Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Liga Letnia 2015: Chicago Bulls - Toronto Raptors 66-81

rap bulls

Trudny do oglądania i zwyczajnie nieciekawy był pojedynek Bulls i Raptors w lidze letniej. Zawodnicy nie specjalnie przykładali się do gry w defensywie, a ich rzut ewidentnie zrobił sobie wakacje. Nieszczególnie też można było zwrócić uwagę na któregokolwiek z graczy — niespodziewanie najlepszy występ zanotował Bairstow kończąc spotkanie z 11 punktami i 11 zbiórkami.

 Hoiberg do starcia z 'letnimi' Raptors delegował tę pierwszą samą piątką co dzień wcześniej. Spotkanie lepiej zaczęli zawodnicy reprezentujący drużynę z Kanady, bo po dwóch minutach prowadzili 9-2. Piłka po rzutach graczy Chicago jedynie odbijała się charakterystycznym dźwiękiem od obręczy. Dopiero przy wyniku 4-13, trener stwierdził, że może warto wziąć czas. Wpłynęło to pozytywnie na Byków, bo po niej, nieco zmniejszyli straty (głównie z rzutów wolnych) i nie pozwalali już Toronto na tak swobodną grę w ataku. W 7. minucie zbliżyli się na 2 oczka do przeciwników. Super szybkie wjazdy prezentował nam Vander Blue (6 punktów). Ostatecznie to Raptors odskoczyli w końcówce kwarty i prowadzili 24-16. Słabo grali liderzy Bulls z poprzedniego meczu: Portis i McDermott zaczęli spotkanie łącznie od 1/8 FG.

W drugiej kwarcie Bulls nadal nie radzili sobie z obroną. Natomiast w ataku swoje umiejętności pokazywał Diante Garrett - zdobył 7 punktów w 7 minut. Przy niewidzialnym Portisie na niewiele się to zdało, bo przewaga przeciwników sięgnęła 13 punktów w czwartej minucie gry w tej części. Ciężko jednak o dobry wynik jak trafia się zaledwie co 4 rzut. Jednocześnie nie było możliwe wskazanie jakiegoś lidera w ekipie Hoiberga. Jedynie pojedyncze akcje zasługiwały na uwagę. W Raptors natomiast Powell, Wright i Caboclo mieli po 8 punktów na dwie minuty do końca pierwszej połowy. Ta skończyła się wynikiem 42-28 dla Toronto. Obok fatalnie grającego McDermotta (0/5 FG), równie nieporadny był Bobby - 5 punktów i tylko 1/7 z gry. Jedyną trójkę (na 13 prób) dla Chicago trafił ... Bairstow. To nie może zatrzeć faktu, że grał raczej słabo i niewiele wnosił do gry.


Druga połowa nie przyniosła zmiany obrazu gry. Bulls nadal straszliwie pudłowali, nie przykładając się jakoś szczególnie w obronie. Próg 30 punktów przekroczyli dopiero w 25. minucie spotkania, po tym, jak zawodnik Toronto stracił piłkę pod własnym koszem. W tej samej minucie McDermott zdobył swoje pierwsze punkty w meczu. Obudzony ze strzeleckiej niemocy w nieco ponad dwie minuty uzbierał ich 9. Natchniony dobrą grą kolegi, udaną dobitkę zaliczył nawet Cameron. Miał w 8 minucie 3. kwarty przy tym aż 10 zbiórek i 6 fauli, całe szczęście dla niego, że w lidze letniej nie ma ich limitu. Choć Chicago przegrywali już w tej części już 20 punktami, to udało się im zredukować znacznie straty i przed ostatnią odsłoną widniał wynik 49-57. 11 punktów i 11 zbiórek miał Bairstow, który spędził na parkiecie całą trzecią kwartę.
Czwarta kwarta zaczęła się od ostrego natarcia Toronto. Portis natomiast nadal nic nie trafiał i znów Raptors uzyskali znaczne prowadzenie. Po 3 minutach przewaga Toronto znów flirtowała 20 punktami - Bulls bowiem nie tylko nie trafiali, ale dodatkowo pozwalali przeciwnikowi na swobodne zbierania spod ich obręczy (12 zbiórek ofensywnych Toronto). Na taka sytuację Hoiberg postanowił wystawić Felicio zamiast Portisa i Bairstowa. Brazylijczyk prezentował się całkiem nieźle: dobrze walczył o zbiórkę i robił sporo miejsca, wykorzystując swoją siłę fizyczną. W drugiej połowie kwarty pojawił się też Darrell Williams i od razu zebrał piłkę w ataku, będąc faulowany przy próbie dobitki. Hoiberg widząc, co się dzieje, ostatnie minuty spotkania rozegrał swoimi rezerwowymi. W końcu w dłuższym wymiarze czasowym pokazali się McGee i Rice. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wyraźną wygraną Raptors: 81-66.

 

 

Po tak słabym meczu ciężko oceniać idywidualnie zawodników, zwłaszcza, że niemal niezauważyłem niektórych obecności na parkiecie (vide Rayvone Rice). Dlatego zastosuje standardowe plus/minus.

Plusy:

- Przebudzenie McDermotta w 3. kwarcie

- Double double Bairstowa - doceniam mimo tego, jakie mam zdanie o jego umiejętnościach;

- Pojedyncze efektowne wjazdy - Blue, Gollowaya czy Garretta;

- Felicio - tym razem grał jako solidna 'góra mięsa';

- Wejście na parkiet Williamsa - 3 zbiórki w 4 minuty;

Minusy:

- Nie ma dobrych zbierających w tej drużynie;

- Portis i jego problemy z rzutem (1/10 FG) i ogólnie z grą;

- Dwie pierwsze kwarty McDermotta;

- Fatalne trójki - 3/25 - dla filozofii Hoiberga taki wynik to samobójstwo;

- Nawet wolne rzucali średno - 69% FT;

- Rice niczym nie zaimponował - większy hype niż umiejętności;

- Kto to jest Jack Anderson i gdzie podział się May? 

 

STATYSTYKI

Komentarze

  • Brak komentarzy