Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls 83:80 Los Angeles Clippers

Chicago Bulls w końcu przerwali złą serię i po bardzo dobrym, wyrównanym meczu okazali się lepsi od Los Angeles Clippers. Liderem drużyny z Wietrznego Miasta okazał się Pau Gasol, a na parkiet w końcu powrócił Aaron Brooks.

W mecz zdecydowanie lepiej weszli Los Angeles Clippers, głównie za sprawą świetnie dysponowanego Blake’a Griffina, który w nieco ponad trzy minuty rzucił aż osiem punktów. Trzeba przyznać, że poprawił swój rzut z półdystansu, jak i z obwodu. Taj Gibson miał problem z upilnowaniem go. Duet Gasol-Butler trzymał się jednak blisko uciekającego peletonu i nie dopuścił do szybkiego runu Clippers. Po rzucie Mbah a Moute przyjezdni prowadzili siedmioma punktami, jednak byki szybko swą stratę zredukowały. Bulls po pierwszej ćwiartce przegrywali 24:23, co było efektem celnych trójek Hinricha i Gasola.

W drugą ćwiartkę zdecydowanie lepiej weszła drużyna gospodarzy, który za sprawą trójek Brooksa i Miroticia uciekli rywalom na siedem punktów. Wracający do gry po kontuzji rozgrywający grał naprawdę dobry basket, było widać, że tęsknił za koszykówką. Mimo bardzo wyrównanej gry, to Bulls zdecydowanie prowadzili. Jedynym zagrożeniem ze strony zespołu z miasta aniołów byli Deandre Jordan i Chris Paul, którzy i tak mieli problem z dobrą defensywą Bulls. Na pochwałę zasługiwała gra Pau Gasola, który w pierwszej połowie na swoim koncie zapisał aż 16 punktów. Drugim strzelcem byczej ekipy był Jimmy Butler z dziewięcioma punktami na koncie. Dzięki dobrej grze tych dwóch zawodników Byki prowadziły 44-35.

Derrick Rose pierwszej połowy nie mógł zapisać do udanych. Mogłoby się zdawać, że odczuwał skutki przegranego starcia z Celtics. W drugiej części meczu się jednak zrehabilitował, a być może jest to zasługa tego, że… zapomniał wziąć maski! Rozgrywający drużyny z Wietrznego Miasta całą drugą połowę rozgrywał z gołą twarzą i śmiało można przyznać, że spisywał się o niebo lepiej.

W drugą połowę podopieczni Freda Hoiberga weszli wręcz wyśmienicie. Swoje pierwsze punkty w meczu zdobył wcześniej wspomniany Rose, a Gibson znów kręcił rywali swoimi świetnymi ruchami w post. Gdy Pau Gasol trafił swoją druga trójkę w meczu przewaga wzrosła do 16 punktów. Znów wszystko wskazywało na to, że mecz bez problemu rozstrzygnie się na korzyść Byków, jednak ci nie potrafią w tym sezonie dobić swoich rywali. Właśnie dlatego skończyło się na tylko 3 punktowej wygranej – i tak mocno wymęczonej. Spore problemy ze skutecznością miał Jimmy Butler, co również przyczyniło się do uszczuplenia prowadzenia. W międzyczasie niesportowym zagraniem „popisał się” Blake Griffin.

Po nieskutecznej końcówce trzeciej ćwiartki przewaga drużyny z Windy City uszczuplała do dziesięciu punktów. Po tej części meczu utrzymywał się wynik 64-54.

W ostatniej ćwiartce mieliśmy okazję obserwować wręcz koncertową grę Derricka Rose’a, który swoimi floaterami od tablicy katował rywali. Zrobił to już na początku kwarty, jednak Clippers skutecznie odpowiedzieli trójkami Riversa, Johnsona i dwoma Smitha – przewaga oficjalnie przestała istnieć.  Na szczęście byków forma Clippers na chwilę opadła, dzięki czemu Butler miał okazję trafić z półdystansu. W takich momentach jak ten poznaje się prawdziwych liderów. Trzeba śmiało przyznać, że postawa Rose’a i Gasola w czwartej kwarcie była co najmniej zadowalająca. W tak trudnym momencie odważyli się oddać rzuty za trzy – co najważniejsze, były one celne. Clippers jednak odpowiedzieli tym samym. Końcówka należała jednak do Rose’a, który rzucał punkt za punktem. Johnson trafił na 30 sekund przed końcem za trzy, co dawało wynik 83:80 dla Bulls. Było nerwowo, Butler nie trafił rzutu na 6 sekund przed końcem, jednak Chris Paul swoim rzutem na sekundę przed końcem nie doprowadził do dogrywki.

Spostrzeżenia wkrótce...

Obserwuj autora na twitterze: @PJ_Jankowski

Komentarze

  • Brak komentarzy