Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Chicago Bulls 105-95 Milwaukee Bucks

Chicago Bulls zmierzyli się tej nocy z Milwaukee Bucks. Pierwszy mecz przedsezonowy był debiutem na ławce trenerskiej nowego szkoleniowca, Freda Hoiberga. Jak się okazało, debiut zostanie zapisany na plus, bowiem Bulls po ciekawym i miłym dla oka meczu pokonali w United Center Bucks 105-95.

Chicagowskie byki rozpoczęły spotkanie piątką, o jakiej pisaliśmy w zapowiedzi – Moore, Butler, Snell, Mirotić, Noah. Całe widowisko rozpoczęło się dokładnie o 2:10, wygranym pojedynkiem byczego centra o piłkę z Gregiem Monroe. Od samego początku bardzo aktywny na tablicach był Joakim Noah. Pierwsze punkty w meczu zdobył Threekola, wykańczając akcję 2+1. Fredowi Hoibergowi widać bardzo zależało na zgraniu podkoszowych, bowiem Niko wraz Noahem byli dla siebie pierwszymi opcjami w ataku. Po udanej akcji Hiszpana nastąpiła niemoc Byków, trwająca przez około 3 minuty. Została zakończona po świetnej zespołowej akcji, której dotąd nie było dane nam oglądać. Widać już efekty pracy nowego szkoleniowca. Przez ten czas prowadzenie utrzymywała drużyna gości z Milwaukee. Na parkiecie pojawił się Bairstow, Brooks, Portis oraz McDermott – mimo obecności Butlera był to najsłabszy okres w wykonaniu Bulls. Gdyby nie rzucający obrońca Bulls bylibyśmy świadkami jednostronnego widowiska. Nowy trener, Fred Hoiberg postanowił dać odpocząć przez ostatnie trzy minuty właśnie graczowi z 21 numerem. W jego miejsce wszedł Snell, grający dość chaotycznie. Bardzo niewidoczny był Bobby Portis, który pojawił się z nikąd i trafił rzut na 2 sekundy przed końcem. Był to jego pierwszy oficjalny kosz w byczych barwach. Po pierwszej kwarcie Bulls przegrywali 20-16.

A tak pierwsze punkty zdobywał Bobby Portis:

W pierwszej części tego meczu można było zaobserwować wielką aktywność ze strony Joakima Noaha. Francuski center walczył dużo na tablicach, stawiał dobre (w końcu) zasłony i podawał do kolegów na czystych pozycjach – robił to, co potrafi najlepiej. Jego rajdy z piłką kończyły się jednak stratami, dlatego powinien grać po prostu to, co potrafi. Gorzej było już z jego skutecznością, bowiem nie trafił ani jednego rzutu na cztery próby.

Druga ćwiartka rozpoczęła się od popisowego zagrania Bobbiego Portisa – bloku na rywalu. Przez dobre dwie minuty Bulls zmagali się jednak z problemami ze skutecznością. Na parkiet wszedł Nikola Mirotić, który miał te problemy zażegnać. Już pierwszym zwodem wymusił faul rywala. Byki notowały blok za blokiem, co skutkowało grą z kontrataku. W grze nie mógł się niestety odnaleźć Doug McDermott, który otrzymując podanie przypominał zaspanego polskiego kibica Bulls. Zauważył to Hoiberg i zadecydował ściągnąć drugoroczniaka z parkietu. Była to jednak cisza przed burzą. Mądra gra w obronie zablokowała rozpędzoną po pierwszej kwarcie lokomotywę, jaką byli Bucks. W jednym z szybkich kontrataków drużyny z United Center E'Twaun Moore nie był kryty przez rywala, więc akcję postanowił zakończyć wsadem – jak się okazało nie doskoczył do kosza. Pierwsza myśl? Shaq już zaciera rączki. Drużynę przez dłuższą część drugiej kwarty ciągnął Nikola Mirotić, kręcąc popularne dla niego akcje Pump Fake. Marcin Więckowski śmiał się na twitterze, że mamy dwóch nowych graczy – E'Twaun „Fake dunk" Moore i Nikola „Pump Fake" Mirotić. Byki przyspieszyły, kończąc akcje dwiema trójkami ze strony wcześniej wymienionych graczy. Moore'a poniosły jednak emocje i chęć zdobycia kolejnych punktów – zakończona oczywiście dwiema niecelnymi próbami. Byki cały czasy towarzyszył problem ze skutecznością, szczególnie McDermottowi, któremu nie udało się trafić żadnej ze swoich pięciu prób. Pod koniec kwarty byliśmy świadkami świetnego wjazdu na kosz w wykonaniu Jimmiego, który najpierw zacrossował przed rywalem, by ostatecznie zakończyć akcję dwutaktem na wysokościach. Ostatecznie Bulls wygrali drugą część meczu jednym punktem, a na tablicy w trakcie przerwy utrzymywał się wynik 40-37.

