Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Philadelphia Sixers - Chicago Bulls 96-115

bulls sixers 12

Gibson po latach spędzonych w Chicago wydaje się, że w końcu faktycznie zasłużył na grę w wyjściowej pierwszej piątce. Od kilku meczów zastępuje w niej Miroticia i tak samo było w meczu przeciwko bezdyskusyjnie najgorszej drużyny NBA. Po nerwach w pierwszej połowie, w drugiej Byki zagrały tak jak powinny w tym pojedynku i bez zbędnych emocji sięgnęli po kolejne zwycięstwo.

Bulls spotkanie zaczęli bardzo słabo. W czterech pierwszych akcjach zanotowali: dwa pudła, faul ofensywny i stratę. Jako że Sixers to cieniasy to wynik ‘bezbramkowy’ oglądaliśmy przez niemal trzy minut gry. Tylko Gasol nie dostosował się poziomem do obecnych na boisku i jako jedyny odważył się zdobyć 4 punkty w czwartej minucie spotkania. Dla Sixers tym samym odpowiedział Okafor. Nie dorównywali mu koledzy – goście zaczęli mecz od 2/12 z gry. Chicago słabo zastawiali deskę i w połowie kwarty (wynik 6-6) trzykrotnie pozwolili młodym graczom z Filadelfii na zbiórkę w ofensywie. W 7 minucie znów swoją popisową akcję alley oop, zagrali Pau i Jimmy, od tego czasu Byki zaczęły też w defensywie podwajać Okafora. Od 9 minuty Hoiberg zdecydował się grać Hinrichem i McDermottem. Gra jednak wyglądała jak gryzienie sucharów przez szczerbatego. Punkty były zdobywane z mozołem w tempie żółwiowym. Jedynie akcje duetu Gasol-Butler były warte uwagi. Sixers punktowali z pojedynczych błędów w obronie gospodarzy i dobitek, dzięki czemu zdobywali w ogóle jakieś punkty. Na 90 sekund do końca kwarty wpuszczony na parkiet został Mirotic. Popisał się okropnym airballem i faulami w defensywie. Po 12 minutach słabego widowiska Byki prowadziły 24-19. Najlepszy na boisku był Jimmy Butler z 12 punktami (6/7 FG). Dużo zawdzięczał podaniom Gasola, który miał 7 pt, 4zb, 4as. Całość okrasił niecelnym rzutem z połowy jedną ręką Joakim Noah w ostatniej sekundzie.

Jako że Chicago kuleli w rzutach trzypunktowych po pierwszej kwarcie: 0/4, drugą postanowili się zrehabilitować. Dwie trójki już w pierwszej minucie trwania tej części trafili Doug i Threekola. Co z tego, kiedy proste błędy pozwoliły przeciwnikom na zdobycie w 120 sekund kwarty 7 punktów i zmniejszenie straty. W 3 minucie kwarty po tym, jak Okafor ośmieszył obronę Noaha i minął go jak słupek, to goście wyszli na prowadzenie 32-30, chociaż 90 sekund wcześniej przegrywali 9 punktami, jak łatwo się domyślić zrobili run 11-0. Czas dla trenera Hoibera trochę ożywił ofensywę Bullsów, ale obrona nadal kulała. Ponadto Grant urządził sobie 'block party' na zawodnikach gospodarzy. Chicago grali bez polotu i agresji, a o obecności Rose’a na parkiecie świadczyło tylko jego nazwisko w boxscore. Na drugą połowę kwarty wrócili Butler i Gasol, a ich bytowanie na parkiecie znacznie poprawiało jakość gry ofensywnej miejscowych. Nie poprawiali jednak obrony. Sixers w 9 minucie tej części mieli już 4 celne trójki i 6 ofensywnych zbiórek. 16 punktów miał dla nich Okafor, ale i 12 oczek dokładał, ‘kryty’ przez Derricka Tony Wroten (4/5 FG). Ostatecznie Bulls grający kompletnie bez chęci (poza Jimmym) przegrywali 51-56 po pierwszej połowie. 19 punktów miał Butler, a Gasol notował 9 punktów, 6 asyst i 5 zbiórek – reszta pełniła funkcję statystyków – na czele z Derrickiem ‘nie chce mi się’ Rose’em – miał rozegrane 17 minut – 0 punktów (0/1 FG), 1 zbiórkę, 3 asysty i stratę. Goście tej części zdobyli 37 punktów trafiając na 64% skuteczności.

Po dziwnie wyglądającym początku drugiej połowy dość niespodziewanie za trzy trafił Snell. Za chwile swój bank shot z 45 stopni rzucił Rose (pierwsze punkty w meczu) i był remis po 56. Dla rywali pierwsze trafienie zaliczył w 3 minucie kwarty Okafor. Bulls trochę lepiej niż wcześniej zbierali – sporo w tym zasługi Snella, który czyścił obie deski. Dodatkowo miał piękny przechwyt i dużo dobrej obrony. Sixers częściej też uciekali się do fauli i Bulls większość punktów przez pierwsze 5 minut tej kwarty zdobyli z linii rzutów wolnych. W połowie ćwiartki wynik brzmiał 66-62 dla Bulls. Snell miał minutę później 11 punktów, 6 zbiórek i 2 przechwyty i to on dominował w tym spotkaniu. Wśród Sixers wyróżniał się Covington, który miał więcej miejsca, ponieważ Byki częściej zaczęli utrudniać życie Okaforowi przez podwajanie go. W końcowych minutach tej części na boisku pojawili się Kirk i Joakim. Efektownym wsadem popisał się Taj Gibson. Tony Snell natomiast nie zwalniał tempa – kwarta należała do niego. Jego kolejna udana akcja 2+1 dała gospodarzom prowadzenie 80-68, a jemu 14 punkt na 2 minut do końca trzeciej części. Nawet Kirk Hinrich dołożył celną trójkę i Byki skonstruowały run 14-0 do końca tej części. Obok Snella na uwagę zasługiwała gra Noaha, który miał już 10 zbiórek i 4 asysty w 14 minut spędzonych na parkiecie. Derrick minimalnie się uaktywnił, bo trafił 2 rzuty i miał 2/3 FG z gry.

