Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Chicago Bulls - Atlanta Hawks 93-76

Atlanta HawksBez Rosa - już się przyzwyczaili, bez Hinricha - nie pierwszy raz w tym sezonie, bez Noaha - po co center w drużynie, bez Boozera - po co wysoki strzelec, przecież jest Radmanovi. Co prawda to nie wysoki Serb dał Bulls zwycięstwo, ale tej nocy można było zobaczyć całkowicie odmienioną drużynę Bulls, która nie dała szans notującym bilans 26-20 Hawks w ich hali. Thibodeau po otrzymaniu nagrody dla najlepszego trenera stycznia wszedł na jeszcze wyższy poziom i 3 liderów zastąpił tym co miał tworząc nowy team. Można przypuszczać, że byłby w stanie z Bobcats zrobić bilans powyżej .500.

 W wyjściowej piątce zamiast Mohammeda na centrze zagrał Gibson, a do s5 dołączył Jimmy Butler. Drużyny nie trafiły 6 pierwszych rzutów przy których Bulls zaliczyli aż 4 zbiórki. Dopiero Taj jako pierwszy punktował (akcja 2+1) w meczu i po 2. minutach gry Bulls prowadzili 3-0. Taj był łącznie autorem pierwszych 5 punktów i od początku spotkania siał postrach wśród obrońców Hawks. Po kolejnych minutach i pierwszym trafieniu Ex-Bullsa Korvera za trzy było po 7. Wtedy Deng (0/3 FG) włączył drugi bieg i obok 3 ofensywnych zbiórek trafił w końcu punkty, a Butler zabrał piłkę spod kosza Atlanty oddając na trójkę do Robinsona i zrobił się run 7-0. W 5 minut na parkiecie Nate Robinson (krytykowany za brak zespołowej gry) miał już 4 asysty, którymi ubogacił swoje 3 punkty i przechwyt. W połowie kwarty goście z Chitown prowadzili 16-9, a już 5 zbiórek miał Deng. Uderzony w rękę na poczatku meczu przez Nate'a, Teague doznała urazu palca i dość szybko musiał opuścić parkiet. Goście ograniczali Atlantę do tylko 30% celnych rzutów, ale sami trafiali zaledwie 37% prób. Problemy z celnością miał Hamilton, bo trafił jedynie 1/6 z gry, ale poza nim trio liderów takiego ustawienia: Deng, Taj, Jimmy grali bardzo równo i zabezpieczali deskę oraz nie popełniali zbędnych strat (1 zespołu). Atlanta swoich szans szukała w rzutach trzypunktowych, jednak wobec kontestowania ich przez Bulls trafili tylko 1 na 8 takich prób. Niemal równo z syreną dla gospodarzy punkty zdobył jeszcze Johnson, ale i tak podopieczni Thibsa wygrali pierwszą kwartę 24-17. 8 punktów, 5 zbiórek i blok miał Deng, a 6 'oczek' dołożył Butler. Dla Atlany 6 punktów zdobył Smith (3/7 FG), a trafiali oni kolektywnie tylko co 3 rzut, gdy Bulls notowali 40% skuteczność z gry.

Na drugą kwartę w drużynie Bulls wybiegli poza starterami dodatkowo Teague, Radmanovic i to rookie Bulls jako pierwszy zdobył punkty. Gospodarzom prawie dwie minuty zajęło zdobycie pierwszych punktów, ale w tym czasie i drużyna z Chicago nie powiększyła swojego dorobku. Ivan Johnson zdobył dla Hawks w 5 minut na parkiecie 8 punktów, 5 zbiórek. To jego gra sprawiała Bulls najwięcej problemów i za jego sprawą Hawks zbliżyli się po 4. minutach kwarty na 2 punkty straty. Chwilkę później jak popchnął skaczącego Butlera zarobił za chamskie zachowanie technika. W 5. minucie wrócił na parkiet starszy z braci Teagu'ów trafiając z półdystansu. Zmiennicy - Radman i Marquis nic nie pokazali i po niespełna połowie kwarty i oni musieli wrócić na ławkę. W tym czasie Bulls prowadzili tylko 30-28, bo zatracili zdolność do ogrywania obrony rywali i pozwalali sobie zbierać piłki w ataku. Pozwolili też rywalom poprawić skuteczność do 37% samemu obniżając swoją i tak nie najlepszą do 35%. Na 3. minuty przed końcem połowy Bulls prowadzili 1 punktem (37-36), ale mieli ogromne problemy z zatrzymaniem Smitha czy Horforda. Jak to jest ważne pokazała akcja, w której Deng zablokował Smitha w post up-ie i pobiegł do kontry ostatecznie skutecznie ją kończąc. Dwa niewykorzystane layupy Belineliego i jeden Robinsona sprawiły, że to ostatecznie Atlanta prowadziła po pierwszej połowie 44-43. 15 punktów miał na swoim koncie Deng, a 16 było dziełem Smitha z Hawks. 11 punktów i 6 zbiórek dołożył Gibsona, a trzeci lider Bulls - Butler miał 6 punktów, 4 zbiórki i 2 przechwyty. Byki trafiali tylko 37.5% rzutów, gdy gospodarze notowali aż 44% skuteczność. Minimalnie przegrywali też w zbiórkach 27-24 i ograniczenie tu poczynań gospodarzy powinno być dla nich priorytetem w kolejnych odsłonach.


