Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Indiana Pacers 92-104

chicago bulls indiana pacers

Może zauważyliście, ale ostatnio Chicago grają bardzo rzadko. W ciągu ostatnich 2 tygodni zagrali może 4 mecze. Najwidocznie nie wpływa to pozytywnie na utrzymanie formy. Pojedynek z Indianą dość jednoznacznie pokazał, że Chicago brakuje ogrania i indolencja rzutowa sprawiła iż nie mieli prawa wygrać tego pojedynku.

W obozie Chicago spotkanie z Pacers najefektywniej zaczęli Hiszpanie. W pierwsze dwie minuty Pau zdobył 3 punkty, a Niko zaliczył dwie zbiórki, w tym jedną bardzo efektowną w ataku. Choć Byki na początku wyglądali znacznie lepiej od rywali i prowadzili już 7-4, to zdarzyły się im kretyńskie straty i błędy na poziomie przedszkola. Gasol zostawił kompletnie niekrytego Mahinmi’ego pod koszem zastawiając powietrze, a Derrick sprzedał cegłę w obręcz. Po runie 9-0 przeciwników Hoiberg musiał wziąć czas w czwartej minucie meczu. Niestety minutę później po kolejnych stratach było 9-19. W 7 minucie swój pierwszy rzut trafił Snell, który w ten sposób okrasił swoje paskudny dotychczasowy występ – 1/5 FG i strata, nie mówiąc o błędach w obronie. Trzech najgorszych: Rose, Snell i Gasol wyleciało na ławkę po 7 i pół minutach gry. Pacers prowadzenie przez duet Miles-George (po 9 punktów) prowadzili już nawet 12 punktami w pierwszej kwarcie (26-14). Dobrze w spotkanie w 10 minucie wszedł Taj, który kilkanaście sekund po wejściu trafił z półdystansu. Nie można powiedzieć tego o Noahu, którego próba z półdystansu była jedną z najgorszych, jakie widziałem w życiu. Byki przegrały pierwszą wartę 18 do 30. 14 punktów przeciwnicy zdobyli z akcji poprzedzonych stratami Bulls, których goście mieli aż 7. 18 punktów zdobyli Miles i George. Goście trafili 35% prób, gospodarze 48%. 13 ich rzutów wpadło do kosza, a tylko 7 przyjezdnych.

Na początek kolejnej części Gibson zaliczył faul w ataku. Hoiberg desygnował do gry piątkę Rose-Moore-McDermott-Gibson-Noah. Chicago nie trafiali z czystych pozycji, Derrick wyglądał jak ułomny z jego pudłami. Wynik zmienił się dopiero w 3 minucie drugiej kwarty, za sprawą trafienia centra rywali. Dla Byków dopiero Gibson pozwolił przełamać barierę 20 oczek w meczu. Bulls przy czasie dla przeciwnika notowali ‘efektowne’ 1/8 za trzy po 16 minutach trwania spotkania. Pacers grali bardzo agresywnie w obronie i Chicago nie mogli sobie poradzić z ich dobrą postawą. Dodatkowo całkowicie dali się zdominować (ZNOWU) na deskach. Ciężko być zaskoczonym, że w związku z tym w połowie kwarty gospodarze prowadzili 41-24. Strasznie irytujące było to, w jaki sposób Bulls dopuszczali do zbiórek w ataku Pacers. Często nie był to wynik walki o piłkę, lecz kompletne pozostawienie rywala swobodnego pod koszem (vide Rose, Gasol). Trójki Niko i Kirka (obaj po dwie) to jedne z tych dobrych rzeczy, które udawały się Bulls w drugiej połowy trzeciej kwarty. Wcale nie wybitni podkoszowi gospodarzy udowadniali Pau, jak słabym obrońcą jest. Z błędów, które Hiszpanowi udało się zrobić w pierwszej połowie meczu, spokojnie można by stworzyć top 10. Tak źle grał w defensywie, w ataku niewiele lepiej. Ostatecznie po 24 minutach gry było ‘tylko’ 51 do 42 dla miejscowych. Dobrą grę potwierdził blokiem na próbującym rzucać w ostatniej sekundzie Ellisie – Nikola Mirotic. Chicagowski PF miał 12 punktów, 5 zbiórek, asystę i blok. Bulls bardzo słabo rzucali – 36%, Rose (1/7), Butler (1/5), Snell (1/5) zdecydowani wyglądali w tej części gorzej niż powinni. Dla Pacers robotę robił głównie CJ Miles, który miał 16 punktów (6/10 FG, 3/6 za trzy). Byki przegrywały w punktach z pomalowanego aż 28-18.

