Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Memphis Grizzlies - Chicago Bulls 85-98

 Memphis Grizzlies Chciago Bulls

Bulls falują. Jeszcze tydzień temu przeklinaliśmy serię trzech porażek, które sprawiły, że Byki wylądowały na 8 miejscu w tabeli konferencji wschodniej. Dzisiaj gratulujemy im czwartego kolejnego zwycięstwa, które utrzymuje ich na drugiej pozycji w ciasnej jak paczka zapałek tabeli. Trójka bohaterów tego spotkania to (kolejność nieprzypadkowa) Butler, McDermott i Rose.

Już w pierwszej minucie spotkania Rose skutecznym wjazdem zapragnął zatrzeć wrażenie o jego bierności w grze, jakie odczuwaliśmy po poprzednim pojedynku. Zaczął naprawdę 'z grubej rury'. Z pierwszych 5 trafień gospodarzy aż 4 były efektem jego wysiłków. Wszystko w 4 minuty spotkania dało Bykom prowadzenie 10-6. W kolejnych akcjach uaktywnił się kolejny gracz chicagowskiego backcourtu – Butler. Dla ‘Miśków’ punktował głównie młodszy z braci Gasol. 12 z pierwszych 14 punktów ekipy z 'Wietrznego miasta' zdobył duet Rose-Butler, trafili przy tym 6 z 8 rzutów w 5 minut spotkania. Tej nocy wjazdy Rose’a przypominały to, co miał najlepsze do zaoferowania i każdy udany layup wywoływał aplauz publiczności. W 9 minut gry Chicago trafili 2/3 swoich prób, grając w ataku praktycznie tylko swoim obwodem. Noah, Gasol, Gibson zdobyli w tym czasie tylko 2 punkty – 1/3 FG. Miejscowi prowadzili też na deskach 9-5. Pau wyłączył w tym elemencie brata i miał 6 ‘desek’ przy braku takowych na koncie Marca. W obozie gości nadspodziewanie dobrze wyglądał Courtney Lee – miał w pierwszej części 13 punktów (6/7 FG), 4 zbiórki i 3 asysty. Ogólnie nie specjalnie widoczne było obrony obu zespołów stąd wysoki wynik – 30-26 dla Bulls po 12 minutach gry. W 3 minuty na parkiecie, 5 punktów zdobył Kirk. Chicago zakończyli ćwiartkę ze skutecznością 70% z gry! 19 punktów na 75% skuteczności dostarczył duet Rose-Butler.

 

Ustawieniem Brooks-Hinrich-McDermott-Mirotic-Noah, Chicago zaczęli drugą kwartę. W niespełna minutę Memphis nadrobili straty z pierwszej części. Taki unit Byków to raczej mało udany eksperyment – przez 90 sekund gry w tej części, jedyne co zrobili to trzykrotnie faulowali graczy rywali i chyba czterokrotnie spudłowali. Dopiero tryskający (jak zawsze) energią Doug zdobył pierwsze punkty w 2Q - akcja 2+1 po niemal 2 minutach gry. Chociaż gospodarze wrócili do punktowania – trójka Niko – to Hoiberg wrócił do Rose’a, którego wprowadził w czwartej minucie tej części. 2 minuty po jego wejściu, Bulls trzykrotnie trafili zza łuku i w okolicach połowy drugiej kwarty prowadzili 46-37. W międzyczasie dołączył do grających Jimmy i to on był autorem trzeciej trójki w tej serii trafień. W międzyczasie do małej przepychanki doszło między Nikolą Miroticiem a Greenem, ale sędziowie szybko zatrzymali dyskusje, przykładnie obdarzając każdego z graczy przewinieniem technicznym. Problemem Chicago były straty – w 20 minut spotkania zaliczyli ich aż 11. Goście to wykorzystali i zmniejszyli swoje straty punktowe do jednego punktu, a na 3 minuty do końca pierwszej połowy wyszli nawet na prowadzenie. Pomagali im trochę sędziowie, którzy nie widzieli w co najmniej trzech akcjach ewidentnych przewinień na graczach gospodarzy. Jednocześnie co rusz obdarowywali rzutami wolnymi gości. Po 24 minutach to Byki przegrywali 50-53. Nie grał w ataku w ogóle Pau – miał 0/2 z gry przez 15 minut swojej bytności na parkiecie.

 

Od punktów Taja Bulls zaczęli drugą połowę. Lee odpowiedział trójką dla gości. Pierwsze punkty w meczu w 3 minucie kwarty zdobył trafieniem z dalekiego półdystansu – Pau. Po kolejnej udanej akcji Gibsona był remis w czwartej minucie, a kontra Butlera wyprowadziła Byki na prowadzenie 58-56. Po czasie dla gości – znów więcej od siebie dawał Derrick. On i cała drużyna Bulls naprawdę pracowali w obronie i Grizzlies nie mogli znaleźć wolnych pozycji rzutowych. W połowie 3 kwarty po 4 punktach z rzędu Rose’a Byki prowadziły 8 punktami. Po 8 minutach gry znakomitej 3 kwarty w ich wykonaniu – prowadzili w niej 19-7 – znów grę ciągnął duet Rose-Butler – obydwaj mieli po 8/16 z gry. W kolejnych minutach gracze gospodarzy mieli sporo pecha, bo wykręciło im się kilka, wydawało się pewnych rzutów, ale nadal ostro pracowali w obronie i utrzymywali przewagę. Nie zrażał ich nawet wręcz karykaturalne zachowanie sędziów, którzy potrafili nie gwizdnąć faulu na Derricku, gdy ten podczas wjazdu pod kosz był ciągnięty za rękę. W samej trzeciej kwarcie Memphis mieli 9 strat – w pierwszej połowie tylko 3. W ostatnich sekundach tej kwarty za trzy trafił McDermott i miejscowi po 3 częściach prowadzili 74-66. 20 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty miał Jimmy Butler.