Drugą połowę drużyny rozpoczęły kolejnymi seriami przestrzelonych rzutów i dopiero po 90 sekundach piłka została umieszczona w koszu z linii rzutów wolnych przez Butlera. Dzięki jego rzutom i trafienim Robinsona i Gibsona Bulls zaczęli tą połowę runem 8-0 w 3. minuty. Po timeocie pierwsze punkty dla gospodarzy zdobył w tej połowie rzutem z półdystansu Jeff Teague. Dla Bulls swój show jednak włączył Nate, bo dwa razy trafił za trzy, co przy dobrej obronie Byków dało im prowadzenie 57-50. Atlanta ratowała się dobra grą Teaguea, bo lekkie poprawki wprowadzone zapewne w przerwie przez trenera znacznie utrudniły grę wysokim Hawks. Zdecydowanie za często próby rzutowe podejmował z mizernym skutkiem Hamilton miał 3/14. Dzięki jednak bardzo aktywnej walce na atakowanej tablicy - 14 zbiórek ofensywnych efektywność kończenia akcji nie byłą taka zła. Dobra końcówka - zwłaszcza w wykonaniu Robinsona - 17 punktów (6/11 FG i 3/4 za trzy) pozwoliła Bulls przed czwartą kwartą prowadzić 69-60. Obok Nate'a, wyróżniali się: Taj z double double- 17 punktów, 13 zbiórek a także Deng z 15 punktami i 11 zbiórkami. Bulls znacznie też ograniczyli zbiórki porzeciwników prowadząc w nich 41-37. Obie ekipy trafiał na 39% skutecznościach z gry.


W pierwszej dwie minuty Hawks wygrali 2-1, ale nie wpłynęło to znacząco na poprawę wyniku z ich perspektywy. Obie ekipy dużo piłek zgarniały w ofensywie, a dla Bulls w końcu trafił Belinelli, bo wspolnie z Ripem dawali Bulls tylko 4/21 z pozycji SG. Deng trafił kolejne dwie trójki (miał już 3) i w połowie kwarty 'Byki' prowadziły 78-64. Atlanta natomiast nie mogła trafić praktycznie nic momentami pudłując nawet wsady. Pod koszem Byków zaś wszelkie zapędy studził Gibson z rekordowymi w sezonie - 15 zbiórkami i 2 blokami na koncie oraz niezliczoną ilością wymuszonych pudeł rywali. Na 3. minuty do końca meczu było 82-72, a do grona double double dołączyła zdobycz Butlera - 16 punktów i 10 zbiórek. W praktycznie rozstrzygniętej końcówce Nate ośmieszył dwóch rywali i podał do Butlera, ten zrobił wsad setną sekundy po czasie 24 sekund na akcję i surowi sędziowie nie uznali kosza. Jeszcze rekord kariery w zbiórkach ustanowił Taj i Bulls rogromili Atlantę na wyjeździe: 93-76.

 


 

Na plus:

Gibson - monstrualne DD robi wrażenie 19 punktów, 19 zbiórek i 3 bloki - pokazał, że jest w stanie sam zastąpić zbierających Noaha i Boozera;

Deng - w końcu zagrał dobry mecz - prowadząc w swoim stylu drużynę do zwycięstwa - 25 punktów (10/21 FG), 14 zbiórek, 5 asyst, 4 przechwyty, 2 bloki - all -aroung game Denga;

Robinson - zagrał tak jak z ławki udowadniając bujdę jaką jest mówienie, że nie radzi sobie jako starter - 20 punktów, 8 asyst i 3 przechwyty;

Butler - to już jest pełnoprawny gracz z półki najlepszych rezerwowych i może kandydat na MIP: 16 punktów, 10 zbiórek. 3 przechwyty i 2 asysty oraz tytaniczna 'czarna robota' po obu stronach parkietu;

Zbiórki - 53 bez Booza i Noaha to naprawdę wyczyn i efekt walki na atakowanej tablicy - 18 zbiórek w ataku;

Thibodaeu - po tym jak ustawił obronę na drugą połowę - Hawks nie radzili sobie kompletnie w ataku;

Straty - tylko 7 - super wynik Bulls;

 

In minus:

SG - zarówno Hamilton jak i Belinelli nie mogli trafić do kosza - razem mieli 4/22 FG;

Wolne - zawsze psiocze jak ta wartość schodzi poniżej 70% - w tym meczu winny był Gibson (1/3 FT);

Problem ze zbiórkami w pierwszej połowie, gdzie Bulls nie potrafili zatrzymać Horforda i Smitha;

Może skuteczność nie była za wysoka:p

Ogólnie mam problem by wymyślić więcej problemów - świetny mecz przetrzebionych kontuzjami Bulls;

 

STATYSYKI

Komentarze (1)

  • Kapitalny mecz całego zespołu. Ogromne brawa dla trenera. Nikt nie ma wątpliwości, że bez niego Bulls nie odnosiliby tylu sukcesów nawet mając tych samych graczy. Thibs to nasz ogromny skarb i powinniśmy być dumni z takiego szkoleniowca. Świetny mecz Butlera, Denga, Robinsona i Gibsona (19 zb to jego rekord kariery). Drużyna Bulls gra świetną zespołową obronę i dziś o tym gracze Hawks się przekonali. Teraz bardzo ważne starcie z rywalami z dywizji czyli Pacers. Wygrali oni 13 meczów z rzędu u siebie. Trener Frank Vogel i paru zawodników tylko czeka na mecze z Bulls, gdyż są oni przekonani, że są od nas lepsi od czasu gdy przegrali z nami serię w Playofss w 2011 roku 4-1 w 1 rundzie. To pierwsze starcie obu drużyn w tym sezonie. Będzie iskrzyło na parkiecie.