Od łatwych punktów Indiana zaczęła drugą połowę, Bulls nadal nie trafiali – szczególnie 'brylowali' w tym Gasol i Rose, który nie dobił nawet celnie spod kosza. Dodatkowo sędziowie darowali gospodarzom trzy rzuty wolne, po tym, jak wymyślili, że Mirotic dotknął rzucającego George – g* prawda – 100 powtórek to pokazało. W 3 minucie trzeciej kwarty efektownie zablokowal lidera Pacers – Jimmy Butler, a chwilę później to samo z Milesem zrobił Rose. Chicago po 5 minutach gry, tylko dzięki postawie w ataku Miroticia przegrywali 8 punktami. Panowie Rose i Gasol niszczyli grę ofensywną swojej drużyny – mieli razem 4/18 FG. Za to sędziowie coraz chętniej gwizdali faule Byków. Hitem było odgwizdanie w 6 minucie kwarty ‘kroków’ Gasola, po tym, jak ten zebrał swój niecelny rzut spod kosza. Mimo że Bulls znacznie poprawili obronę i mieli multum okazji, by zmniejszyć przewagę to nie trafiali spod kosza lub robili mega głupie straty (jak podanie Butlera w trybuny przy kontrze). Przez to cały czas przewaga miejscowych oscylowała wokół dwucyfrowej. Nie pomagały nawet kolejne trafienia Nikoli, który na 3 minuty przed końcem 3 części miał 22 oczka (8/13 FG). Dla Pacers w tym czasie 16 punktów było dziełem George, który zrobił to przy 16 rzutach. Dzięki lepszej zbiórce (wszedł Noah i Moore) i obronie Chicago bardzo ograniczyli poczynania w ataku przeciwników w końcówce kwarty i udało się im przełamać chwilowy impas. Podeszli na 4 punkty na 100 sekund do końca tej części. Niestety w kolejnych akcjach (zszedł Niko) nie popisali się rzutowo i Pacers zdobyli łatwe punkty z kontr. Po 3 kwartach było 72-63 dla miejscowych. 23 punkty i 7 zbiórek miał Nikola Mirotic. 8 dokładał równie nieskuteczny co reszta Butler (1/6 FG). 18 punktów miał George, 16 i 4 faule Miles.

Od 4-0 gospodarze zaczęli kolejną kwartę. Derrick kontynuował swoje popisy i pomógł Pacers przy jednej z akcji, podając piłkę przeciwnikom do rąk, czym skutecznie uruchomił im kontrę – niestety nikt mu za to nie podziękował. Dopiero Butler celną trójką odpowiedział rywalom w tej części. Chwilę później zza łuku trafili Rose i Hinrich, a po stronie Pacers Stuckey i George i został zachowany status quo. Po 4 minutach gry było wciąż 10 punktów straty Bulls. Nie zmieniało się to za bardzo i w połowie kwarty nadal gospodarze tak wysoko prowadzili. Dodatkowo mogli liczyć na przychylność sędziów. Każda sporna sytuacja była dla nich – na kilku powtórkach widać było jak wybite przez nich piłki były im oddawane. Jednocześnie nie dostał ’technika’ ich ulubieniec – Paul George, który dość dobitnie wyraził frustrację z jednej z ich decyzji. Niestety liga wciąż dzieli się na równych i równiejszych. Przy przegrywaniu -14 Bulls zaczęli stosować taktykę hack a Mahinmi, która polegała na przerywaniu akcji rywali przez faulowanie ich centra. Mahinmi notuje bowiem w tym sezonie 20% z rzutów wolnych. Szybko jednak z tego zrezygnowali, bo trafił on kolejne 4/6 z linii. Bo dwóch celnych trójkach Byków (Rose, Butler) Bulls podeszli na 10 punktów straty na 150 sekund do końca meczu. To było koniec dobrego. Straty, brak zbiórki w ataku, nieudana taktyka z faulowanie podkoszowego rywali, żałosne komentarze Wojtka ‘leśnego dziada’ Michałowicza i porażka Bulls. Czyli wszystko, co trzeba by źle zacząć weekend.

Plusy:

- Nikola Mirotic – jedyny, któremu się chciało w tym meczu. Wychodził do piłek, walczył o zbiórki. Zdecydowany MVP Bulls w tym meczu – 25 punktów (8/14 FG) i 7 zbiórek.

- Kirk i E’Twaun – czyli backup na rozegraniu – obaj zagrali równe zawody i powinni dostać więcej minut do gry niż słaby Rose.

- Na ostatnie dwie minuty pojawili się Bobby Portis i Christiano Felicio.

- Rzuty wolne – 17/20 – oby zawsze Bulls rzucali na takiej skuteczności z linii.

- W sumie to niezłe trójki – 11/26 i tylko one trzymały Bulls w grze.

Minusy:

- Bardzo słaba obrona. Rywale mnóstwo punktów zdobyli spod kosza (42 do 28 dla Pacers).

- Indywidualnie zawiedli: Rose, Gasol, Senll, McDermott. Jeśli zliczyć ich skuteczność to trafili 14 rzutów na 43 próby.

- Noah znów był nieporadny, znów nie trafił najłatwiejszych rzutów, a to, co rzucił z półdystansu to była cegła, jakie widuje się w rozgrywkach podstawówki w Polsce.

- Skuteczność – momentami oscylowała na granicy 30%. Nie da się wygrać spotkania przy takiej jak nie zbiera się wszystkiego w ataku.

- Gra na zbiórce. Obok szkolnych błędów, brakuje mi w Bulls kogoś, kto będzie walczył w ofensywie o zbiórkę. Joakim był chyba kilkanaście razy najbliżej kosza przeciwnika przy pudle Byków i tylko raz udało mu się zebrać taką piłkę. Źle to wygląda jak albo zbierają mu przeciwnicy znad głowy, albo fauluje.

- Znów nie grał Portis (poza garbage time).

Komentarze (2)

  • W minusach dopisałbym jeszcze Butlera. Fakt robił dobrą robotę na Georgu, ale w ataku grał słabo i zdecydowanie też go zabrakło jak Rose'a, Gasola, Snella

  • W odpowiedzi na: CiastonBull

    Ja mam wrażenie, że tutaj się nie zauważa często słabego Butlera :)