Niko kręcił także świetne step backi:

Wielkie show zapewniał kibicom duet Butler – Middleton. Jimmy po 17 minutach był najlepszym strzelcem byczej drużyny, mając na swoim koncie 16 punktów, 2 zbiórki oraz 4 asysty. Rzucający obrońca Bucks natomiast 10 oczek, zbiórkę i dwa przejęcia. Do swojego dorobku zaliczyć może także miły dla oka (mniej dla Butlera) wsad nad graczem Byków. Ich starcie przypominało pojedynek w Play Offach.

Trzecią kwartę rozpoczęli Bucks, celnym rzutem Hensona. Aktywność Joakima była bardzo widoczna, chyba aż zbyt, bowiem zauważyli ją także sędziowie, gwiżdżąc kolejny faul w ataku w wykonaniu centra. Bulls potrzebowali 1,5 minuty na doprowadzenie do remisu, 42-42. Problem z doskoczeniem wciąż towarzyszył Moore'owi, któremu przez wakacje winda przestała wjeżdżać na pierwsze piętro. Bardzo dobrą pracę na zasłonach wykonywał Noah, który przy rzucie Butlera ściągnął na siebie aż dwóch obrońców. Mirotić na parkietach NBA rozgrywa dopiero drugi sezon, a już wygląda na bardzo doświadczonego gracza. Na jego pump fake nabierają się dosłownie wszyscy, dzięki czemu wymusza faul za faulem. Butler wiedział, że do meczu podchodzi jako lider drużyny, bez Gasola i Rose'a. Wcale mu to nie przeszkadzało, ba wyglądał jeszcze pewniej. O'Bryant zdecydowanie nie mógł sobie poradzić z presją i kryciem brody Threekoli. Niko bez problemu wbijał się na kosz i trafiał kolejną akcję 2+1. Jason Kidd widząc jakie problemy z Miroticiem mają jego podopieczni postanowił zastosować podwójne krycie, z którym ten i tak dobrze sobie radził. W końcu odpalił Doug McDermott, który przypomina silnik diesla. Dwie akcje Bulls zostały wykreowane właśnie na niego, co w końcu udało mu się wykorzystać – trafiając dwie trójki. Bucks bardzo dobrze bronili, przez co rzuty za trzy stanowiły prawie połowę oddanych rzutów. Kontynuował to także Aaron Brooks, który rzutem za trzy dał prowadzenie chicagowskiej drużynie. Bobby Portis zawzięcie walczył na tablicach, co w końcu przyniosło faul drużyny przeciwnej. Ten stając na linii osobistych trafił jedną próbę, przed czym zagrzewał wszystkich zgromadzonych kibiców w United Center do dopingu. Chłopak nie czuje presji. Na parkiecie zamiast Noaha przez ostatnie minuty przebywał Cameron Bairstow. Nie trafiał on swoich prób, będąc aż 0/4 z gry w tej kwarcie. Ratowały go jednak zbiórki, bowiem w 9 minut zapisał na swoim koncie aż 7 zebranych piłek. Buzzer beatera trafił (w końcu) pobudzony Doug McDermott, który w tej kwarcie zanotował 100% skuteczności za trzy (3/3). Bulls po świetnej kwarcie prowadzili 77-67.

Ostatnią część meczu rozpoczęli Bulls, jednak mimo dobrej sytuacji Portisowi nie udało się wykończyć akcji. Bardzo dobrze w systemie Hoiberga czuje się Aaron Brooks, który w świetny sposób rozrzuca piłkę po obwodzie. W miejsce Portisa pojawił się Cristiano Felicio, notując swój debiut w byczych barwach. Bardzo słabo spisywał się Cameron Bairstow, który nie trafiał rzutu za rzutem. Wbijał się na kosz i mimo małej presji obrońców jego próby kończyły się nieskutecznie. Felicio zaczął mecz od przejęcia. Fred Hoiberg robił to, co zapowiadał – dawał szansę zmiennikom, odpuszczał w ostatniej kwarcie podstawowym graczom. Doug McDermott doprowadził rzutami osobistymi i kolejną trójką do najwyższego dla Bulls prowadzenia w tym meczu – różnicą 15 punktów. Doug imponował wielką pewnością siebie, stając się najlepszym strzelcem ostatniej kwarty. Z bardzo dobrej strony pokazywał się Cristiano Felicio, który nie brał na siebie ciężaru gry ofensywnej, za to w obronie notował przejęcie za przejęciem. Na parkiet w miejsce E'Twauna Moore'a pojawił się kolejny debiutant w Byczych barwach – Jordan Crawford. Zmiany nowego trenera spowodowały jednak utratę znaczącego prowadzenia, bowiem Bucks odrobili 9 punktów do chicagowskiej drużyny. McDermott robił jednak różnicę, będąc 4/6 za trzy w drugiej połowie. Imponującą próbą, a co najważniejsze celną za trzy popisał się Jordan Crawford, trafiając rzut z... dziewiątego metra? Bardzo dobrze na tablicach grał Bobby Portis. Bucks mogli co najwyżej pomarzyć o zbiórce ofensywnej. Z bardzo dobrej strony pokazywał się Crawford, trafiając kolejną trójkę oraz nabierając rywali na koźle. Bucks w końcówce już nawet nie naciskali, bowiem byli pewni swojej porażki. Bulls okazali się górą, wygrywając 105-95.

