Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Notice: Undefined offset: 35 in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Notice: Trying to get property of non-object in /home/madrian/domains/madrian.linuxpl.info/public_html/chb/libraries/joomla/access/access.php on line 595

Chicago Bulls - Portland Trail Blazers 93-88

Chicago Bulls Portland Trail Blazers

Dla Chicago pojedynek z Portland to okazja do poprawienia fatalnego bilansu, jaki notują z tą drużyną, na ich parkiecie. Otóż od 2000 roku Byki w Portland wygrały jedynie dwa z 15 pojedynków. Przetasowania przedsezonowe sprawiły, że to Byki byli faworytami tego pojedynku. Mimo że w końcówce było niebezpiecznie to ekipa z 'Wietrznego miasta' przez całe spotkanie ani na moment nie straciła prowadzenia.

Do gry wrócił Rose i to on wybiegł jako pierwszy PG (co raczej nikogo nie dziwi) w tym spotkaniu. W S5 grał również Tony Snell i to on rozpoczął punktowanie w meczu, zaczynając od 5-0 w pierwsze 120 sekund gry. Minutę później było 10-0, bo Byki obok dwóch celnych trójek (Tony, Niko) dokładali skuteczną obronę – 0/6 Portland. Dopiero efektowna dobitka Vonleha otwarła wynik dla miejscowych. Bulls odgryźli się na tę akcję kolejną trójką – tym razem Butlera. Tak dobrego początku, jeśli chodzi o trójki, Chicago nie mieli dawno. Jeszcze przed połową kwarty mieli bowiem 4/4 zza 7.24m i tylko Gasol z grających nie mógł pochwalić się celnym rzutem z dystansu. Z czasem gracze z Portland zaczęli odpowiadać i również mogli pochwalić się dwoma celnymi próbami z dystansu – mieli 13 punktów w 7 minut spotkania. Chicago po zejściu Rose’a i Gasola trochę za bardzo postawili na grę na Butlera, który zaczął dość przeciętnie – 1/4 FG. Portland zaś dobrze wymuszali faule i trafili kolejnych 6 prób z linii. Daleka od ideału była skuteczność gospodarzy – przez 9 minut gry spudłowali aż 13 z 17 prób. Byki w tym czasie 8 razy rzucali zza łuku – skutecznie 5 razy (dwa Mirotic). Jednocześnie Bulls fatalnie przegrywali zbiórkę 13-7 (5 zbiórek ofensywnych rywali). Dwa razy efektywnie tyłem do kosza zagrał Noah – zdobywając 4 punkty i już w pierwszej kwarcie tym samym wyrównał swój przydział meczowy. Chociaż w pewnym momencie goście znów odskoczyli na 10 punktów przewagi, to Portland udało się ją zmniejszyć i pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 29-22 dla Byków. Najwięcej, bo 6 punktów dla przyjezdnych miał Mirotic. Cała ekipa z Chitown trafiła 10 rzutów, w tym 8 po asystach. Blazers trafili tylko 30% swoich prób, w ich szeregach brylował (szok i niedowierzanie) Damian Lillard.

 Obie drużyny trochę niepewnie zaczęły drugą kwartę. W 2 minucie jej trwania publikę na czacie i we wszystkich domach fanów NBA zaszokował Noah, który TRAFIŁ z PÓŁDYSTANSU! Bulls po 4 minutach gry tej kwarty prowadzili 37-27. Po trzy celne trafienia mieli Rose i Noah. Przyjezdni z ‘Wietrznego miasta’ bardzo dobrze pilnowali piłki i dopiero w piątej minucie tej części zrobili drugą stratę w spotkaniu, po tym, jak Gibson nie złapał podania od Derricka. W połowie kwarty utrzymywała się 10-punktowa przewaga Byków. Choć lider Blazers - Lillard-miał 9 punktów to z nim na boisku gospodarze tracili 10 punktów do rywali. Tymczasem środkowi z Chicago miażdżyli w matchupie Plumlee, który miał w 14 minut gry – tylko 1/7 FG. Za to zebrał aż 8 piłek – 4 w ataku. Na trzy minuty do końca pierwszej połowy, gospodarzom udało się zmniejszyć przewagą, a zawdzięczali to głównie lepszej postawie na zbiórce, gdzie prowadzili 24-18, dzięki czemu mieli 7 razy szansę na ponowienie ataku. Rzucali też znacznie częściej wolne – 9/13 wobec 4/4 przyjezdnych. Na ostatnią minutę Hoiberg wpuścił Noaha i Gasola by ten duet poprawił mizernie wyglądającą statystykę zbiórek. Całą połowę pięknie podsumował rzutem spoza połowy Jimmy Butler, dzięki któremu Bulls schodzili na przerwę z prowadzeniem 48-39. Po 8 punktów mieli Butler i Niko (3/4 FG), 6 oczek i 6 zbiórek notował Gasol. Poza tym punktowali wszyscy poza Kirkiem i Moore’m. Dla Blazers 9 punktów z 9 rzutów zdobył Lillard, który raczej mało znacząco wzmacniał swoją ekipę. Za to po 7 punktów mieli McCollum i Crabbe. Gospodarze zostali ograniczeni do 31% skuteczności, podczas gdy Bulls trafiali 43% i 6/11 zza łuku (1/3 w drugiej kwarcie).

