Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Bulls vs Heat - zapowiedź

Playoffs 2013Miami Heat zgodnie z planem rozłożyli na łopatki Milwaukee Bucks i teraz po 6 dniach przerwy chcieliby tak samo rozprawić się z wymęczonymi pojedynkiem z Nets – Bulls. Chicago nie ma jednak zamiaru tego zrobić i mając w pamięci mecz, w którym przerwali wielką serię zwycięstw drużyny z Florydy, zamierzają maksymalnie im to utrudnić.

 

Co prawda w pierwszym pojedynku najpewniej zabraknie Hinricha i Denga po stronie Bulls, ale to oni są podstawowymi graczami Bulls i to od ich postawy w konfrontacji z gwiazdami Miami zależy najwięcej. Stąd ich obecność w wymienionych matchupach. Uwzględnione statystyki, aby nie pisać ciągle tego samego, to aktualne średnie zawodników w fazie playoffs po pierwszej rundzie.

Matchupy:

Kirk Hinrich(11.3 ppg, 5.8 apg, 2.0 spg) vs  Mario Chalmers (6.5 ppg, 4.5 apg, 1.8 spg)

Obaj gracze są dobrymi defensorami, choć przed Chalmersem sporo nauki by dojść do poziomu PG-ka Bulls. Kirk w 4 rozegranych meczach z Nets udowodnił, że playoffy to czas weteranów i jego gra będzie bardzo potrzebna Bulls. Choć w walce z Chalmersem Kirk częściej będzie musiał  pomagać partnerom niż faktycznie pilnować Mario. Zostawiony niekryty, Chalmers potrafi jednak razić z dystansu i nie będzie tutaj można mu na za dużo pozwolić. Na tej pozycji jednak niezależnie czy zagra Nate czy Kirk – przewaga należy do Bulls i zwłaszcza Robinson powinien wykorzystać przewagę szybkości i rzucić ważne punkty. Do tej pory Chalmers nie błyszczał przeciwko Chciago – 4/17 za trzy i wydaje się, że jego Byki powinny obawiać się najmniej.

Jimmy Butler (11.7 ppg, 39% 3fg, 4.3 rpg) vs Dwayne Wade  (14.6 ppg, 7.5 rpg, 6.8 apg)

Wade zmaga się z urazem, choć i tak pewnie zagra we wszystkich spotkaniach tej serii. Jimmy pod nieobecność Denga – prawie nie schodzi z parkietu. Butler jest doskonałym obrońca i średnio dysponowany Dwayne, może mieć sporo problemów by sobie swobodnie rzucać. Dotychczas SG-ek Miami dobrze radził sobie w pojedynkach przeciwko Bulls, bo zdobywał 19.8 ppg w trakcie sezonu na 57% skuteczności.  Miał jednak problemy z rzutami wolnymi – 62.5%, przy 72.5% w całym sezonie. Wiadomo, że pochodzący z Chicago Wade napsuje sporo krwi graczom Bulls, ale Butler wydaje się najlepszą opcją, która może go powstrzymać. Zwłaszcza, że od poprzednich pojedynków bardzo się rozwinął, a w początkowych spotkaniach sezonu Wade’a częściej krył – nie tak dobry w obronie – Hamilton.

Luol Deng (13.8 ppg, 7.6 rpg, 44.8 mpg)  vs LeBron James (24.5 ppg, 62.7% FG, 7.8 rpg)

Kluczowy matchup serii. Świeżo upieczony MVP sezonu 2012/2013 jest praktycznie nie do zatrzymania i nie oszukujmy się, że to się w tej serii zmieni. Jest jednak w tej lidze Deng, który od dawna, szczególnie pod skrzydłami Thibodeau, ma status perfekcyjnego obrońcy. Może nie powstrzyma Kinga przed zdominowanie serii, ale może sprawić, że każdy punkt będzie wymagał od LeBrona wysiłku, co w ostatecznym rozrachunku może dać przestrzeloną zwycięską próbę. James przeciwko Chicago rzucał nadal po 28 punktów w trakcie sezonu, ale miał mało – jak na niego – asyst – ledwie 4.5 apg. Grał bardziej samolubnie i nie miał wsparcia partnerów. To jest klucz dla Denga i spółki – grać twardo z LeBronem i zabrać mu wsparcie. Dużo zależy od sędziów, których najbardziej się obawiam. Bo gwiazda Miami jest wciąż lepsza marketingowo niż gryzący parkiet ‘fighterzy’ z Chicago. Boję się, że (nie po raz pierwszy) panowie w paskach nie pozwolą na ‘męską’ grę i każde dotknięcie MVP skończy się wolnymi – jeśli będzie jednak inaczej – czeka nas wspaniała seria.

