Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Relacja: (Preaseason) Timberwolves vs Bulls 81-92

Minnesota TimberwolvesStarcie Minnesoty z Chicago w United Center miał być rewanżem za poprzednią porażkę ekipy Thibodeau z 'Leśnymi Wilkami'. Trener 'Byków' wrócił do swojego pierwszego składu, zaś Minnesota straciła swoją największą gwiazdę – Kevina Love'a, który złamał rękę i prawdopodobnie opuści około 6 najbliższych tygodni. I tak Bulls bez Rose'a i Minnie bez Love'a i Rubio postanowiły sprawdzić swoje siły. Swoją drogą Love jest przymierzany jako cel managamentu z Chicago na rok 2014. Myślę, że nikt nie miałby by nic przeciwko duetowi Rose-Love za dwa sezony w 'Bykach', nawet kosztem Booza.

 

 Pierwszy skład na ten sezon Bulls rozpoczął od straty Boozera, przechwytu Noaha i trafienia Ripa po asyście Hinricha już w pierwszej minucie gry – działo się :). Gospodarze trafili ogólnie swoje pierwsze 6 rzutów z gry i prowadzili już nawet 14-2, gdy trener Rick Adelman wziął czas. Wszyscy robili swoje: Noah z Boozerem zbierali przy czym ten drugi niespodziewanie trafiał wszystko, Deng wymuszał faule, Hamilton robił spacing i trafiał z półdystansu, a Hinrich dyrygował wszystkimi. Po zagraniach Noaha i Stiemsma uświadomiłem sobie, że w NBA nie gwiżdze się nigdy pierwszego kroku z miejsca przed kozłowaniem. Po faulach Noaha, na parkiet musiał wejść Mohammed, który od razu zdobył punkty i wymusił faul w ataku. Bulls kontrolowali grę sporadycznie tracąc piłki, ale powierzając zdobywanie punktów świetnie dysponowanemu strzelecko Boozerowi (5/5 FG i 11 punktów), 5 asyst rozdał Hinrich. Kwartę zakończył drugi unit i dzięki trafieniu Cunninghama Wolves przegrywali tylko 23-17.

Robinson-Belinelli-Butler-Gibson-Mohammed – ten skład rozpoczął drugą ćwiartkę. Pierwsze udane zagranie do reverse-layup Mohammeda po prawie 2 minutach od startu kwarty. Fajnie prezentował się też 'rainbow shot' Robinsona. Do meczowych highlightów swoje 3 grosze dorzucił monstrualną paką nad Amundsonem - Taj Gibson. Przeciwnicy najczęściej swoich punktów szukali przy okazji rzutów wolnych i sporadycznych prób z półdystansu. Bulls za to uwielbiali zabierać im piłkę, głównie Taj i Booz.Ten drugi kontynuował swój 'dzień konia' i dopiero z dalekiego półdystansu piłka postanowiła nie wpaść między obręcz. Przy stanie 40 do 30, Bulls trafiali 50% oddanych przez siebie rzutów, a i Boozer po pierwszym pudle przestał trafiać. W końcu celnie rzucił też z dalekiego półdystansu po koźle Marquis Teague – doczekaliśmy się. Mogliśmy też zaobserwować jeden z ciekawszych frontcourtów: Booz-Taj przez kilka minut na parkiecie. Po 24 minutach gry było 50-35 dla Bulls, a Boozer miał już na swoim koncie 18 'oczek'.

 

Od 5 punktów dopisanych na konto gości rozpoczęła się druga część meczu. Ślepi sędziowie nie zauważyli ewidentnego odbicia piłki od obręczy nawet po powtórce telewizyjnej przez co Bulls dorobili się kolejnej straty. Pierwszą trójkę dał Bulls rzut Hinricha, który poza tą próba bardzo ograniczał się strzelecko w przeciwieństwa do Booza, który niestety już nie był tak skuteczny jak w I połowie. W połowie 3 kwarty przewaga Bulls utrzymywała się na dwucyfowym poziomie i wynosiła 14 punktów po drugiej ich trójce (tym razem autorstwa Ripa). Noah nie popisywał się zbytnio swoimi zdolnościami w ofensywie, no ale jak to mówię nie codziennie jest niedziela i nie codziennie Noah będzie dawał radę także w ataku, póki co umówili się z Boozerem, że grają w ataku dobrze na zmianę. Bulls mimo delikatnych problemów graczy podkoszowych (udanie zastępował ich w zdobywaniu punktów Hamilton) utrzymywali twardą defensywę i osiągnęli maksymalną przewagę 18 'oczek'. Minnesocie udało się dzięki paru trafieniom zredukować ją nieco i przed ostatnią kwartą schodzili ze stratą 11 punktów (70-59).

Od kolejnej trójki dla Chicago ostatnią kwartę rozpoczął Deng. A po 2 minutach znów Bulls prowadzili 18 punktową przewagą. W kolejnych minutach kwarty Chicago zmagali się z nieskutecznością i mimo kapitalnych zbiórek w ataku Gibsona rywale zbliżyli się na 10 punktów straty na 6. minut przed końcem kwarty. Na te ostatnie minuty Thibs zdecydował się sprawdzić jeszcze ustawienie Taj-CB pod koszem i okazuje się, że całkiem fajnie ze sobą współpracują. Kiedy Taj angażuje się w walkę pod koszem Booz grozi z półdystansu i zbiera piłki zastraszonych blokiem Gibsona przeciwników. Parę razy kapitalnie udało się gospodarzom zgubić obronę przyjezdnych prostymi pick and rollami tak m.ni. znalazł się zupełnie niekryty na trójce Deng, a on nie zwykł marnować okazji. Końcówka to był spektakl 'Tadzia' – pierwsze kapitalnie zablokował w akcji 1 na 1 Derricka Williamsa, później dołożył jeszcze jedną czapę i na koniec trafił z półdystansu. Mecz wygrali dzięki pewnej grze Bulls, nie będąc ani chwilę zagrożeni na tej drodze.

Na plus:

Boozer - 24 punkty, 9 zbiórek, 4 przechwyty - oby tak zawsze,

Gibson - 12 pt, 11 zb, 3 bl, 2 highlighty;
Mohammed - 6 pt, 4 zb, 2 bl w 15 minut - jak dalej tak będzie grał w Chicago zapomną o kimś takim jak Asik;

Deng - 2 trójki, 14 punktów i solidna gra przez cały czas spędzony na parkiecie

Jimmy Butler - za w końcu trafianie z półdystansu;

Marko Jaric - 1 blok;


In minus:

Belinelli - wciąż nie jest strzelcem jakim miał być - 0/5 z gry i dalej bez trójki dla Chicago;

Noah - za 2 punkty i 0/6 z gry (w tym próba za trzy) nie może aż tak nieudolnie radzić sobie w ataku, Bulls potrzebują punktów od niego;

Robinson - za parę zbyt indywidualnych akcji, poza tym daje radę.


Ogólnie dobry mecz Bulls i szkoda tylko, że skoro znowu na ławce posadzony został Ryan Allen to czemu nie zagrał nawet minuty by móc chociaż na chwilę pokazać się szerszej publiczności. Kolejny pojedynek to starcie z Durantem i spółkę - najpoważniejszym rywalem w preseason.

Komentarze

  • Brak komentarzy