Niewiele działo się na parkiecie przez pierwsze 90 sekund drugiej połowy. Po tym czasie dla miejscowych trafił Plumlee. Efektownego wsadu próbował Snell, ale (jak ma to w zwyczaju) został zablokowany przez obręcz. Gospodarze zaczęli tę część 7-0 i prawie nic nie zostało z przewagi Chicago. Dopiero trójka Niko w 3 minucie kwarty dała pierwsze punkty w drugiej połówce meczu Bullsom. Przyspieszenie rozegrania pozwoliło gościom odgryzać się na trafienia przeciwnika, ale wciąż duet Hiszpanów dawał sobie skakać po głowie - Plumlee miał 5 zbiórek w ataku. Do tego dochodził Tony ‘pudło’ Snell, który trzy razy znalazł się niekryty na dystansie i tyle samo razy trafił w przednią część obręczy. I tak Hoiberg miał za długą cierpliwość do jego wyczynów i zdjął go w połowie kwarty. Mimo fatalnej obrony Bulls cały czas byli na prowadzeniu. W 8 minucie przewaga ta wróciła nawet do 10 oczek. Na pewno wpłynęła na to postawa Butlera, który miał już 14 punktów oraz wzmocnienie obrony przez wejście Noaha. Poza tym na boisku był McDermott, który legitymował się najwyższym wskaźnikiem +/-. Chicago grali dość poprawnie w ataku, jednak nie potrafili zwiększyć przewagi przez niecelne rzuty trzypunktowe i pozwalanie przeciwnikom na zbiórki w ataku. Dobili też do 9 strat, chociaż do tej pory brak ich był mocną stroną drużyny Hoiberga w tym spotkaniu. Po 36 minutach gry było 71-63 dla gości. 16 punktów dostarczył JB dla prowadzących, w ekipie goniących 14 punktów (3/12 FG) było dziełem Lillarda.

 


Fatalnie Byki zaczęli ostatnią część i dopiero rzut Derricka od jego ulubionej tablicy przyniósł im pierwsze trafieniem, a po akcji 2+1 Hinricha (!!!) prowadzili 11 oczkami po 90 sekundach gry. Chociaż udało się nawet odskoczyć na 13 punktów kilka minut później, to z czasem coraz bardziej kulała ofensywa Byków. Po 5 minutach tej kwarty obdarowywany hojnie gwizdkami przez sędziów Lillard (w końcu jak ktoś w koszykówce kogoś dotknie to jest faul), prowadził swoją ekipę do 4 oczek straty. Jednocześnie wbrew oczekiwaniom Bulls nie zaczęli nagle lepiej zbierać i Blazers dobili już do 15 ofensywnych ‘desek’. W połowie kwarty tylko 2 punkty dzieliły obie ekipy. Chicago kompletnie stracili pomysł na grę. Rose i Butler nie trafiali spod kosza, a rywalom niegwizdane były faule. Nawet Jimmy’emu puściły nerwy, gdy chamską zasłonę z łokciem na wysokości jego twarzy postawił wieśniak Plumlee. Jimmy, po tym jak wstał z parkietu, ruszył prosto na przeciwnika, by wytłumaczyć mu co o tym sądzi. By rozstrzygnąć winę, sędziowie potrzebowali kilku minut dla siebie, by przejrzeć kilkaset razy powtórkę tej sytuacji. Decyzja faul techninczy Butlera i rzut wolny dla Portland, flagrant faul Plumlee i dwa wolne oraz piłka z boku dla Bulls. Kiedy na 3 minuty do końca meczu wynik oscylował wokół remisu, rolę lidera ataku wziął na siebie Pau Gasol. To on skutecznie wymusił faule i trafił wolne oraz przepchał Plumlee’ego pod kosz. Dzięki jego wysiłkom na 100 sekund do końca meczu Byki miały 5 punktów zapasu. Po błędach w obronie i blokach Blazers oraz wsadzie Plumlee, gdy gracze Bulls odsuwali mu się z drogi na 20 sekund do końca, znów tylko punkt dzielił obie drużyny. Szansę na wyrównanie z linii zmarnował Lillard. Za to dla Bulls nie pomylił się 4 razy orzy rzutach wolnych faulowany Butler. Dodatkowo Noah zachował zimną krew w obronie i stojąc naprzeciwko próbującego rzucać za trzy McColluma - zablokował go i nie dał mu wymusić darmowych rzutów wolnych. Ta akcja powstrzymała ostateczne zapędy gospodarzy i dzięki celnym wolnym Taja, Bulls wygrali spotkanie przewagą 5 punktów: 93-88.