Spostrzeżenia

- Przed sezonem Jimmy mówił, że musi poprawić swoje umiejętności rozgrywającego. Wszyscy zrozumieli to, jakoby ten chciał grać jako jedynka. Nic bardziej mylnego! Jimmy grając z Brooksem, czy Moorem wbijał się pod kosz bez większego problemu, kończąc większość swoich akcji wycofaniem na obwód. Właśnie o to chodzi w systemie Freda Hoiberga. Rozgrywający oraz rzucający obrońca będą tworzyli grę dla reszty drużyny.
- Bardzo słabą pierwszą połowę rozegrał Doug McDermott, ale jak się okazało była to cisza przed burzą. W drugiej połowie zaczął oddawał masę rzutów z dystansu, co przyniosło Bykom 23 punkty. W 32 minuty spędzone na parkiecie trafił 5/11 rzutów za trzy i zebrał 5 piłek. Drużyna z nim na parkiecie była 15 punktów na plus.
- Spotkanie w pierwszej piątce rozpoczął Joakim Noah, którego decyzją trenera zastąpił później Bobby Portis. Tegoroczny wybór w drafcie otarł się o double-double notując 8 punktów i 14 zbiórek (7 w obronie i tyle samo w ofensywie). Dołożył do tego blok, dwa przejęcia i jedną asystę, kończąc mecz bez straty. Prócz tego drużyna z nim 20 punktów na plusie, co daje najwyższy współczynnik spośród całego zespołu.
- W barwach Bulls zadebiutowali zawodnicy, mający podpisany niegwarantowany kontrakt. Najlepiej z nich spisał się Cristiano Felicio oraz Jordan Crawford. Ten pierwszy zebrał 4 piłki, zanotował dwa przejęcie i jednokrotnie asystował. Widać po nim, że ma wielką siłę, którą nie do końca wie jak wykorzystać. Crawford natomiast na parkiecie spędził 6 minut i trafił dwie niebywałe trójki. Spotkanie skończył z 6 punktami, 3 zbiórkami i asystą.
- Nie wiem jakim cudem Cameron Bairstow jest gwiazdą reprezentacji Australii. Gościu nie potrafi rzucać, a jedyną jego umiejętnością (i tak niedopracowaną do perfekcji) jest zbieranie piłek. W całym meczu zdobył 4 punkty, zanotował 7 zbiórek, trafiając 2/11 rzutów z gry.
- Aaron Brooks w końcu może ożyć i odzyskać formę z najlepszych lat. Rozgrywający świetnie czuje się w systemie gry Freda Hoiberga. Bardzo dobrze rozrzuca piłkę po obwodzie, dokładając do tego celne rzuty za trzy.
- Tony Snell jest trochę zagubiony, jeszcze chyba nie do końca zrozumiał, że to jego ostatnia szansa w wietrznym mieście. Jeśli w tym sezonie nie pokaże się z dobrej strony, powinien poszukać nowego pracodawcy. W 31 minut trafił 3/9 rzutów, zdobywając 7 punktów, 5 zbiórek i 2 asysty.
- Nikola Mirotić nie jest zmęczony Mistrzostwami Europy, mimo że w kadrze Hiszpanii był jednym z najważniejszych graczy. W dzisiejszym meczu udało mu się zdobyć 18 punktów, 8 zbiórek i 3 asysty. Brakuje mu jeszcze celności za trzy, lecz to kwestia czasu. Jego pump fake są niesamowite i nabierają się na nie wszyscy zawodnicy, niezależnie od doświadczenia w NBA.
- Jimmy Butler jest w świetnej formie. Na parkiecie spędził co prawda tylko 25 minut, lecz to co wyczyniał na parkiecie było bardzo ważne dla drużyny w kontekście zwycięstwa w dzisiejszym meczu. Jimmy podszkolił się jako rozgrywający, co było widać po jego podaniach tuż po wjeździe na kosz. Rzucający obrońca Bulls w tym roku ma wielką szansę zostać starterem w Meczu Gwiazd. Jest to na pewno w jego zasięgu.
- Bulls wygrali zbiórki 59-42. Jest to efekt aż 24 zbiórek ofensywnych, za które odpowiedzialni byli Joakim Noah i Bobby Portis, którzy zanotowali po 7 zbiórek pod koszem rywali.
- Drużyna z Chicago oddała dokładnie 99 rzutów w całym meczu, trafiając 33 próby. Na tej samej skuteczności, wynoszącej 33,3% Bulls rzucali trójki. Takich rzutów oddali aż 39, trafiając 13. Tom Thibodeau oglądając ten mecz nie wierzył własnym oczom. Dla porównania, Bucks oddali zaledwie 11 rzutów za trzy, trafiając 3.
- Ilość strat, jak i skuteczność z osobistych nie jest aż tak ważna, bowiem był to pierwszy mecz „nowej" drużyny. Drzemie w niej ogromny potencjał, który miejmy nadzieję Fred Hoiberg ze swoim sztabem wykorzysta w 100%.

Komentarze

  • Brak komentarzy