Carlos Boozer (17.4 ppg, 10.6 rpg, 40 mpg) vs Udonis Haslem (7.5 ppg, 4.8 rpg, 17.0 mpg)

Boozer dostaje znowu gracza jak w serii z Nets. Haslem, podobnie jak Evans, znakomicie zbiera w ataku – gorzej już kończy akcję. Nie jest jednak tak upośledzony ofensywnie jak PF z Brooklynu. Stąd Booz będzie musiał więcej zaangażować się w obronie. Jednak atak – to dla niego pole do popisu i na niego najbardziej liczymy. W tym sezonie w meczach przeciwko Miami  Booz zaliczał po 19.0 punktów  na 54.4% skuteczności. Ponadto – co mnie zaskoczyło – zbierał po 15 piłek, a grał we wszystkich pojedynkach z Heat. Nie wykluczone, że Spoelstra zdecyduje się na ustawienie naprzeciwko Boozera – Jamesa.  Carlos już pokazał, że jeżeli chodzi o atletyzm to jest nie mniej napakowanym cyborgiem niż ‘the King’. Jeśli ktoś jest w stanie przepchać Jamesa to właśnie łysol z Alaski. Booz – liczymy na Ciebie!

Joakim Noah (11.4 ppg, 9.9 rpg, 3.1 bpg) vs Chris Bosh (12.8 ppg, 8.0 rpg. 1.8 bpg)

Jeżeli Noah będzie grał jak w siódmym starciu przeciwko Nets – zniszczy Bosha pod koszem. Problemem jest dość duży zasięg ‘centra’ Miami, który może powodować częste wycieczki pod linię za trzy Noaha i więcej miejsca na zbiórki ofensywne dla Miami. To jednak nie powinno być problemem, bo Chicago w starciach z aktualnymi mistrzami NBA zbierali średnio 43.8 piłek przy tylko 34.8 rywali. Noah zagrał tylko 2 razy przeciwko Miami i miał średnio 12 punktów (na 67% skuteczności) oraz 10.0 zbiórki. Bosh zdobywał co prawda 14.8 ppg, ale miał też 2.7 straty i ( przeciwnie niż w latach poprzednich) nie siał spustoszenia rzutami z półdystansu. Noah przeprowadził Bulls przez pierwszą rundę dzięki przekazaniu energii na resztę zespołu. Może podobnie jak jego biblijny imiennik – Noe – stworzy barkę – pod koszem Chicago, która pozwoli zespołowi z Illinois powstrzymać fale nadciągających Heat i suchą nogą stanąć na brzegu – jakim w tym wypadku jest finał konferencji.

Ławka:

Bulls mają na niej przede wszystkim trzech graczy, którzy są też często wykorzystywani jako starterzy – co obawiam się – zobaczymy w pierwszym starciu. Nate Robinson jest (kto wie) być może najlepszym rzucającym w tej lidze. Jego szybkość na pewno pozwoli mu na trafianie (miał 17.0 ppg w serii z Nets) po kilkunastu punktów na mecz. Belinelli to ostoja spokoju i bardzo równy zawodnik – przydatny po obydwu stronach parkietu. A gdy zajdzie taka potrzeba – bierze piłkę i rozgrywa w kluczowych momentach spotkania. Taj Gibson nie był sobą w pierwszej rundzie – najprawdopodobniej to efekt urazu. Wierzę jednak, że zwłaszcza w starciu z Miami obudzi się i pokaże swój pazur – nie tylko w tyłach, ale i przy jakimś zupełnie nowym highlighcie. Nazr gra kapitalnie i zawsze może się przydać, a Teague pokazał już, że ma wielki talent i choć ma 20 lat – bez skrępowania radził sobie w playoffach. Cook, Hamilton czy Thomas raczej nie pojawią się na parkiecie. Ewentualnie kilka minut da im Thibodeau, gdy zmusi go do tego sytuacja.

Miami mają Raya Allena – rekordzistę w historii NBA w trafionych trójkach. Niech jednak drży, bo za parę lat ten tytuł może mu zabrać Curry z Golden State. Jest on zawsze groźny i jako drugi strzelec Miami w pierwszej rundzie (16.5 ppg przeciwko Bucks)  – nie może ani na sekundę mieć czasu na oddanie rzutu. Drugie zagrożenia to (szalony) Chris Andersen, który jako jedyny w całym teamie ogarnia zbieranie i jest przy tym wulkanem energii. Nie rozumiem czemu to Haslem, a nie on gra w pierwszej piątce. Ponadto Miami ma zawsze groźnych strzelców za trzy: Lewisa, Battiera i kochającego wjazdy Cole’a.

 


Kto wygra?

Pojawia się tu słynny dylemat między sercem, a rozumem. Sporo jest plotek, że może w tej serii pojawi się Derrick Rose. Uważam,  że nie warto już żeby tak się stało. Jeżeli Byki wygrają bez niego -  dokonają czegoś wielkiego. Jeżeli przegrają – będą mogli w przyszłym roku wrócić jeszcze silniejsi i (miejmy nadzieję) zdrowsi.  Jako fan – będę wdzięczny jeżeli pokażą wolę walki i zaangażowanie – trzymajmy kciuki, a zapewne tak się stanie J.

Mój typ: 4-3 dla Bulls po buzzer beaterze Robinsona i bloku Noaha na LeBronie przy próbie zwycięskiego wsadu.

Komentarze (2)

  • Gość - Maciek

    mecz jest transmitowany na kanałach cyfry ?

  • Gość - cmg35

    BRAWO GO BULLS