Menu główne
Zaloguj Zarejestruj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

New Orleans Pelicans - Chicago Bulls 123-115

nopchi 

W każdym kolejnym spotkaniu preseason trener Hoiberg testuje różne ustawienia zarówno pierwszej piątki, jak i sposoby wykorzystania graczy w rotacji. Stąd ciężko przewidzieć, jakie były jego pomysły na spotkania z Pelikanami, którzy po całkiem niezłym poprzednim sezonie mają jeszcze większy apetyt w tym nadchodzącym.

Bulls wyszli piątką: Hinrich-Butler-Snell-Mirotic-Gasol. Zaskoczeniem może być wypuszczenie jako startera kapitana Kirka, wydaje się jednak, że nowy trener zgodził się ze swoim poprzednikiem i uznał, że Brooks stanowi zagrożenie przede wszystkim jako zawodnik wchodzący z ławki.

Na początku meczu obok niecelnych rzutów i strat Byków, pozytywnie pokazywał się Anthony Davis, dla którego dodatkową motywacją z pewnością był występ przed ziomkami ze swoich rodzinnych stron. To, co rzuciło mi się w oczy to fakt, że Bulls mniej niż w poprzednich meczach szukali rzutów z dystansu. W pierwszych akcjach Davisa, Nikola Mirotic kompletnie nie stanowił dla niego przeszkody. Wejście smoka zaliczył zmieniający go w piątej minucie Bobby Portis, który w 80 sekund zdobył szybkie 5 punktów, nic nie robiąc sobie z bliskości najlepszego obrońcy zeszłego sezonu. Rywale tymczasem kończyli mnóstwo akcji z faulem. Sam Davis miał 13 oczek w 7 minut gry. Dla Chicago zaś dwa razy za trzy trafił Pau. Gdy Bulls zaczęli trafiać za trzy – to nie tylko odrobili straty do rywali, ale po runie 10-0 wyszli na prowadzenie 25-21 po 9 minutach gry – zaliczali też imponujące 5/8 zza łuku. Po pierwszej kwarcie wynik brzmiał 37-25. New Orleans pozostają drużyną jednego aktora. Aż 15 punktów z ich dorobku było dziełem 'Mewy'. Grę Byków pociągnęli rezerwowi Brooks i Portis, którzy zdobyli po 11 punktów. Zaś wszyscy gracze z ławki Byków zdobyli tylko jedno oczko mniej niż cała ekipa rywali.
Gospodarze kontynuowali dobrą grę w kolejnej części. Szczególnie dominowali w zbiórkach, gdzie 25-11 po 17 minutach gry musiało robić wrażenie. W dalszym ciągu show robił Portis, który zszedł odpocząć mając 13 punktów i 5 zbiórek w 11 minut gry. Obok skutecznych rzutów z gry, Chicago byli niemal bezbłędni na linii, skąd trafili 10 na 11 prób w 18 minut meczu. Po celnych dwóch wolnych Gasola, Byki prowadziły aż 60-45 w ósmej minucie drugiej ćwiartki. Po dwóch akcjach Snella (wejście i trójka) zrobiło się nawet 20 punktów przewagi. Pelicans kompletnie nie szukali drużynowych rozwiązań. Większość punktów po indywidualnych akcjach zdobywał Davis – miał 21 punktów, podczas gdy drugi strzelec gości – Holiday- trafił tylko 6. W końcówce kwarty Byki obniżyli loty i ostatecznie po 24 minutach gry, wynik brzmiał 66-54. Davis miał 22 punkty (8/12 FG). Gracze z Chicago trafili 8/18 za trzy i aż 16 (18 prób) ich punktów pochodziło z wolnych.
Od wspaniałego ball movementu i trafienia z rogu za trzy Butlera Bulls zaczęli drugą połowę. Kolejne udane akcje Snella czy Gasola sprawiły, że można było się skupić raczej na grze indywidualnej poszczególnych graczy niż na wyniku. Jeśli mogą o grze indywidualnej – to właśnie to określenie najlepiej opisuje to, w jaki sposób grali Pelicans. Davis niemal w każdej akcji dystrybuował piłkę i trener wolał nie zdejmować go z parkietu. Dzięki niemu i krótkiej drzemce Byków – goście odrobili straty i tracili tylko 7 punktów w szóstej minucie drugiej połowy. Wobec nieskuteczności Byków i dzięki nagłemu strzeleckiemu natchnieniu rywali udało się im doprowadzić do remisu na trzy minuty do końca kwarty. Ostatecznie po 36 minutach było 91-90 dla przyjezdnych. 43 punkty dla Byków dostarczyła trójka Portis, McDermott, Brooks. W trzeciej części w końcu wsparli Davisa partnerzy: Evans miał już 18 punktów, a Anderson 12.