Chicago kontynuowali bardzo efektywną grę w obronie także w 4 kwarcie – już w pierwsze 2 minuty wymusili kolejne 3 straty rywali. Sami jednak nie trafiali do kosza i wynik nie ulegał zmianie. Dopiero trójka Douga przyniosła pierwsze punkty w tej części meczu. Sporo gwizdali w tym czasie sędziowie i często na linii Grizzlies zdobywali swoje punkty. Po 5 minutach gry w tej części i sporej liczbie trójek było 84-74 dla Byków. Stopniowo do gry Hoiberg wprowadzał też starterów. Przed połową kwarty na boisko wrócili Butler i Gasol. W międzyczasie Doug miał już 4/7 za trzy i 15 punktów na swoim koncie. Miśki wrócił zaś do gry na dwie wieże – Gasola i Randolpha. Trzeba oddać im, że grali zespołowo. Z 30 trafień (na tamtą chwilę) 25 było asystowanych. W międzyczasie twiter dziennikarzy z Chicago donosił, że Derrick pedałuje sobie na rowerku stacjonarnym, a potem powoli rozgrzewał się obok ławki. Dzięki temu do gry wrócił rozgrzany na pięć ostatnich minut. Od razu trafił floatera od deski. Na trzy minuty do końca regulaminowego czasu Byki prowadziły 9 punktami. Wykorzystywali fakt, że Memphis wręcz fatalnie rzucali wolne – drużynowo trafili tylko 13/24 FT, chociaż Chicago nie radzili sobie w tym elemencie o wiele lepiej – mieli 8/14 z linii. Bardzo mądrze Bulls grali przez kolejne minuty, nie forsując tempa i angażując większość sił w obronę. Na minutę przed końcem prowadzili 9 punktami, a 20 sekund później po kolejnej akcji duetu Rose-Butler nawet dwucyfrowo. Ten stan utrzymali do końca i zakończyli mecz notując czwartą wygraną z rzędu.

 

Plusy:
Obrona – To chyba nie Grizzlies są tak słabi, a raczej Byki zagrały w końcu świetne zawody w obronie. Goście nie mieli wolnych pozycji i naprawdę o każdy punkt musieli walczyć.

  • Rose-Butler – tak dysponowani stanowią jeden z najlepszych backcourtów w lidze. Zdobyli razem 43 punkt. W drugiej połowie trochę zgubili skuteczność, ale i tak mieli 19/41 – 46%.
  • Doug McDermott – już dzisiaj jestem w stanie zaryzykować teorię, że kiedyś będzie on liderem trójek w całej historii Chicago Bulls. Tej nocy miał 4/8 z dystansu i 17 punktów.
  • Kirk Hinrich – uwielbiam go w tej roli. Ledwie 10 minut na parkiecie, a miał 5 punktów, 2 asysty i zbiórkę.
  • Z pojedynku braci Gasol – lepszy okazuje się wciąż ten starszy. 10 punktów, 14 zbiórek Pau okazało się bardziej przydatne niż 8 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst Marca.
  • Joakim ‘brudna robota’ Noah – nie widać tego w statystykach, ale Jo jest w formie. Znów walczył jak lew z silnym jak tur Randolphem. Miał kilka udanych ruchów w obronie i sporo nieliczonych w statystykach ogólnych wygranych fizycznych pojedynków z rywalami na koncie.

Minusy:

  • 11 strat Bulls w pierwszej połowie.
  • Bardzo przeciętne wolne – 13/19, podciągnięte i tak w końcówce.
  • Nieskuteczny Aaron Brooks – 2/8 – znów oddawał nieprzemyślane rzuty. Jako jedyny Byk miał ujemną statystykę plus/minus (-4).
  • Snell nie potrafi zachować stabilności formy. W tym meczu był nieobecny.
  • Tylko 14 minut Miroticia i ledwie 2 rzuty – to wręcz niespotykane jak na niego statystyki.
  • #freeForPortis, nie grał Moore.

Komentarze (6)

  • "Poza nim cała drużyna naprawdę pracowała w obronie" - serio? Mike Conley czyli zawodnik, KTÓREGO krył Rose w tym meczu miał 3-14 FG z czego 1-8 za 3!!! i w meczu zdobył tylko 8pkt.

  • I tak właśnie Rose powinien grać

  • CiastonBull - spokojnie źle się wyraziłem, chodziło mi, że on i reszta pracowała w obronie. W tym meczu Derrick w obronie wyglądał swietnie :) Już poprawie :)

  • No! Bo już miałem szykować karabin :P

  • aha admin na początku zamiast "zapałek" jest "zapałem" :P normalnie bym to poprawił, ale pisze że jest zablokowane :P

  • Ok. Poprawione.