przyniosła gospodarzom trafienie. Od początku tej części był na boisku Portis. Bulls grali jednak kompletnie bez pomysłu i polotu. Nie mogli trafić do kosza, a szczególnie nie mógł zrobić tego Mirotic, który notował 1/5 z gry w tym czasie (0/3 za trzy). Niespecjalnie efektywnie wyglądało też połączenie na boisku Hinricha i Brooksa. Dlatego już po 4 minutach kwarty wrócił na parkiet DRose. Bobby natomiast zdobył swoje pierwsze punkty w tym spotkaniu w 6 minucie swojego pobytu na parkieci. Jako drużyna, Byki kompletnie nie mogli nic trafić z dystansu. Przegrywali już 22-34. Shoterzy z ławki (Hinrich, McDermott, Mirotic) mieli 0/6 za trzy. Od połowy kwarty goście znów grali pierwszą piątką. Skuteczność sięgnęła 34% i była o ponad 10% grosza od skuteczności rywali. Na 4 minuty do końca trzeciej kwarty Byki przegrywały 30-39. W zasadzie tylko Noah wyglądał, jakby zależało mu na wyniku: miał już 13 punktów i 6 zbiórek. Tyle punktów to w tym sezonie zalicza on w sumie w trzech meczach, a tutaj zrobił je w 14 minut gry. Dzięki zbiórkom w ataku Knicks jeszcze zwiększali swoją przewagę, a goście kolekcjonowali błędy w obronie. W końcówce kwarty wrócił jeszcze Bobby i miał kilka udanych zagrań. Chociaż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że robił sporo błędów przy zastawianiu deski. Po połowie meczu Knicks prowadzili 49-39. Obok Jo można wyróżnić chyba tylko wspomnianego Portisa z 4 punktami, 6 zbiórkami i 2 przechwytami w 7 minut na parkiecie. Dla Knicks 19 oczek zdobył Carmelo trafiając 9 z 14 prób. Obie drużyny dużo zbierały w ataku: 10-9 dla miejscowych, obie miały też po 8 strat.

W trzeciej kwarcie, piłka nadal buntowała się przeciwko wrzucanie jej do kosza przez graczy Chicago i naprawdę okrutnie Bulls musieli się starać, by ją tam w końcu wepchnąć. Przez to goście odskoczyli już na 14 punktową przewagę po 3 minutach gry w drugiej połowie. Najlepiej o tym jak nie słuchała gości piłka świadczy fakt, gdy po próbie dobitki Noaha zatrzymała się ona nad obręczą i tam została. Głównym punktującym Byków był Noah, który przed połową kwarty przekroczył barierę 20 punktów, po rzucie z półdystansu. Dla Knicks jednak trafiali regularnie Anthony i Afflalo, przez co wynik nie przestawał był niekorzystny dla Bulls. Tymczasem nie istnieli liderzy ekipy. Rose i Butler razem trafili tylko 5 z 19 prób. Gracze New York trafiali ponad 50% rzutów, a Byki (mimo poprawy) ledwie 38%. Wciąż nie trafiali trójek – 2/12. W obliczu sytuacji, że gospodarzom od początku trzeciej kwarty wpadało po prostu wszystko, niezależnie od obrony rywali czy stopnia trudności próby rzutowej, mecz wydawał się uciekać gościom. Ostatnie trzy minuty kwarty Chicago zagrali z Portisem na centrze i Miroticiem na czwórce. Bobby wyglądał tak dobrze, jak od niego oczekujemy – trafił nawet dwa razy za trzy. Bulls na za dużo pozwolili jednak Knicksom i przez to przegrywali przed ostatnią częścią 68-77. 12 punktów miał Portis. 27 punktów Melo dla Knicks, 21 punktów i 9 zbiórek miał za to Joakim Noah, który przerwał serię 95 kolejnych swoich spotkań, w których nie przełamał granicy 20 oczek.

Czwartą kwartę od 6-0 zaczęli gospodarze i tym samym jeszcze powiększyli przewagę. Dopiero w czwartej części na boisku pojawił się Moore. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że nie wróci już na boisko McDermott w tym meczu, ponieważ nabawił się kontuzji kolana. W 3 minucie ostatniej kwarty Knicks prowadzili 17 punktami. Gra przypominać zaczynała wewnętrzny trening, gdzie zaangażowanie w obronie było raczej średnie, a i każdy uważał, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Czuwali też nad tym bliscy gospodarzom sędziowie, trzeba bowiem wiedzieć, że w tym czasie większość punktów Knicks zdobywali z linii rzutów wolnych. Na 5 i pół minuty do końca czasu, Hoiberg też przyznał, że już po meczu i wpuścił do gry Bairstowa. Zaczął się ‘garbage time’. Jedyne warte uwagi zdarzenia to dozbieranie double double przez Portisa oraz dalsze kłopoty z grą Miroticia. Bulls 16 godzin po 4 dogrywkach z Pistons, przegrali ponownie w Nowym Jorku 91-107.

 

Plusy:

- W końcu więcej zagrał Portis. I to jak zagrał! 20 punktów, 11 zbiórek, 2 przechwyty. Naprawdę, Fred, musisz trzymać taki potencjał całe mecze na ławce? Ogólnie zaczynam mieć wrażenie, że Bulls po prostu muszą wymienić kogoś z piątki swoich podkoszowych, żeby ich rookie w końcu dostał należne minuty.

- W pojedynku rookie (Portis – Porzingis) zdecydowanie lepiej wyglądał gracz Chicago.

- Noah – w końcu zagrał w ataku – miał nawet celny rzut z półdystansu – 21 punktów (9/16 FG), 10 zbiórek (6 w ataku), 2 asysty i przechwyt. Wyglądał na prawie tak głodnego gry jak Portis.

- 18 zbiórek w ataku dla Chicago – 11 duetu Noah-Portis.

Minusy:

- Wszechobecne zmęczenie. Widać szczególnie było po Butlerze i Rose’ie. Niestety

z pozostałych graczy tylko Noah i Portis wyglądali na wypoczętych.

- Fatalny dzień rzutowy Miroticia. W meczu, którym jego postawa mogła dać zwycięstwo zawiódł na całej linii – 1/8 z gry, 4 faule i 3 straty.

- Słaba egzekucja – 39%. Piłka po prostu nie chciała wpadać Bulls do kosza, a Knicks momentami trafiali wszystko, mimo całkiem przyzwoitej obrony Byków.

- Kontuzja McDermotta. Doug zagrał tylko 10 minut po czym zszedł i okazało się, że ma jakiś uraz kolana.

- Kirk Hinrich grał za długo i przypomniał czemu tak hejtowaliśmy go za czasów Thibodeau.

- Jak to powiedział Butler – za słaba ręka Hoiberga do drużyny.

Komentarze (2)

  • Co gorsze u MCD to, że jest to ponoć to samo kolano co miał operowane rok temu.

  • Kurde szkoda MCD a już rozkrecał się Portis pokazał co potrafi