Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Denver Nuggets - Chicago Bulls 90-99

Denver Nuggets Chicago Bulls

Z nocy ze środy na czwartek czekało Bulls spotkanie z gatunku 'must win'. Chicago tradycyjnie męczyli się w nim i pozwolili przeciwnikowi mieć do końca nadzieję, by w końcówce meczu zadać decydujący cios i pozbawił Nuggets złudzeń. Do gry wrócił Aaron Brooks. Z powodu urazu wyleciał Nikola Mirotic już na początku pierwszej kwarty. Dominował tym razem Gasol, który mimo wieku jest w najwyższej formie spośród całej ekipy Hoiberga.

 

Od dwóch celnych trafień spotkanie zaczął Pau Gasol. Odpowiedział nieupilnowany przez Miroticia, Jokić. Threekola nie pozostał mu dłużny, bo za chwilę on celnie przymierzył zza łuku z rogu. Po 3 minutach goście prowadzili 9-7, a Snell znów nie trafił wsadu. W początkowej fazie spotkania kompletnie niewidoczny w ataku był Jimmy Butler, który dość standardowo zachowywał swoje talenty na później. Zupełnie odmiennie Pau, który podczas pierwszego timeotu mógł pochwalić się 100% skutecznością i 6 punktami. W 4 minuty gry przy 5 trafieniach Bulls zanotowali 5 asyst. W 5 minucie po wejściu pod kosz Mudiaya, boisko opuścił Niko - zarobił bowiem solidnego łokcia wprost w twarz. W pośpiechu musiał do gry wbiec Noah. Słabo w ataku wyglądali Rose i Butler, którzy mieli na swoim koncie bardzo niecelne próby spod kosza. Mimo ślimakowatego tempa gra toczyła się punkt za punkt przez większość czasu gry. W 7 minucie po czterech spotkania absencji wrócił na parkiet Aaron Brooks. Bez szału. Jedynie na postawę Gasola nie mogliśmy narzekać. W 9 minut spotkania zdobył on 12 z 19 punktów całej drużyny, trafiając wszystkie 6 prób. Gospodarze słabo rzucali z dystansu – 1/6. Po stronie Denver zagrożeniem był młody Jokić, który zdobył w tym czasie 7 punktów. Drugą przerwę dla gości w 10 minucie spotkania wywołał Noah, po tym, jak bardzo efektownie dobił niecelny rzut McDermotta. Ogólnie center Byków znów wyglądał dobrze i walczył na tablicach tak, jak od niego oczekujemy. Byki przy dość spokojnym przebiegu kwarty zakończyły ją, prowadząc 28-21. 12 punktów (6/8 FG), 5 zbiórek i 2 bloki w te 10 minut uzbierał Pau. Odpowiednio 7-3-1 dla rywali miał Nikola Jokic.

 

Druga kwarta jakoś nie spowodowała zwiększenia tempa spotkania. Chicago zaczęli od trafienia z półdystansu Gibsona. Taj wspólnie z Jo dobrze spisywali się w obronie. Nuggets jednak utrzymywali skuteczność z półdystansu i nie pozwalali miejscowym na zwiększenie przewagi. Rose przestrzelał layupy, ale i pozostałym kolegom zdarzało się oddać kilka airballi. Bardzo energetyczne wejście miał Doug, który trafił dwa efektowne rzuty. Podporą był też Taj – świetnie grał na deskach. Był prawdziwym fighterem – siadał odpocząć na ławce z 6 punktami i 5 zbiórkami, które wygarnął w 8 minut spędzonych na parkiecie. Byki po 8 minutach gry w tej części prowadziły 12 punktami. Jednak w końcówce zgubili skuteczność. Butler trafił tylko 2 na 6 z gry, a Rose – 3/9. Ostatecznie Bulls trafiający tylko 43% z gry uzbierali w 20 minut – 51 punktów. Przeciwnicy 46. Nadal najskuteczniejszy był Pau z 12 oczkami, do których dokładał 7 zbiórek. 8 punktów z ławki dołożył McDermott. Dobrze prezentowali się też pozostali podkoszowi Byków: Gibson – 6 punktów, 5 zbiórek i Noah – 6 punktów, 4 zbiórki, 2 bloki. Przez całą pierwszą połowę gospodarze na swoje kosze trafili tylko 1 z 7 rzutów z dystansu. 10 punktów dla gości miał Faried. Nuggets mieli też aż 16 asyst przy 19 trafieniach.