 Fatalny początek ostatniej kwarty dla Bulls (-7) sprawił, że już po 2 minutach gry Hoiberg wziął czas. Timeout okazał się na tyle skuteczny, że kolejne 4 punkty należały do gospodarzy. Kompletny brak obrony i głupie pomysły – jak faul Bairstowa na rzucającym za trzy rywalu sprawiły, że w połowie czwartej kwarty rywale prowadzili różnicą 8 punktów. Kiedy wydawało się, że Chicago są w przysłowiowej dupie, za robotę wziął się Portis. Najpierw zebrał pod koszem, potem trafił trójkę i ponownie nie dał się zaskoczyć Andersonowi. Aż emanowała od niego energia i widać było, że jest gotów by być liderem. Bulls tracili jednak 8 oczek na 120 sekund do końca meczu. W końcówce Tony Snell przykręcił kostkę na nodze rywala – na szczęście sam wstał i wrócił na ławkę. Nie pomogło to w odrabianiu strat i miejscowi przegrali wygrany mecz: 115-123.

 

Jako, że to preseson należałoby powiedzieć parę słów o graczach występujących w tym meczu:

Butler
Trochę siłował zagrania w ataku. Poza tym robił wszystko to, co zwykle robi: zbierał, przechwytywał, podawał. Słabszy mecz w jego wykonaniu, ale preseason to nie czas na jego popisy. Fatalnie rzucał - tylko 3/12 FG.
Gasol
Jego range jest tak szeroki, jak … (wpisz dowolnie szeroki obiekt) - zaczynam się dziwić, że nikt wcześniej w jego karierze częściej nie korzystał z niego jako strzelca dystansowego. W systemie gry Hoiberga nie musi stawiać niepotrzebnych zasłon, biegać bez sensu czy bić się pod koszem. Idealny system dla jego wieku i umiejętności. Bulls muszą jak ognia unikać switchowania z nim w obronie, bo na niskich rzucających z półdystansu jest kompletnie nieporadny.

Brooks
Wyglądał fatalnie w obronie, gubił się na pierwszym kroku. W ataku jest wciąż jednak sobą. Kilka efektownych akcji i rzutów na jego koncie.

Portis
Ma to, co lubię – ducha walczaka i chętnie idzie na deskę, by walczyć o zbiórkę. Do tego – rzuca coraz regularniej i jakby osiągnął wyższy poziom, to jest idealną odpowiedzią na takie czwórki jak Davis. To był jego najlepszy mecz - 20 punktów, 11 zbiórek i 3 bloki. Wyglądał na boisku nie jak rookie, a jak lider.

Hinrich
Nie widzę poprawy – ten zawodnik nieubłaganie będzie tym sezonem zbliżał się do końca kariery. Trzeba mu oddać, że się stara. Już nie będzie gwarantem solidności w obronie - raczej można liczyć, że nie będzie dziurą w defensywie. W ataku może znaleźć punktu dzięki pewnej ręce za trzy.

McDermot
Wygląda, jakby ktoś odpiął mu łańcuch i pozwolił grać w ofensywie tak jak lubi. Mam wrażenie, że Hoiberg widzi w nim młodego siebie i stąd przeczuwam przełomowy sezon dla chicagowskiego sophomore’a. Mam jednak spore zastrzeżenia do jego defensywy jeden na jeden – czeka go jeszcze sporo pracy w tym elemencie. Niemniej jednak - ważny element układanki Hoiberga, zwłaszcza pod nieobecność Dunleavy’ego

Bairstow
Ogólnie to biega od kosza do kosza i czasem próbuje rzucać. Miał fajny wsad w 2Q. Poza tym nie zmieniam zdania, że pasuje do NBA jak siodło do świni. Debilne faule na rzucających za trzy w 4. kwarcie pozbawiły Bulls szans na wyrównanie.

Niko
Słabo zaczął, ale w ofensywie wciąż jest wirtuozem. Stosowane przez niego z pełną premedytacją ‘pompki’ mogą rozjuszać rywali. Zwłaszcza że na linii jest solidny, jak na Europejczyka przystało.

Snell
Coraz lepszy w ofensywie i skuteczny w ataku - 7/11 FG. Widzę go w S5 na trójce w przyszłym sezonie - zdecydowanie zasłużył.

Moore
To na jego rzecz pozycję powinien stracić Kirk. Moore gra bardzo nieegoistycznie, rzuca tylko z przemyślanych pozycji i jest znacznie lepszym obrońcą niż Hinrich czy Brooks.

 

I na koniec plusy i minusy:

PLUSY
Jak trafiamy za trzy, jesteśmy nie do zatrzymania w ofensywie. Dzisiaj ‘tylko’ 32 próby zza łuku.
Gasole professore.
Mocna ławka - Brooks. McDermott, Portis.
Zbiórki - to coś, co będzie charakteryzować Bulls ery Hoiberga - wygrana w tym elemencie 52-40, a były momenty, że przewaga gospodarzy była znacznie większa.


MINUSY

Indywidualnie niektórzy zawodnicy (Brooks, Hinrich, czasami Mirotic) nie dają rady w defensywie.

Słaby mecz Butlera.

Roztrwoniona 20-punktowa przewaga.

Wręcz fatalna obrona na dystansie + ‘genitalne’ faule Bairstowa.

Straty - 14 przy 7 rywali.

Komentarze (1)

  • "Kiedy wydawało się, że Chicago są w przysłowiowej dupie, za robotę wziął się Portis." jebłem xD
    Dobry recap, dzięki.