 

Plusy:

  • Jimmy Butler liderem - grał naprawdę dobrze w drugiej połowie. Brał na siebie odpowiedzialność i nie zawodził.
  • Ofensywny Noah, który zaskoczył tej nocy wszystkich. Oczywiście uraczył nas w 4 kwarcie swoimi ‘firmowymi’ przestrzelonymi layupami, ale 3/6 i ten rzut z półdystansu to dobry prognostyk. Do tego walka na deskach (6 zbiórek w 20 minut) i w obronie (2 bloki, w tym jeden kluczowy).
  • Wracający do dobrej gry Taj Gibson - 10 punktów, 7 zbiórek i przechwyt w 17 minut na boisku.
  • Dobra pierwsza połowa w rzutach z dystansu.
  • Statystyki Gasola - 12 punktów, 14 zbiórek. Jego gra już tak skuteczna nie była.
  • Dobrze wykonywane wolne - 20/23. Oczywiście brawa dla Jimmy’ego - 8/8 FT.
  • Pozytywny Rose - najwyższy +11, do tego 17 punktów, 6 asyst, 4 zbiórki.
  • Podoba mi się brak stałych schematów rotacji u Hoiberga. Przeciwnik nie jest w stanie przewidzieć, jakie ustawienie znajdzie się na boisku. Coach reaguje na wydarzenia boiskowe i stara się grać tymi zawodnikami, którzy najlepiej prezentują się w meczu i najlepiej poradzą sobie w panującej na meczu sytuacji.

Minusy:

  • Zbiórka. Zwłaszcza Gasol i Mirotic mieli problemy, by ograniczyć skakanie im na plecy przeciwników i to właśnie przez 16 zbiórek w ataku Blazers utrzymywali się blisko w tym spotkaniu.
  • Snell i trzy pudła z wolnych pozycji. Gościowi, który jest specjalistą od trójek, takie coś nie przystoi. Nie wspominam przestrzelonego dunka.
  • Słabe decyzje w końcówce meczu. W ostatnich minutach na bloki nadziali się Rose i Gasol. Z głupich decyzji to dla mnie hitem jest podanie Kirka z autu do stojącego prawie na połowie Snella, gdy na rozegranie akcji Bulls mieli 0.8 sekundy.
  • Cała sytuacja z technicznym Butlera i nierzetelny przekaz NBA.com. W skrócie widać tylko jak Jimmy (co jest naganne) łapie specjalnie za nogę Plumlee, ale zapomina się o bardzo niebezpiecznym i chamskim wejściu poprzedzającym to wydarzenie. Gracz Portland wbił się w Butlera z zamiarem zrobienia mu krzywdy. Mnie osobiście ciężko się dziwić reakcji SG-ka Bulls. Co innego twarda gra, co innego atak łokciem w okolice szyi przeciwnika. Plumlee ląduje po tym meczu na mojej liście największych idiotów i chamów ligi. Tuż za Tylerem Hansbroughem. 
  • Poza tym proponuje niektórym serwisom by chociaż poczytały o meczu, a nie pisały relacji z niego wyłącznie na podstawie highlightów i statystyk, bo wygląda to co najmniej słabo.

Komentarze (5)

  • Admin ale to nie tylko portale tak piszą na podstawie statystyk. Są i tak zwani "znawcy" którzy nie oglądają spotkań, a potem się wszędzie udzielają, że ten zagrał tak a drugi tak. A co do relacji, to palce lizać tylko w opisie drugiej kwarty "dobrze oilnowali piłki" i w opisie 4 kwarty "Jimmy, po tymjak wstał" :P

  • Plumlee dostal flagranta

  • Wiem, tylko rano przeczytałem jakiś opis meczu w dość poczytnym portalu i teraz ludzie będą myśleć, że faktycznie ten mecz tak wyglądał. Nie wiem co to za atrakcja czytać streszczenie statystyk i highlightów. Głównie chodzi mi o sytuację z Plumlee, gdzie to Butler został przedstawiony w skrócie meczu jako agresor, a nie poświęca się uwagi temu w jaki sposób zaatakował go przeciwnik. Widzę jednak, że jednak poprawili, więc brawo za to dla nich, bo rano czytałem coś zupełnie innego. Dzięki Panowie za uwagi - poprawiłem. @Ciaston - z tego co wiem to masz uprawnienia edytorskie :P

  • Admin no niby tak, ale niektóre teksty są zablokowane, a te które są odblokowane :D to nie chce się rządzić i wolę napisać :P

  • Gdyby po cichu poprawił to nie było by widać jaki czujny jest :p :D