 

Fakt, że na boisko na początku trzeciej kwarty wyszedł Noah, niepokojąco świadczył, że uraz Niko był poważniejszy niż się początkowo wydawało. Nuggets zaczęli tę część z animuszem. Po ponad 2 minutach gry zmniejszyli straty do jednego punktu. Potrzebowali do tego poświęcenia – jeden z ich graczy wpadł w laptopy komentatorów, kompletnie jeden z nich dewastując. Dla Byków w tym czasie o 100% dorobek trójek powiększył Snell. Po słabszym początku Bulls z każdą chwilą wracali do swojej pewności. Wyższy bieg włączył Butler – znów łatwo dostając się na linię, skąd rzadko się myli. Denver mogli liczył na Galinariego, który włączył się do gry – miał 9 punktów w połowie tej części. W 6 minucie bardzo efektownym wsadem popisał się Manimal Faried i jego drużyna cały czas utrzymywało się w bezpośredniej bliskości punktowej do Bulls. Miejscowym spadła bowiem skuteczność i obok fatalnego w tym elemencie Derricka (3/12 FG) mieliśmy pojedyncze niecelne próby pozostałych zawodników. Butler w 9 minucie tej części notował 2/8 z gry. Po trafieniu Darrella Arthura, Denver wyszli na prowadzenie. Drużyna z 'Wietrznego miasta' co prawda w tej części już lepiej radziła sobie z trójkami (mieli na 120 sekund do jej końca – 4/11 za trzy), ale pudłowali ochoczo spod kosza. Ostatecznie po 36 minutach ślamazarnego przemieszczania się obu ekip od kosza do kosza mieliśmy wynik 72-68 dla przyjezdnych. Butler i Rose zbudowali cegłodrom ze skutecznością – 6/23 FG. Cała drużyna trafiała tylko 39%, Denver 43%. Gasol przez dwie kwarty powiększył swój dorobek tylko o 2 punkty. Po tym, jak miał 6/8 FG, w dwóch kolejnych trafił tylko 1/5 z gry. Przez całą trzecią ćwiartkę Chicago zdobyli tylko 17 punktów.

 

Bulls w pierwszej minucie czwarteh kwarty trzy razy stracili piłkę. Dobrą rzeczą na początku rozstrzygającej odsłony był czwarty blok Gasola i skuteczna trójka Moore’a po kapitalnym pump fake’u. Bulls trafiali już częściej w tej odsłonie, ale rywale skutecznie wymuszali ich faule. Zwłaszcza Gibson dawał się seryjnie nabierać i w 4 minuty kwarty wyłapał 3 faule na swoje konto. Poza nimi wyłapał też pięknie podanie nad kosz od Gasola. Punkty Pau i Douga w 5 minucie kwarty w końcu wyprowadziły Byki na prowadzenie. Kapitalnie w defensywie przeciw Lauvergne grał Gasol wprowadzając przeciwnika w kompleksy – 3/13 zawodnika Denver. Fatalnie rzucał nadal Rose – 3/15 FG, ale większym problemem było to, że w ogóle na oddawał rzuty, zamiast podawać do lepiej ustawionych partnerów. Hiszpan jednak kontynuował swoje 'shot party' i za jego sprawą na 4 minuty do końca Bulls prowadzili 6 punktami. Pomocną dłoń do Byków wyciągał też Faried, który dwukrotnie nieprzepisowo stawiał zasłony w ataku. Nuggets grali na tyle nieporadnie, że płazem uchodziły Chicago kolejne niecelne próby Derricka – 3/17, którymi sabotował ofensywę swojej drużyny. Bulls na minutę do końca spotkania prowadzili 96-87. Profesurę potwierdzał Gasol z 24 punktami, 16zbiórkami, 4 blokami i 3 asystami w tym spotkaniu. Ostatecznie Byki utrzymały prowadzenie z (nie oszukujmy się) bardzo słabymi Nuggets i wygrali 99-90.

 

 

Plusy:

  • Profesor nadzwyczajny koszykówki Pau Gasol - 26 punktów (12/19 FG), 19 zbiórek, 4 bloki, 3 asysty. Kapitalnie rozkładał siły w spotkania, uaktywniając się, gdy był potrzebny. Wprawił w kompleksy podkoszowych rywali. Do tego +18, gdy był na boisku.

  • Noah i Gibson - obaj zagrali bardzo solidnie. Mieli po 11 zbiórek, Jo dołożył 4 bloki. Przy niemrawych podkoszowych rywali wyglądali świetnie.

  • Zbiórka wygrana przekonująco: 62-49, w końcu była walka na deskach w ataku - 15 ofensywnych ‘desek’.

  • Obronę w tym spotkaniu oceniam jako dobrą. 10 bloków to jakby jej uwieńczenie. Tylko 39% Denver z gry i jedynie 17 fauli Byków. Duży wpływ miały na to duże minuty Joakima i Taja.

  • Bardzo fajny występ Douga. Znów była energia i szybko oddawane rzuty oraz wola walki. Efekt to 11 punktów (5/9 FG) i kilka naprawdę przednich zagrań

Minusy:

  • Derrick ‘Brick’ Rose - siłował rzuty, kiedy zdecydowanie nie powinien tego robić. Efektem 3/17 i tylko dzięki jego popisom Nuggets niemal do końca byli w meczu. Mimo to statystycznie nie wyglądał tak źle - 12 punktów, 9 asyst.

  • Słabo rzutowo wyglądał też Butler (5/16 FG), Brooks (0/3) i Moore (1/4). Całą drużyna Byków trafiała tylko 40%.

  • Bulls w całym meczu przechwycili tylko 3 piłki robiąc przy tym 14 strat.

  • Kontuzja Nikoli, podobno miał wstrząs.

  • Znowu nie wszedł do gry Bobby Portis.

Komentarze

  • Brak komentarzy