Run do 17 punktów z rzędu podwyższył Nikola Mirotic w pierwszej akcji ostatniej części (kolejna trójka). Bulls prowadzili wówczas 20 punktami, jednak dzięki celnemu rzutowi wolnemu goście w końcu przełamali impas. Nadal jednak nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy Philadelphia ostatni raz trafiła z gry. Po 90 sekundach rzucania w tej części i czwartej trójce Niko było 93-69 dla miejscowych. Chicago drugim garniturem graczy grali koncertowo – McDermott bawił się w centra, zaliczając piękny rzut hakiem. A w jednej z akcji trzykrotnie zbierał piłkę pod koszem przeciwnika, aż w końcu trafił. Dopiero w 5 minucie kwarty Sixers pierwszy raz od wieków trafili z gry. Uczynili do trzykrotnie i zmniejszyli stratę do 22 punktów. Po runie 26-1 Byków, oni zrobili run 10-0. Bulls opamiętali się po dwóch minutach snu. Sto punktów przełamali, gdy Nikola trafił piąty raz z dystansu (5/7 za trzy). Na zegarze pozostawało jeszcze 5 minut spotkania, a goście dopiero co odrobili 10 punktów. Na nieco ponad 4 minuty do końca meczu na parkiet wybiegł upragniony przez wszystkich Bobby Portis. W pierwszej swojej akcji wymusił faul i trafił jednego z dwóch wolnych. Jego wejście okraszone zostało wielką owacją publiczności, a pudło z półdystansu wielkim jękiem zawodu. Portis szybko się jednak zrehabilitował i trafił rzut hakiem z prawej strony obręczy. W końcówce zagrał też Bairstow, ale to nie wzbudziło niczyich emocji. Przed końcem spotkania Bobby jeszcze dwa razy trafił z półdystansu, a mecz skończył się wynikiem 115-96 dla Bulls.

 

Plusy:

  • Pierwsza połowa Butlera  i druga Snella. Odniosłem wrażenie, że panowie zamienili się strojami i naglę Tony zagrał jako Butler miał to w zwyczaju.

  • Spokój i opanowanie Gasola - wszedł na pewien poziom, który konsekwentnie utrzymuje - statystyki nie są jakieś wspaniałe, bo nie grał praktycznie przez ostatnie 18 minut meczu. Kapitalnie współpracował z Butlerem.

  • Niko - chyba wciąż najlepszy jest z ławki. Super dyspozycja strzelecka - ⅝ za trzy i 17 zdobytych punktów w 18 minut na boisku.

  • Ostatecznie wygrana zbiórka, wysoko bo 53-36.

  • Waleczny Jo Noah - 15 zbiórek i 8 asyst oraz 2 bloki. W ataku - jak zwykle 2/7.

  • 265 sekund Portisa - 7 punktów (¾ FG) i zbiórka oraz żywiołowa reakcja fanów.

  • Niespodziewane +23 Kirka Hinricha (najwyższej w drużynie).

 

Minusy:

  • Nieobecny Rose. Podobno był chory w tym meczu. Nie rozumiem, więc po co grał - przeprowadzać piłkę przez połowę równie dobrze mogli Hinrich, Brooks albo Moore.
  • Fatalna druga kwarta i pozwolenie Sixers na rozegranie najlepszej kwarty (chyba) w tym sezonie, gdzie zdobyli 37 punktów na 64% skuteczności.
  • Czapy od Granta na zawodnikach Chicago. Podkoszowy Sixers zebrał ich 5, kilkukrotnie bardzo efektownie.
  • Nie ma co za bardzo chwalić zespół za mecz z takimi cieniasami jakim są w tym momencie Sixers.
  •  Brak zaangażowania Byków w pierwszej połowie.

Komentarze (6)

  • "na czele z Derrickiem ‘nie chce mi się’ Rose’em" - admin taka mała uwaga. Hoiberg przyznał po meczu, że Derrick był chory. Spytał się go czy chce grać po 1 połowie i odpowiedział, że tak ponieważ chciał pomóc drużynie, więc z "nie chce mi się" trochę przesadziłeś ;)

  • Chicago Bulls Fred Hoiberg said Derrick Rose was sick tonight. Hoiberg: "We asked him at halftime if he wanted to get rest. But he said he wanted to continue to play for his guys."

    Hoiberg said Rose is sick. That's why he attempted just 3 shots and played so low energy.

  • Ciaston widziałem ten art i tym bardziej uważam, że w takim razie nie powinien grać. Co to za wyczyn, że spina się i stoi z boku na boisku w pojedynku z najsłabszą drużyną ligi. Rozumiem jakby faktycznie walczył i robił różnicę, tak tylko zabierał czas gry pozostałym, a sam nic do gry nie wnosił.

  • Admin mam takie same zdanie w tym meczu na temat Rose

  • Co nie oznacza, że mu się nie chciało o tylko o to mi chodziło :)

  • Rose chciał być jak Mike , który rzucił 38pkt podczas "flu game" .Niestety to nie ten sam kaliber zawodnika ;).